0 obserwujących
71 notek
35k odsłon
  423   0

"Wigilie" firmowe

Od jakiegoś czasu każda firma, zatrudniająca przynajmniej te 20 osób, w okresie przedświątecznym chcąc zrobić przyjemność swoim pracownikom, pokazać, że widzi w nich ludzi, organizuje tzw. "wigilię". Jest to zazwyczaj obowiazkowe spokanie, po godzinach pracy, w jakiejś restauracji czy kawiarni, gdzie pracownicy są zobowiązani ubrać się elegancko, każdy dostaje jakiś upominek z logo swojego miejsca pracy i wszyscy starają się mówić ludzkim głosem.

Bywa nawet miło, dopóki jakaś księgowa, lub co gorsza prezes, nie zacznie intonować jakiejś kolędy. Pracownicy wpadają wtedy w popłoch, przewracają oczami, lub uporczywie patrzą w jeden okruszek na talerzu, mnąc krawędź obrusu. Inni uśmiechają się kretyńsko, mało kto podejmuje wyzwanie i kolęda umiera zanim jeszcze dobrze się rozpocznie.

Prawdziwy horror zaczyna się jednak, gdy ktoś wpadnie na pomysł dzielenia się opłatkiem. Na szczęscie ten staromodny zwyczaj jest coraz częsciej pomijany: zabiera za dużo czasu i wprowadza niepotrzebne zamieszanie. Kelnerzy tylko się irytują.

Gdy podają alkohol, atmosfera się szybko rozpręża, ale nie każdy moze pić, przecież przedstawiciele handlowi przyjechali samochodami. Po 2 czy 3 godzinach można już zacząć się ewakuować do domu, bez narażenia się na zarzut alienacji i niechęci do integracji z wielką firmową rodziną.

Wreszcie dom, kapcie, tv...uff....trzeba szybko o wszystkim zapomnieć.

 

Nie znam ani jednej osoby, która lubiłaby chodzić na firmowe "wigilie".

Nie wiem dlaczego tak jest. W końcu to okazja do spotkania się z ludźmi, których widzi sie codziennie za biurkiem, w roboczym uniformie. W ten firmowy wieczór można ich zobaczyć ubranych odświętnie, porozmawiać o czym innym niż wyniki z ostatniego tygodnia. Można nawet uścisnąć rękę prezesa, bez konsekwencji, tak po prostu, przyjaźnie.

A jednak większosć pracowników traktuje to przedświąteczne spotkanie jako prawdziwy dopust boży. Dlaczego?

Może dlatego, że te spotkania w okresie przedświątecznym są jakieś takie nieprawdziwe? Sztuczne? Przed swiętami każdy sie spieszy, ma miliony rzeczy do załatwienia, zakupy, prezenty, inne zobowiazania, które chce wypełnić jeszcze w starym roku.

Poza tym dzielenie się opłatkiem i świętowanie, gdy wszystko wokół huczy od przygotowań, jest utrzymywaniem ludzi w jakimś matriksie. Nie wiem, skąd przyszła ta moda i dlaczego jest tak żarliwie wdrażana przez specjalistów HR. Faktem jest, że zaczęło sie to niedawno, kilkanaście lat temu.

A co było wcześniej? Ano wcześniej ludzie przygotowywali się z całym zapałem do swiąt, nie tylko w domu, ale i w pracy, by móc z czystym sumieniem świętować i odpoczywać. Dopiero po 24 grudnia zaczynały się życzenia, prezenty, i spotkania opłatkowe.

Czy dziś ktoś pamięta spotkanie opłatkowe? Były to spotkania w szkołach, w firmach, w innych miejscach, gdzie często gromadzili sie ludzie. Spotkania, na których mogli spokojnie już posiedzieć, podzielić się z innymi, obcymi ludźmi opłatkiem, porozmawiać, przeżyć jeszcze raz atmosferę świąteczną. Kolędy śpiewały się wówczas same, nikt nie miał wrażenia ich niestosowności, wręcz przeciwnie. Była to prawdziwa integracja międzyludzka.

A dziś? mamy firmowe "wiegilie", gdzie zmuszeni jesteśmy "świętować" w pośpiechu, będąc myślami gdzie indziej, z ludźmi nam zupełnie obcymi. Siedzimy na tej żałosnej parodii wieczerzy wigilijnej i podskórnie czujemy, że ktoś z nas robi hiperdurniów.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale