Łukasz Maślanka Łukasz Maślanka
1265
BLOG

Jeszcze o Grzegorzu Braunie

Łukasz Maślanka Łukasz Maślanka Polityka Obserwuj notkę 6

 

W ostatnich dniach wielką karierę robią słowa wypowiedziane przez polskiego reżysera filmowego, Grzegorza Brauna, w trakcie konferencji Koła Historyków mojej macierzystej uczelni. Dzięki uprzejmości Gazety Wyborczej, wielki świat polityczno-medialny zainteresował się naszymi prowincjonalnymi sprawami lubelskimi, co zachęca mnie do ogrzania się przez chwilkę w blasku tego tematu i zabrania głosu.

Pobieżnie obserwuję działalność Koła Naukowego Studentów Historii KUL. Sekcja historii najnowszej budzi od dawna dość duże kontrowersje ze względu na jednostronność podejścia, do której zachęcają ją takie „autorytety”, jak profesorowie Bender czy Piotrowski. Osobiście jestem zwolennikiem sytuacji gdy ścierają się ze sobą dwa lub więcej przeciwstawnych stanowisk i na podstawie takiej dyskusji słuchacze mogą wyrobić lub zweryfikować swoje poglądy na daną sprawę. Niestety pewną tradycją polskiego życia intelektualnego stało się dialogowanie wewnątrz własnych środowisk tak, aby przypadkiem druga strona w trakcie polemiki nie wykazała nam schematyzmu, pomyłki lub lenistwa.

Grzegorz Braun to postać, która nie pasuje do tak naszkicowanej charakterystyki kulowskich historyków. Jego wystąpienia publiczne pozwalają stwierdzić, że rwie się do dyskusji i potrafi bronić swoich poglądów. Od profesjonalnych historyków odróżnia go też to, iż lubi z dawnych wydarzeń wysnuwać wnioski polityczne i poddać ożywczej krytyce nasze dzieje. Grzegorza Brauna interpretacja historii jest mi z gruntu obca. Jego pochwała wolności kojarzy mi się wyłącznie z gloryfikacją serii przestępstw politycznych, które od 1374 roku stopniowo doprowadzały nasz kraj do ruiny. Bo „złota wolność szlachecka gwarantowana przez Kościół katolicki”, a która w istocie była złota tylko dla wpływowej magnaterii, oznaczała przyzwolenie dla fajtłapowatych rządów Jagiellonów (ta cecha niestety stała się też udziałem epigonów), katastrofalnej polityki dynastycznej katolickich Wazów (z ich wysługiwaniem się jezuickim agentom pokroju ks. Skargi), karygodnej Unii Brzeskiej, która zwróciła rusińskich ortodoksów w kierunku Moskwy, prywaty Wielopolskiego będącego głównym sprawcą Powstania Styczniowego (z powodu niechęci do zmiany stosunków społecznych i obawy o interesy własnej klasy).

Tym niemniej pogadanek Brauna słucha się z przyjemnością, a jego wyostrzone tezy zachęcają do dyskusji. Niestety problemem tego człowieka jest to, iż potencjalni adwersarze wolą go ignorować. Obok Brauna historyka-amatora istnieje bowiem jeszcze Braun polityk-amator. Nie oszczędza on w swoich enuncjacjach środowiska Gazety Wyborczeji związanych z nią autorytetów. Dogłębnie poznał słabości polskiego wymiaru sprawiedliwości, gdy procesował się z oskarżonymi o współpracę z SB Lechem Wałęsą i Janem Miodkiem (w przeciwieństwie do sprawy Życińskiego, były to oskarżenia oparte o konkretniejszy materiał dowodowy, a przynajmniej pierwsze z nich). Ostatnio stał się Braun ofiarą pewnej kafkowskiej sytuacji, która doprowadziła go do wyroku skazującego za samodzielną napaść na sześciu funkcjonariuszy Policji Państwowej. Warto mieć świadomość tych zdarzeń, biorąc pod uwagę ewentualne okoliczności łagodzące wobec zachowania tego znakomitego skądinąd dokumentalisty.

Niestety, w przeciwieństwie do wielu naukowców, których może obronić autorytet słuchającego ich rad Jarosława Kaczyńskiego, albo dziennikarzy, podających się za pracowników drugiego obiegu, a tak naprawdę reprezentujących potężne firmy medialne, Braun jest człowiekiem istotnie niezależnym. Jeżeli mówi głupstwa, to robi to na swój własny rachunek i niewielu jest takich, którzy (nawet jeżeli po cichu się z nim zgadzają), byliby gotowi stanąć w jego obronie. W Rzeczpospolitej ukazał się kilkuzdaniowy wywiad z reżyserem, ale prowadzący nie zadał sobie trudu, aby docisnąć Brauna w sprawie posiadanych dowodów na ewentualną współpracę arcybiskupa z SB. Zamiast tego, redaktorzy tej gazety (jak zwykle przewidywalni) wdali się w kolejną pyskówkę z redaktorami Gazety Wyborczej (jak zwykle przewidywalnymi), którzy w ogóle odmawiają tak odrażającej postaci prawa wypowiedzi.

Ja się z Braunem nie zgadzam. Uważam, że wypowiedź na temat abp. Życińskiego nie była szczęśliwa: ani w treści ani w formie. Pewne oskarżenia, zwłaszcza w stosunku do osób niedawno zmarłych, należy przedstawiać w oparciu o solidny materiał dowodowy. Tym niemniej stał się już metropolita lubelski postacią historyczną. W wymiarze kościelnym (jako hierarcha), naukowym (jako kosmolog i filozof) oraz politycznym (obok ks. Rydzyka nie było chyba w Polsce duchownego, który w równie bezceremonialny sposób łamałby laickość państwa). Jako że spór ideowo-partyjny przybrał w Polsce niesamowite rozmiary (do czego zmarły arcybiskup się przyczyniał), trzeba się liczyć z tym, iż wojujące strony będą się posługiwały rozmaitymi argumentami i rozmaitym słownictwem. Wielokrotnie z ambony tutejszej archikatedry padały mocne stwierdzenia dyskredytujące zwolenników lustracji i przeciwników zestawu poglądów, które obowiązują w tej „pierwszoobiegowej” części naszego establishmentu. Nieelegancki głos Grzegorza Brauna trudno pochwalać, ale rozdzieranie nad nim szat przez Gazetę Wyborcząjest aktem niesamowitej hipokryzji.

Życzę Grzegorzowi Braunowi, aby spotykał na swojej drodze więcej dyskutantów, którzy w sposób równie ostry i dosadny obalą jego absurdalne poglądy historyczno-ideowe, a mniej policjantów, sędziów i prasowych zagończyków, odbierających mu wiarę w praworządność państwa i powiększających frustrację. Mam nadzieję, że ci adwersarze okażą się choć w połowie tak erudycyjni i przyciągający uwagę, jak on sam. Do tego czasu jednak pozwolę się nie przyłączyć do przywódcy polskiej wersji nurtu préciosité, Stefana Niesiołowskiego, który, ku wielkiej satysfakcji Gazety Wyborczej, nazwał Brauna „chamem” i „prostakiem”.

 

 

Skoro nie mogę kontrolować rzeczywistości, to przynajmniej sobie ponarzekam ;).

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka