Nie zastanawiałem się nigdy, wcześniej kim właściwie jest Roman Polański, przyjąłem za pewnik, że jest to uznany przez światowe salony reżyser, którego przeszłość kryła wydarzenia zarówno tragiczne, jak i niegodziwe. Nie ulegało jednak wątpliwości, że jest on Polakiem i swoja działalnością wnosi wkład, również w polska kulturę. Tak myślałem, aż do ostatniej niedzieli.
Zaraz po aresztowaniu polskiego reżysera, media rozhuczały się od przedstawicieli polskiej kultury i polityki, którzy z aktu egzekwowania prawa, zrobili polityczną hucpę. Co gorsza, odnosząc się do osób, które nie włączyły się do podnoszonego larum, zaczęto używać określenia antysemici.
Nie jest ważne, że w dyskusji nad aresztowaniem Polańskiego, meritum jest to, czy gwałt na nieletniej powinien zostać ukarany i czy „wielkość” artysty może być w tej sprawie elementem łagodzącym. Nie jest taż ważne, że nikt przy zdrowych zmysłach nie łączy kary za pedofilstwo z dzieciństwem spędzonym przez Polańskiego w żydowskim getcie.
Dla przedstawicieli salonu, stojących murem za polskim reżyserem te fakty nie są istotne, jeżeli nie bronisz Polańskiego, a co gorsza zająkniesz się o nim choć trochę w tonie krytycznym to jesteś przebrzydłym, zaściankowym antysemitą, dodajmy jeszcze, że antysemitą zawistnym zazdroszczącym wielkości wybitnemu artyście.
Zatem zgodnie z tym co mówią teraz „najwięksi” naszej kultury, nie ma zatem równości względem prawa. Nie wolno karać kogoś kto jest zdobywcą Oskara za gwałt, a tym bardziej jeżeli jest on pochodzenia żydowskiego. Tylko jakim prawem Żyd ma prawo współżyć z 13 –letnim dzieckiem, a dajmy na to Polak – Katolik, czy mieszkaniec USA- protestant nie?
Czy jednych należy karać a drugich nie, ze względu na to kim są?
Salon, który wyciera sobie usta hasłami równości i tolerancji oraz prawami mniejszości, po raz kolejny pokazuje, że istnieją równi i równiejsi, nadludzie, którzy brylują na salonach, a pochodzenie daje im glejt, zamykający usta każdemu kto ich skrytykuje, określeniem antysemity.
Są też dla Salonu ludzie niższej kategorii, np. Chrześcijanie, których należy karać za wierność poglądom i niech tylko któryś z nich zbłądzi, złamie prawo, od razu pojawi się tłum mędrców, którzy gotowi będą wydać na niego wyrok.
Zatem okazuje się, że Roman Polański, to nie artysta polskiego pochodzenia, to nietykalny bożek, którego zwykły Polak nie ma prawa krytykować.
Brzmi to strasznie, ale na poprawienie humoru mam pewne spostrzeżenie otóż, podejrzewam, że nie jeden szary Kowalski, poznał prawdziwe pochodzenie wielkiego reżysera, dopiero wtedy, kiedy nazwano go antysemitą, za wypowiedź o konieczności ukarania przestępcy.
Sam zresztą zaczynam wątpić, czy Polański dla salonu jest Polakiem, skoro broni go sięgając po argument antysemityzmu, o antypoloniźmie nikt się jakoś nie zająknął broniąc reżysera przed zajadłą tłuszczą polskich zawistnych zaściankowców, którzy nie rozumieją za pewne wielkości artysty.



Komentarze
Pokaż komentarze