Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
36
BLOG

Polska w wieku starczym

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 0

 

 
 
Polska była już  „brzydką Panną na wydaniu”, obecnie  wraz ze śmiercią Lecha Kaczyńskiego wkroczyła w okres starości. Starość może mieć różne oblicza. Niestety nie przypomina mi ona starszego Pana, który opowiada swoim wnukom o wojennych losach i dzieli się życiowym doświadczeniem. Starość Polski kojarzy mi się z autorem słów o „Pannie na wydaniu” - Władysławem Bartoszewskim. Polskie władze podobnie jak specjalista od „dyplomatołków” dużo i czasem nawet ładnie mówią, ale coraz mniej w tym sensu i jakiegokolwiek pożytku dla narodu.
 
Teraz zróbmy chwilę przerwy na wykrzyczenie się wszystkich oburzonych, tym że raczyłem brzydko napisać o „profesorze”.
Niestety, ale widocznie nie dość jestem wykształcony i otwarty na świat oraz trudno mi się wzbić na szczyty obłudy by opowieści na temat „dyplomatołków” czy „małpki fiki miki”, wykrzykiwane pod adresem przeciwników politycznych, określać mianem dobrego poczucia humoru.
A niestety obecna sytuacja naszego kraju kojarzy mi się właśnie z Władysławem Bartoszewskim wykrzykującym słowa, nieprzystające do człowieka, za którego powszechnie jest uznawany- czyli za autorytet. Pokrzykiwanie na politykę zagraniczną PiSu w 2007 roku, było bowiem tak naprawdę wyrazem bezradności, braku intelektualnej możności do podjęcia merytorycznej debaty o Polsce. I nawet nie wynikało to z tego, że wizja IV RP merytorycznie jest nie do podważenia, bo można z nią polemizować, a z braku jakiejkolwiek realnej alternatywy poza wizją bezideowego dryfowania.
Podobnie po odejściu Lecha Kaczyńskiego, nie ma wśród rządzących naszym krajem nikogo, kto byłby wstanie narzucić wizje rozwoju naszego kraju i kreować jego politykę zagraniczną.
Podczas gdy wspomniana „panna na wydaniu”, miała jednak jakiś cel, czyli członkowstwo w NATO i UE, teraz nasz kraj funkcjonuje bez większego celu.
Lech Kaczyński miał wizję Polski – rzecznika państw byłego bloku socjalistycznego. Lidera regionu, o silnej pozycji w Unii Europejskiej, poprzez wsparcie mniejszych państw z naszego regionu. Dla niektórych wizja ta była jedynie „pomachiwaniem szabelką”, oderwanego od rzeczywistości Prezydenta. Ale przez to dla mnie tym bardziej była to wizja realna. Wystarczy cofnąć się do początku lat 90 XX wieku i przypomnieć sobie jak komentowano podobno wówczas absurdalną wizję Polski w NATO podnoszoną, między innymi przez braci Kaczyńskich, by uświadomić sobie, że to „pomachiwanie szabelką” z idei może stać się rzeczywistością.
Nigdy nie słyszałem aby wprowadzający Polskę, do NATO i Unii Europejskiej Aleksander Kwaśniewski, czy inny polityk uznawany za ojca tych sukcesów, kiedykolwiek podziękował oszołomom, którzy podnosili hasła przynależności naszej ojczyzny do tych organizacji, w czasach kiedy on martwił się zapewne, jak nie utracić braterskiego uścisku braci z Moskwy.
Łatwo jest wypinać pierś do zdjęć, ale trudniej tworzyć idee nadające polityce  celowość. Prezydent Lech Kaczyński, nie chciał aby Polska spoczęła na laurach i płynęła jedynie z (jedynym słusznym) brukselskim nurtem. Popierał on naszą obecność w Unii, ale jak jeden z niewielu czołowych polityków, dostrzegał zagrożenia łączące się z ideą integracji europejskiej. Obecnie, nikt z klasy rządzącej nie podniósł sztandaru idei pozostawionych przez zmarłego tragicznie Prezydenta. Ani Premier, ani Szef MSZ, nawet w słowach kurtuazji ( do której podobno tak wiele przykładają uwagi członkowie rządu miłości), nie pokusili się o zapewnienie Michaiła Sakaszwilli, że Polska nadal będzie troszczyć się o niepodległość państw Kaukazu. Podobną pustkę polityczno – ideologiczną, po Lechu Kaczyńskim, dostrzegł Vacłav Klaus, mówiąc, że obecnie został w Europie osamotniony.
Rząd Tuska nie potrafi skutecznie domagać się wyjaśnienia wszystkich wątpliwości związanych ze smoleńską tragedią. Nie potrafił zdobyć się na inicjatywę przejęcia sterów w komisji badającej katastrofę, czy wnioskowania o stworzenia międzynarodowej komisji. Pomimo, że miałby za sobą tak zwaną opinię publiczną całego świata, z obywatelami Rosji włącznie. W dodatku Putin i Miedwiediew, nie mieliby prawa nawet pisnąć o niezadowoleniu, z uwagi na prestiż swojego kraju. Bo śmierć na ich terytorium Prezydenta i najważniejszych osób w państwie należącym do NATO i UE, to problem nieporównywalnie poważniejszy niż śmierć dziennikarki nieprzychylnej moskiewskiemu reżymowi. Niestety w tej sprawie Polski rząd nie potrafił reprezentować interesu narodowego. Nie umiał też, ani zabezpieczyć podróży Głowy Państwa, ani też zadbać o interes kraju w chwili katastrofy. Nikt z rządzących naszym krajem nie zatroszczył się w pierwszej chwili o czarne skrzynki, o telefony i informacje w nich zgromadzone.
Czy rząd zachowujący się tak nieporadnie będzie wstanie reprezentować interesy kraju? Czy zadba o bezpieczeństwo energetyczne, o pozycję w Unii Europejskiej, będzie myślał o długofalowym interesie kraju przy wspieraniu integracji byłych państw sowieckich z zachodem?
WĄTPIĘ!!! Nie widzę w szeregach ekipy rządzącej żadnej idei, stawiającej cele przed Polską, nie widzę idei spajającej naród i budującej społeczeństwo obywatelskie. Przeciwnie, wszystkie sprzyjające władzy media, starają się zburzyć mit wielkiego narodowego zrywu,  w dniach żałoby, bo stał się on po prostu niewygodny dla elyt. Śmierć prezydenta nikogo wśród naszych elyt niczego nie nauczyła. Znowu rozpoczyna się kampania oszczerstw pod adresem obozu zmarłego prezydenta. Politycznym sprzymierzeńcom Lecha Kaczyńskiego odmawia się nawet prawa do ogłoszenia, że chce kontynuować jego wizję. Znowu straszy się społeczeństwo nacjonalizmem, znowu z patriotyzmu tworzy się problem, a wszystko co zostanie wypowiedziane po prawej stronie, ma dzielić nasz naród.
Tyle media popierające ekipę Tuska. Sam rząd, wciąż karmi nas frazesami o świetnej współpracy z Rosją, o wielkim pojednaniu. Znamienne mogą się wydawać w tej sytuacji dwa wydarzenia w polityce międzynarodowej. Pierwsze to przedłużenie okresu stacjonowania armii rosyjskiej na Krymie określane otwarcie jako krok Ukrainy w kierunku umocnienie rosyjskich wpływów w tym kraju. Drugie to informacja o podpisaniu przez Polskę umowy na dostawy gazy z Rosji. Wobec pięknych słów o pojednaniu i zachwalaniu władz rosyjskich trudno nie doszukiwać się w tych dwóch wydarzeniach pewnych analogii. Lech Kaczyński w okresie wojny w Gruzji, ostrzegał, że najpierw Gruzja, później Ukraina, a następnie…
Gruzja straciła właśnie obrońcę, Ukraina sama pcha się w objęcia wschodniego sąsiada, a Polska podpisuje umowę na wieloletnie dostawy strategicznego surowca, w niemal tym samym czasie, kiedy pojawia się w mediach informacja, ze dzięki łupkom możemy stać się gazowym potentatem. Czy jeszcze potrzeba nazwać tą sytuację dosadniej?
Polski naród jednak może to zatrzymać. Co prawda nikt w ekipie rządzącej nie potrafił podnieść sztandaru, który przez lata niósł Lech Kaczyński, ani przedstawić konkurencyjnej idei nadającej Polskiej polityce sens. Ale zbliżają się wybory prezydenckie. I można przywrócić urząd prezydenta człowiekowi, który od urodzenia stał przy Lechu Kaczyńskim. Czy ktoś może lepiej kontynuować dzieło Prezydenta, który spoczął na Wawelu, niż jego rodzony brat?
 
 
 

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka