Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
313
BLOG

Witajcie w Nowym Wspaniałym Świecie

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Kultura Obserwuj notkę 5

 

Lektura książki „Nowy Wspaniały Świat” (NWŚ) Aldousa Huxleya, nie jest zapoznaniem się z kolejną antyutopią, jest to raczej bardzo krytyczne odkrywanie naszej rzeczywistości, na szczęście nadal jeszcze widzianej przez pryzmat krzywego zwierciadła.

Pierwsze kilkadziesiąt stron budziło we mnie mieszane uczucia. Miałem wrażenie, że trzymam w rękach romans, napisany jednak o tyle przebiegle, że jako przedstawiciel męskiego gatunku, nie zakończyłem czytania po przewróceniu pierwszej kartki. Gdzieś w okolicach pięćdziesiątej strony myślałem, że czytam o świecie przyszłości, w którym jedna pani postanawia wybrać się w podróż w pewnym panem do krainy dzikich w Nowym Meksyku. Ale później to co zapowiadało się na kolejną historię miłosną zamieniło się w krytyczne spojrzenie na nasze życie i całą współczesną cywilizację. Nowy Wspaniały Świat jest już bowiem dla nas na wyciągnięcie ręki.

Nowy Wspaniały Świat zamieszkują „bliźniaki” – ludzie bardzo do siebie podobni zunifikowani już nie ubiorem jak chciał np. Mao Zedong, ale cechami fizycznymi. Poważniejsze różnice w wyglądzie pojawiają się dopiero pomiędzy poszczególnymi kastami. Mamy zatem piękne alfy, ciut brzydsze bety, ale też brzydkie delty i gammy.

Czytając o pięknych alfach, przypominam sobie sceny z klubów w których bawią się młodzi ludzie. Owszem sporo tam ładnych dziewczyn, ale część z nich to lepsze lub gorsze kopie celebrytek, które na co dzień oglądamy  w telewizji czy na portalach internetowych. Ślepo podążając za trendami, społeczeństwo staje się coraz mniej różnorodne.

W NWŚ problemy nie istnieją.

Po co się zamartwiać, bawmy się- w naszym świecie zdarza się, że zamiast stawić czoła problemowi, ludzie sięgają po alkohol lub wpadają w ciąg imprez, który zaczyna dominować nad realnym życiem. Co w wymiarze krótkoterminowym przynosi ulgę. Podobnie jest w NWŚ. Coś nie tak – bierzemy some, jedna tabletka nie pomogła, można wziąć trzy, przestały działać? – przecież można sięgnąć po następne.

Ale nie tylko negatywne uczucia są marginalizowane. Technika pomaga osiągnąć przyjemność, bez potrzeby ryzykownego angażowania się w związki. Tylko, czy czasem to ryzyko, element niepewności, nie jest najprzyjemniejszy? Ludzie w NWŚ, niestety nie mogą tego sprawdzić, maja za to…Czuciofilm – a czegoś takiego to chyba jeszcze nasz świat nie zna. Ale kto wie, może już niedługo jednak będziemy odczuwać doznania jak bohaterowie NWŚ podczas seansu. Czy kilka lat temu zwykły Kowalski marzył o kinekcie, który przeniesie go do wirtualnego świata- chyba raczej nie- a tu proszę. Kinekt stał się główną zwierzyną łowną „wzorowych tatusiów” przed Świętami Bożego Narodzenia. Na razie więc technologią czuciofilmów jednak nie dysponujemy, ale od czego jest internet, w którym człowiek może szukać uczuć i wrażeń, których nie potrafi odnaleźć w realnym świecie. Ma to oczywiście swoje dobre strony, szczególnie dla ludzi nieśmiałych, ale we wszystkim jest granica. Podczas gdy nic złego nie ma w odnalezieniu drugiej połowy na facebooku czy w serwisie randkowym, to z chwilą, kiedy strony xxx stają się dla człowieka, protezą tego czego nie potrafi zrealizować w realnym świecie, pojawia się problem, niebezpieczny nie tylko dla samego zainteresowanego ale i dla jego otoczenia.

 

Miłość i cierpienie są tematami zakazanymi w NWŚ. Nie warto się angażować, bo to prowadzi do cierpienia, a człowiek w NWŚ ma być szczęśliwy. Można, powiedzieć, że szczęście jest brakiem cierpienia, tylko czy człowiek w NWŚ może docenić szczęście nie znając cierpienia. Zamiast stawiać czoła sytuacjom stresowym, czy poddawać się miłosnym uniesieniom, dla zachowania równowagi hormonalnej raz w miesiącu bohaterowie NWŚ aplikują sobie adrenalinę. Tylko, czy to jest to samo, co możemy odczuwać po wejściu na stromy szczyt, nie wspominając o uczuciu, które przeszywa nas od stóp po głowę i czubki palców dłoni, kiedy się zakochamy. Dreszcze emocji, motyle w brzuchu jak określają to niektórzy, wiara, że oto w całym wszechświecie trafiły na siebie dwa małe pyłki, które teoretycznie nie powinny się spotkać, a jednak to przeznaczenie….

W NWŚ są to odczucia nie tylko obce co stanowiące element zakazany. Tabu.

Podobnie jest ze śmiercią, która przedstawia się w wersji light, tak aby nikt się nią nie przejmował. I to chyba najbardziej bliski nam element NWŚ. Żyjemy jakby śmierci nie było, zawsze jest następny dzień. Czasem tylko umiera Papież, tragicznie ginie Prezydent, wtedy na chwilę się zatrzymujemy, przypominamy sobie o czekającej nieodwołalnie na nas wieczności, ale już za chwilę idziemy dalej krokiem coraz szybszym.

Ludzie w NWŚ, są przesiąknięci szczęściem, wszyscy mają idealne życie, jak już się pojawi problem istnieje na niego lekarstwo, które łyka się tak jak rutinoscorbin gdy męczy nas przeziębienie, tylko że otoczeni szczęściem ludzie są tak naprawdę do szpiku kości smutni. Bo tak jak ze śmiercią stykają się w formie light, tak jak problemy ulatują na lighcie po somie, tak tez ich szczęście jest light. Miłość jest light, bo ogranicza się tylko do kopulacji, w której wyzwaniem jest nie odkrywanie swojego partnera, a fizyczna degustacja jak największej ilości partnerów. Wszystko więc w NWŚ jest light- letnie, a trzeba być zimnym lub gorącym jak mówi Pismo Święte. Kiedy kochamy to róbmy to całym sercem, całym sobą a nie tylko przyrodzeniem.

 

 

W NWŚ nie ma miejsca nawet dla Boga, który za bardzo kojarzy się z przeszłością i tym co dobre i szlachetne, a tym nowoczesny człowiek nie powinien sobie głowy zaprzątać, liczy się szczęście.

 

W imię szczęścia funduje się nam już teraz kalki jakby żywcem wzięte z powieści Huxleya.

W NWŚ nie ma czegoś takiego jak ojciec czy matka, a w Hiszpanii Zapatero, już nie ma miejsca na ojca i matki, mamy rodzica A i B ( czy określenie rodzic B nie jest dyskryminujące?). Naukowcy we Francji  „stworzyli” dziecko – lek. „Narodzone” – dzięki in vitro, kosztem innych dzieci, dziecko, które aby się narodzić, musiało spełnić wszelkie oczekiwania naukowców – narodzone zostało po to aby być lekarstwem dla starszego rodzeństwa. Poprzez taki „rozwój” nauki jesteśmy już blisko tworzenia delt i gamm, przeznaczonych do ciężkiej fizycznej pracy, oraz idealnych alf, a może nawet alf plus – kasty dominującej..

Patrząc na przemiany cywilizacyjno-obyczajowe, oraz „postęp” nauki można odnieść wrażenie, że na drodze do Nowego Wspaniałego Świata, widzimy już pierwsze drogowskazy sygnalizujące że jesteśmy blisko, czy dostrzeżemy jednak znaki ostrzegawcze? A może ktoś będzie miał odwagę postawić na tej drodze znak zakazu?

 

Dziękuję Agacie za zachęcenie mnie do podzielenia się uwagami o książce Huxleya „Nowy Wspaniały Świat”.

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura