Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
122
BLOG

Chiński językiem obowiązkowym w polskiej podstawówce?

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Kultura Obserwuj notkę 4
 Szef chińskiej dyplomacji Yang Jiechi na konferencji prasowej stwierdził, że język chiński to jeden z najłatwiejszych języków świata, oraz zachęcił obcokrajowców do nauki języka, którym on się posługuje. Argumentem za tym, że jest to łatwy język, ma być liczba ludzi, która posługuje się językiem chińskim jako językiem ojczystym. Dlaczego wspominam o wydarzeniu, które co najwyżej powinno znaleźć się wśród dyplomatycznych anegdot? Otóż, wspomniana konferencja prasowa moim zdaniem powinna, mimo żartobliwej formy, trafić ku przestrodze na czołówki światowych gazet. W wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Chin znamienny bowiem był zarówno sposób argumentacji, jak i zachęta do nauki tego języka. Ale po kolei. Jak wiadomo, wybór języka rodzinnego, jest tak zależny od nas samych niemalże jak to czy będziemy chłopcem czy dziewczynką. Owszem przeprowadza się operacja zmiany płci i można się nauczyć obcego języka i zamieszkać w obcym kraju, a nawet przyjąć obce obywatelstwo. Ale zwyczajowo jest tak, że posługujemy się na co dzień tym językiem jaki przekazali nam rodzice. A, że Chiny to państwo najludniejsze na świecie, to też mogą się poszczycić sporą liczbą ludności mówiącej po chińsku i w zasadzie nic w tym dziwnego. A mówienie przez szefa chińskiej dyplomacji o wyborze języka ojczystego, wydaje mi się o tyle istotne, że jest to moim zdaniem taki sam wybór, jaki ma na co dzień ponad miliard chińczyków, pomijając może wierchuszkę partyjną. Bo czy zwykły chińczyk, może wybrać niezależne media, wolność podróżowania itp.? Wolność w Chinach daje tyle możliwości ile ma przeciętny człowiek możliwości wyboru języka ojczystego. W przybliżeniu oczywiście. A kwestia nauki języka chińskiego i zachęcanie do tego obcokrajowców przez szefa chińskiej dyplomacji? Powinniśmy to potraktować jako cenną radę. Bowiem prawdopodobnie już nie długo to nie angielski a chiński stanie się językiem międzynarodowego biznesu. A kryzys finansowy USA może tylko ten fakt przyspieszyć. Chińska gospodarka od lat pręży muskuły, nie od dziś też się mówi, o tym, że Chiny w przyszłości, mogą nie tylko zagrozić, ale także przejąć światową hegemonię od USA. Z jednej strony bowiem chińczycy wciąż szukają nowych potrzebnych ich gospodarce surowców energetycznych. I maja na tym polu coraz więcej sukcesów, zwiększając swoje wpływy na kontynencie afrykańskim. A dla afrykańskich często nie rządów, a władców (patrząc na sytuacje wielu państw afrykańskich, trudno określić z jaka formą rządów mamy do czynienia), rząd chiński jest wymarzonym partnerem. Nie dość, że nie jest obarczony grzechami kolonizacji Afryki, to co chyba ważniejsze, nikt nie pyta ze strony chińskiej o kwestie praw człowieka. Zresztą pod względem przestrzegania praw człowieka, władze Chin znajdują się w podobnej sytuacji, co afrykańscy władcy. Chińczycy maja pieniądze, rządy afrykańskie mają surowce, nikt o nic więcej nie pyta, tylko czysty biznes. Chiny mają też ten atut, że w zasadzie gospodarka USA należy do Chin. Powszechnie azjatyckie mocarstwo wykupuje z USA obligacje, a także inwestuje w rynek światowego żandarma. Tak więc, już nie długo role mogą się odwrócić i to Chiny będą kreowały ład światowy. A co zostaje nam mieszkającym w Polsce? Może już teraz pora zapisać się na kurs języka chińskiego? Albo przynajmniej zakupić w supermarkecie „zupkę chińską” dla zgłębienia kulinarnej tradycji przyszłego hegemona? Może, jeszcze nie czas, ale pora najwyższa przyglądać się relacją przywódców państw europejskich i USA z władzami Chin. Czy warto długofalowe interesy, poświęcać na rzecz doraźnych korzyści i czy nie warto pomyśleć o tym co będzie za 50 lat? To podstawowe pytanie na jakie powinni sobie odpowiedzieć przywódcy państw zachodnich. Miejmy nadzieję, że udzielą odpowiedzi na to pytanie jak najszybciej i że będzie to rozsądna odpowiedź. W przeciwnym razie możni tego świata i politycy już powinni myśleć nad tym ile lat zajmie im nauka tak łatwego języka jak chiński.

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura