Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
214
BLOG

Piękna historia z lamusa (Cristeros- Miłość i Krzyż "Guadelupe")

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Kultura Obserwuj notkę 0

 Dziś już się takich historii nie tworzy, a przynajmniej autorowi tego tekstu, nie udało się przeczytać współczesnej historii opisującej miłość, tak jak ujął to Stefan Incze w „Cristeros, Miłość i Krzyż (Tytuł oryginału „Guadelupe”). Węgierski Jezuita przeciwstawia sobie miłość namiętną, czysto fizyczną i uczucie romantyczne, delikatne, wręcz eteryczne. Na kartach książki pokazuje, nam dziewczynę – anioła, która jednak w chwili próby okazuje się nie tylko delikatną, ale również heroiczną osobą. W recenzji, na ostatniej stornie, można przeczytać, że powieść ta to Quo Vadis czasów Cristiady. Historia, choć podobna, to (ciężko mi to przyznać) jest bardziej porywająca niż dzieło Henryka Sienkiewicza. Fabuła, jest bardziej zaskakująca, a jeden z głównych bohaterów, jeżeli miałby być przyrównany do sienkiewiczowskich bohaterów, to byłby to Kmicic z Potopu. Człowiek, który na kolejnych stronach przezywa przemianę z rządowego kata w gorliwego obrońcę wiary. Natomiast tytułowa Guadelupe, w niczym nie przypomina sienkiewiczowskich kobiet, poza zewnętrzną zwiewnością. Nie jest to kobieta, która czeka tylko na swojego rycerza, pomimo, swojej niewinności, jest niezwykle twardą i wiedzącą czego chce postacią.

Książka, choć opiewająca wydarzenia sprzed blisko wieku, pozostaje jednak wciąż aktualna, z racji na powtarzające się na całym świecie prześladowania chrześcijan, ale i ze względu na ukazanie, jak zakłamane potrafią być media w służbie władzy. Książka, której najnowsze wydanie otrzymaliśmy na fali popularności filmu Cristiada, w oryginale nosiła tytuł Guadelupe, czyli imię ukochanej głównego bohatera Torresa. Historia miłości tych dwojga, może wydawać się banalną opowiastką ściągniętą z tanich romansideł, oto dziewczyna zakochuje się w człowieku, którego znalazła rannego i opiekuje się nim. Żeby romantyzmowi stało się zadość, jest on po przeciwnej stronie sporu cywilizacyjnego, który toczy się w tle tej historii. Tym razem, jednak miłość nie pokona wszystkich przeciwności, aby młodzi i piękni bohaterowie mogli żyć razem długo i szczęśliwie. Dokona jednak się coś równie wspaniałego, bo na oczach czytelnika, ze strony na stronę dokona się przemiana Torresa, dojrzeje on zmieniając się z co prawda odważnego, ale potrafiącego usprawiedliwić każdy swój błąd żołnierza, w odpowiedzialnego, oddanego sprawie Cristeros. Miłość zaprowadzi, go na drogę, która zrzuci z jego oczu zasłonę rządowej propagandy, zacznie on rozumieć sprawę Cristeros bo ją zrozumie, ale nie tylko dlatego, że jest to sprawa jego ukochanej.

Powieść Stefana Incze niesie ze sobą również inne, niezwykle ważne przesłanie, pomimo, że autor powieści zgotował w kartach książki tragedię, która wzruszyła nawet autora tej recenzji, który nie zwykł ronić łzy na melodramatach, to pokazuje, że Bóg również z największej okropności w swoim planie potrafi wyciągnąć dobro. Uczy nas, że jak ciężki niebyły Krzyż, który przyjdzie dźwigać człowiekowi, to ostatecznie, jeżeli doniesiemy go do końca drogi, czeka go niesamowite szczęście i radość.

 

Stefan Incze, to pseudonim Jezuity, który będąc świadkiem tragedii meksykańskich chrześcijan, przybliżył ich los w swojej powieści, ale również ukazał nam w niezwykle wymowny sposób istotę Chrześcijaństwa.

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura