Wielka gra Putina.
Po dzisiejszej konferencji prezydenta Rosji, nie ma wątpliwości, że w jego grze nie chodzi o Krym, ani Ukrainę. Nasz wschodni sąsiad to tylko jeden z pionków na wielkiej geopolitycznej szachownicy. Tutaj chodzi o Polskę i kraje nadbałtyckie. Stawka jest większa niż w wypadku Ukrainy, bo chodzi o członków NATO i Unii Europejskiej.
Mając w pamięci słowa Lecha Kaczyńskiego o Gruzji, Ukrainie, Państwach nadbałtyckich i Polsce, można było przypuszczać, że sprawa Ukraińska to kolejny etap rozłożonej w czasie operacji, a na naszą Ojczyznę przyjdzie pora za jakiś czas. Takie myślenie okazuje się błędne. Podczas gdy Wojna w Gruzji była pojedynczym ciosem jaki zadała Rosja w geopolitycznym pojedynku (obserwując politykę Rosji coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Smoleńsk 2010 był drugim ciosem), tym razem jednak ma miejsce cała kombinacja ciosów, która być może ma zakończyć pojedynek nokautem. Pozornie mamy rozgrywkę o Ukrainę, jednak niespodziewanie w sprawę została wplątana Polska i Litwa, bo oto według Putina, szkoliliśmy powstańców z Majdanu. Nie należy tych słów lekceważyć. Za chwilę okaże się, że wyszkoliliśmy terrorystów, którzy atakują niewinnych Rosjan. Kto wie, czy wkrótce nie zostaną spreparowane poszlaki lub dowody na to wskazujące.
Polskie władze w chwili kiedy piszę te słowa nie zareagowały na oskarżenie prezydenta Rosji, a sprawy bagatelizować nie należy. Pytaniem bez odpowiedzi jest czy Polski wywiad i kontrwywiad prowadzi związane z tym działania. Za chwilę w kremlowskiej propagandzie będziemy wylęgarnią terrorystów, czy takie Państwo może reprezentować NATO i Eurokołchoz? Oczywiście, że nie, takie siedlisko warcholstwa i zbrodniarzy należy izolować (od Cywilizowanych Europaństw), czytaj oddać w strefę wpływów Kremla, a już Putin nauczy nas jak być cywilizowanym narodem, wedle wytycznych wschodnich.


Komentarze
Pokaż komentarze