Nie jestem ortodoksyjnym zwolennikiem Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, jednakże zagrywka wyborcza jaka w ostatnich dniach miała miejsce w województwie Kujawsko –Pomorskim, doskonale obnaża wady obecnego systemu wyborczego.
Nikt tego nie powie głośno, szczególnie polityk, ale walka o mandat rozgrywa się bardziej pomiędzy kolegami z listy, niż poszczególnymi partiami. Cała „zabawa” polega na tym, żeby jak najmocniej zmobilizować swój elektorat i żeby ten elektorat wybrał akurat nas, a nie sąsiada z listy. Można jeszcze przyjąć, że gra idzie również o nie przekonanych, co nie zmienia faktu, że w sytuacji kiedy np. PiS czy PO mają raczej mandat w okręgu zapewniony, największym rywalem dla przykładu Pana Kosmy Złotowskiego – nr1. na liście PiSu jest prof. Andrzej Zybertowicz numer 2 na tej samej liście, a nie Jan Wincent Rostowski, znana pływaczka i inne persony reprezentujące PO.
Śmiem twierdzić, chociaż pewności oczywiście nie mam, że prawdopodobnie za „aferę” wokół prof. Zybertowicza odpowiada sztab rywala z tej samej listy. Stara Rzymska zasada- kto zyskał na „zbrodni”, wskazywałaby na środowisko Kosmy Złotowskiego. Bo to tego kandydata zaczął popierać Jarosław Kaczyński, delikatnie odcinając się od naukowca.
A co się takiego stało, że dr Jarosław Kaczyński poczuł się urażonym przez prof. Andrzeja Zybertowicza? Otóż „dwójka” z listy PiSu jako felietonista prawicowego, oskarżanego o propisowską linię tygodnika, popełnił felieton, w którym wyraził zdziwienie, że szef PiSu, zaszedł tak daleko mając jednocześnie tyle wad ile się jemu przypisuje.
Tygodnik ukazał się w poniedziałek, zapewne nie od razu sztab rywala zorientował się jaki to prezent inteligentny naukowiec sprawił „koledze” z listy wyborczej. Dlatego dopiero w środę zrobiło się o tekście Zybertowicza głośno. Nie chce mi się wierzyć, że znany z zamiłowania do czytania dr Jarosław Kaczyński wcześniej tekstu nie znał i jako osoba znana z dystansu do siebie, zapewne musiał dobrze się bawić czytając tekst profesora. A to dlatego, że każdy inteligentny człowiek, który zna przewrotność i wysoką formę intelektualną toruńskiego naukowca, zorientował się, że w swoim tekście komplementuje on Prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
Być może, dowcipny tekst nie został zrozumiany wśród partyjnej konkurencji, lub też nikt nie chciał go zrozumieć, tylko pospieszył do Prezesa z informacją, że oto kandydat z listy PiSu obraża szefa partii.
Oczami wyobraźni widzę taki oto dialog, przedstawiony w uproszczeniu:
X- Panie Prezesie, widział Pan co ten Zybertowicz wypisuje? On Pana obraża!
JK- oj, pierwszy raz czytasz profesora teksty, przecież to dobry dowcip jest, rozbawił mnie, jest świetny, zaczynam żałować, że tylko 2 pozycje dostał
X- ależ jak to Prezesie!
JK- a ktoś inny z listy kujawsko - pomorskiej ma równie inteligętny dowcip ma?
X- aaaaaa…Prezesie ja rozumiem, haha dobre, ale…
JK- ale…?
X -ludzie tego nie zrozumieją, przecież mamy naród, pół, a nawet ćwierć inteligentów, oni tego nie zrozumieją, dla nich Zybertowicz twierdzi, że ma Pan mnóstwo wad!
JK- hmmm… coś w tym jest…i co teraz, nie można tego tak zostawić, musimy zareagować, jakoś wyjaśnić…
X- właśnie, może nie wyjaśnić, to jeszcze bardziej skomplikuje sytuacje w umysłach wyborców, ale mam pewien pomysł, a najlepiej proszę pozwolić mi działać….tylko prezes też będzie musiał w tym pomóc, jeżeli mamy nie stracić na tej sytuacji, a nawet zyskać….
Cała sprawa skończyła się na tym, że Prezes Jarosław Kaczyński, poparł oficjalnie tylko jednego kandydata Kosmę Złotowskiego w całym okręgu, jednocześnie odcinając się, co prawda delikatnie, ale jednak od profesora Zybertowicza, mówiąc o casusie Migalskiego,
Oczywiście nie mam pewności, że sprawa mogła przebiegać tak jak sugeruje moja teoria spiskowa, to zapewne wie tylko Prezes PiSu i jego najbliższe otoczenie.
Jednak pewne rzeczy ustalić możemy:
-W swoim tekście Andrzej Zybertowicz posłużył się bardzo inteligentnym dowcipem, jak to zwykle robi i podejrzewam jako stały czytelnik jego tekstów, że chciał on Prezesa PiS komplementować.
-Faktem jest, że na sytuacji zyskał nr. 1 na liście Kosma Złotowski.
- Wielce prawdopodobne jest, że PiS w Kujawsko – Pomorskim może zdobyć jeden mandat.
- prof. Andrzej Zybertowicz to osoba znana mediów, bardzo ceniona w kręgach elektoratu PiSu.
- Kosma Złotowski, pomimo, że jest posłem, jest mniej popularny od profesora, jednak jego pozycja w Prawie i Sprawiedliwości jest o wiele silniejsza niż, sympatyzującego z PiS naukowca.
- “afera’ zostaje nagłośniona w dniu Konwencji Profesora Zybertowicza w Toruniu, na której według rozsyłanych zaproszeń miało się pojawić wiele znanych i cenionych w kręgach prawicowych nazwisk.
Na koniec proszę sobie przypomnieć co napisałem na początku o ordynacji i listach wyborczych. Ja przedstawiłem kilka faktów oraz moją teorię spiskową, ostateczne wnioski pozostawiam czytelnikom. Pozostaje mi tylko wyrazić żal, że spora część energii polityków i sztabów podczas kampanii wyborczej jest zużywana (niestety z czysto pragmatycznego punktu widzenia słusznie), na walkę z ludźmi którzy ideowo są nam najbliżsi, co gorsza nie świadomie w ten sposób można wzmocnić prawdziwych rywali, bo partia, która podczas kampanii prowadzi wewnętrzne spory nie zachęca wyborcy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)