To co robią obrońcy POkracji zwanej również Polską Demokracją, można porównać, do wyrzucenia piłki przez bramkarza wprost pod nogi napastnika przeciwnej drużyny i to nie jakiegoś kolegi Donalda z boiska, a gracza pokroju Roberta Lewandowskiego, który bezlitośnie wykorzysta okazję.Tym napastnikiem są Niemcy. Borykający się ze znacznie poważniejszymi problemami niż Trybunał Konstytucyjny. Problemy z mediami, służbami porządkowymi i stanem społeczeństwa jakie ujawniły się przy okazji sylwestrowego multikulti, jakie urządzili przybysze zaproszeni przez Panią Kanclerz, stawiają naszych zachodnich sąsiadów w poważnych tarapatach. Zdali sobie oni sprawę, że w ich interesie jest podzielenie się tym problemem z resztą Europy (nie pierwszy raz eksportują swoje problemy ku rozpaczy innych państw Europy). Polska wydaje się kandydatem do bycia liderem Państw przeciwnym przyjmowaniu imigrantów, przynajmniej w formule niemieckiej. Dlaczego więc Niemcy nie mieli by stosować bata, który nasi POstępowcy, nowocześni i KODowcy sami im dają do ręki i grozić nam palcem konsekwencjami za “psucie” demokracji. Logicznym się wydaje, że trudniej “postawić” się w kwestii imigrantów, kiedy grozi nam się sankcjami. Oczywiście, nie wszyscy niemieccy politycy są tak jednoznaczni, ale kto im zagrozi przyjąć strategię “dobrego i złego policjanta”, z jednej strony dobry, przyjazny rząd, z drugiej zatroskani o POkracje eurokraci i media.
Pomimo poważnych błędów w kwestiach polityki imigracyjnej Niemcy zachowują bardzo przemyślany, pragmatyczny kurs w relacjach z Polską. A obecna sytuacja to nie tylko rozgrywka o dochody niemieckich koncernów i ich wpływów w Polsce, to także bój o przyszłość Niemiec i dlatego ciężko będzie pogodzić interesy Polski i Niemiec. Nasza przewaga polega na tym, że jeszcze nie mamy wspólnego problemu z sąsiadem za Odry.


Komentarze
Pokaż komentarze