Przegląd komentarzy po starciu w Strasburgu, a w szczególności lektura tekstów redaktorówŁukasza Warzechy iStanisława Janeckiego, prowadzi do konkluzji, że Polska będzie Wielka, albo zniknie.
Można powiedzieć, że używam słów patetycznych, z dużą przesadą. Rozumiem, ten zarzut, ale taki też jest urok publicystyki, pozwolę sobie zatem w kolejnych zdaniach rozwinąć i uzasadnić stawianą tezę, która chociaż pobrzmiewająca górnolotnie moim zdaniem jest adekwatna do sytuacji.
Zacznijmy od końcowej części tezy, „Polska zniknie”- przez ponad wiek Polska była pod zaborami. Mówi się, że Polski nie było na mapie. Chociaż mieliśmy w geopolityce takie nazwy jak Królestwo Kongresowe, Królestwo Polskie czy Księstwo Warszawskie, nikt jednak nie twierdził, że jest to byt, w którym Polacy decydują sami o sobie. Tak jak u Shakespeare, sama nazwa „róża” nie decydowała o pięknie kolczatych kwiatów, tak nazwa „Królestwo Polskie”, nie czyniła z krainy nad Wisłą, Polski.
W tym sensie Polska jako nazwa krainy, w obecnych granicach może funkcjonować bardzo długo, w świetle faktów trudno będzie jednak mówić, o podmiocie polityki, w którym to Polacy decydują sami o sobie. Oczywiście trudno będzie sporej części obywateli, przyjąć do wiadomości, że Polska funkcjonuje tylko z nazwy, z uwagi na fakt, że utrata podmiotowości nastąpi, w rozłożonym w czasie i na wiele czynników procesie, a nie jak w przypadku zaborów, decyzją Sejmu czy Kongresu Państw. Jesteśmy jak żaba wrzucona do podgrzewanej wody, która nie zauważa, że za chwile zostanie ugotowana, tylko dlatego, że z minuty na minutę temperatura podnosi się niewiele, nie patrzy na sytuację z perspektywy dziesiątek minut, podczas gdy XIX wieczni Polacy byli jak żaba bezpośrednio do wrzątku wrzucona. Różnica w procesie jest znacząca, skutki bardzo podobne.
Biorąc pod uwagę, ataki jakie mogą nastąpić, na Polski rząd ze strony eurokratów, reprezentujących głownie interes Niemiec i wielkich korporacji, konsekwencją odsunięcia ekipy PiSu od władzy, będzie całkowita podległość kolejnej rządzącej ekipy względem dobrodziei z zachodu, którzy przy pomocy gospodarczych instrumentów i szerokiej propagandy pomogli jej zasiąść na „polskim tronie”.
Los jednak zdaje się Polakom sprzyjać, co wynika z tekstu Łukasza Warzechy. Przejmy więc, do pierwszej części tezy- “Polska będzie wielka”. Partia silnie nastawiona na podmiotowość Polski i Polaków w Europie i świecie, przejmuje władzę, w momencie, kiedy na zachód od Odry, zaczynają stają przed koniecznością wypicia piwa, które sobie nawarzyły przez ostatnie dziesięciolecia. To co od dekad wydawało nam się atrakcyjnym produktem belgijskich lub bawarskich piwowarów, okazje się tanim sikaczem, który w dodatku powoduje silną niestrawność, wręcz niebezpieczną dla zdrowia i życia. Sama zaś zachodnia Europa nie przypomina już silnego wikinga z kuflem piwa, a zdegenerowanego dekadenta, który po licznych eksperymentach z najróżniejszymi używkami, po przepiciu majątku czeka swych dni ostatnich gdzieś w zaułku ubogiej dzielnicy. Życie nie znosi pustki i świat, jak i regiony potrzebują liderów. Tutaj pojawia się Polska, kraj o dużo większym potencjalne niż „buntujące” się od kilku lat Węgry. Państwo na które mogą i jak widać z wypowiedzi polityków chcą się orientować Państwa Europy środkowo-Wschodniej, łącznie z Bałkanami (Chorwacja). Będąc przy analogiach historycznych, może to przypominać okres świetności Polski, kiedy to poszerzaliśmy nasze wpływy przyciągając ościenne narody cywilizacyjną atrakcyjnością. Nie sugeruję, tutaj powrotu do granic I Rzeczpospolitej, ale o strefie wpływów rozciągniętej na terytorium państwa Jagiellonów już tak. Nieśmiało, zaczyna nam się klarować wizja mocarstwowa Polski przedstawiona przez Georga Friedmana w książkach „następca dekada” i „Następne 100 lat”. Ta wizja może nas uchronić, przed marginalizacją, przedstawioną w pierwszej części tekstu. Zachodnia Europa ma poważne problemy i odważna polityka, skierowana przede wszystkim na gospodarcze wzmocnienie i ochronę kraju przez zalewem islamskich imigrantów, może nas wykreować na lokalnego lidera, a nawet obrońcę wartości Cywilizacji Zachodniej (wartości sprzed marca 1968, budowanych na fundamentach Chrześcijańskich i Cywilizacji Starożytnej Grecji i Rzymu, a nie lewackich mód intelektualnych).
Wiem, że część czytelników zarzuci mi „mrzonki” o Międzymorzu i naiwne, romantyczne podejście do tematu. Patrząc jednak z pozycji realistycznych, jeżeli nasi przywódcy nie odważą się marzyć o wielkości, to nigdy nie przekonamy się, czy Wielkość Polski ponownie jest możliwa. Co nam zaszkodzi spróbować, rząd PiS przekroczył już Rubikon, chociaż z perspektywy krótkoterminowej może nas to dużo kosztować, w dłuższej perspektywie czasu nie mamy za wiele do stracenia. Iść wspólnie pod rękę ze zachodnią Europą, bez własnej wizji, to samobójstwo. Kreowanie własnej wizji, to w tej chwili podejście zbawienne dla całej Europy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)