ŁukaszEm ŁukaszEm
82
BLOG

Uścisk żubra z łowczym

ŁukaszEm ŁukaszEm Polityka Obserwuj notkę 0

Tytułowy żubr, czyli znany z zamiłowania do życia w puszczy Włodzimierz Cimoszewicz, poparł dziś pierwszego łowczego RP, Bronisława Komorowskiego. Tą decyzją Cimoszewicz ostatecznie wykluczył swoje nazwisko z grona polityków lewicy w Polsce.

Jerzy Urban powiedział kiedyś, że SLD jest związkiem samopomocy psychicznej dla ex-działaczy PZPR i byłych członków aparatu władzy. Cimoszewicza do tego grona zaliczyć można bez wahania. Drogą naturalnej ewolucji po 1989 r. znalazł się w gronie SLD, tworząc partię lewicową tylko z nazwy.

Swoją dzisiejszą decyzją Włodzimierz Cimoszewicz z grona lewicy skutecznie się wypisał. Już wcześniej, choćby swoim słynnym “trzeba było sie ubezpieczyć”, skierowanym do ofiar powodzi z 1997 r. pokazał, że typowa dla ludzi lewicy empatia jest mu obca. Teraz zaś żadna kalkulacja polityczna czy drobne rachuby partyjne nie może posłużyć za uzasadnienie poparcia dla kandydata o solidnie prawicowym profilu i charakterze. Komorowski to typowy polski mieszczanin, podbudowany szlacheckimi korzeniami. Ma tyle wspólnego z lewicą, co bolid Roberta Kubicy z furmanką.

Być może Cimoszewicz wykalkulował sobie, że poparciem Komorowskiego wpisze się w modny schemat walki zdrowej ideowo grupy wyborców z kroczącym kaczyzmem. I w ten sposób przyczyni się do budowy mocnej centrolewicy. Kalkulować można na tysiące sposobów. Ex-premier nijak jednak nie przyswoił idei krążącej w środowisku lewicy, że IV RP była lustrzanym odbiciem swojej odpowiedniczki z numerem III, wyhodowanym na neoliberalnych, aspołecznych reformach wdrażanych po przełomie Okrągłego Stołu. To agresja słowna środowiska “Gazety Wyborczej” i grup z nim związanych, pieszczotliwie nazywająca swoich oponentów “ciemnogrodem” czy “faszystami”, była jedną z przyczyn rozkwitu prawicowego populizmu i rosnącej potęgi ojca Rydzyka. Teraz Cimoszewicz, przechodząc zupełnie obok dorobku intelektualnego lewicy z ostatnich lat, ruszył na wojnę z upiorem “kaczyzmu”, popierając Komorowskiego.

Oczywiście, ewentualne zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich nie będzie dobrą nowiną dla kraju i stabilności rodzimej demokracji. Próbkę umiejętności Kaczyńskiego i PiS mogliśmy już obserwować w latach 2005-2007. Powrót do tego stylu uprawiania polityki i sposobu mówienia o państwie, wręczenie Kaczyńskiemu narzędzi (fakt, że formalnie dość ubogich, ale symbolicznie bardzo znaczących) jest działaniem zupełnie nieracjonalnym. Cimoszewicz jednak poszedł na wojnę z prezesem PiS i jego środowiskiem, wpisując się w głupią obozową mentalność - albo wygra Komorowski, a wraz z nim oświecona część narodu, albo wygra Kaczyński i stojace u jego boku mohery i ciemniaki.

Dlatego nazwisko Włodzimierza Cimoszewicza można bez wahania wykreślić z grona polityków czy szerzej - ważnych postaci lewicy. Poparcie dla kandydata prawicy nie ma nic wspólnego z lewicowością. Jego decyzji nie można nawet lokować - co byłoby pewnym usprawiedliwieniem lub jakimkolwiek ideowym tropem - w kontekście giddensowskiej “Trzeciej Drogi”. Tym bardziej, że były premier i szef dyplomacji postawił w trudnej sytuacji Grzegorza Napieralskiego. W swojej kampanii wyborczej lider SLD pokazuje się z dobrej strony. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli w wyborach zaufa mu ponad 10% głosujących. Co ważne, umocnił też swoją pozycję lidera partii. Najwidoczniej jednak w środowisku SLD są działacze, którym rosnące wpływy Napieralskiego zagrażają. Dlatego wystarali się o to, by skłonić Cimoszewicza do poparcia Komorowskiego, co może przysporzyć kandydatowi PO część głosów lewicowego elektoratu - kosztem Napieralskiego.

SLD w ostatnich latach poważnie eksperymentowało z własną tożsamością. Nic w tym dziwnego, skoro Leszek Miller jako premier tak bardzo dał sie ponieść lewicowym wartościom, że zlikwidował dotacje do barów mlecznych, zabrał zasiłki samotnym matkom, a do dziś chwali podatek liniowy. Sojusz eksperymentował z LiD, próbując stać się modną centrolewicą. Próby te spaliły na panewce. Dziś w SLD jest sporo młodych, ideowych działaczy, co nie pozostaje bez wpływu na charakter partii. Wydaje się, że Sojusz coraz mocniej kieruje się lewicową busolą, choć oczywiście nadużyciem byłoby stwierdzenie, że duch lewicy przy ul. Rozbrat odradza się z pełną mocą. Do tego jeszcze daleka droga, co nie zmienia faktu, że w SLD raczkuje proces światopoglądowej ewolucji.

By się powiódł, potrzeba jednak wyznających lewicowy katalog wartości działaczy. Marsz ten nie powiedzie się z politykami kryptoprawicowymi pokroju Włodzimierza Cimoszewicza. Dlatego jego decyzja może wyjść Sojuszowi na korzyść. Ex-premier zaś niech zajmie się budową wymarzonej centrolewicy. Najlepiej z Komorowskim, Jarosławem Gowinem i może nawet Kazimierzem Marcinkiewiczem pod rękę. Wtedy dłuższy urlop od polityki w ulubionej Puszczy Kampinoskiej będzie miał gwarantowany.

ŁukaszEm
O mnie ŁukaszEm

Zaliczyłem kilkuletnią przygodę z dziennikarstwem. Wystarczająco długą, by zmądrzeć i poszukać innych zajęć, które pozwalają zmieniać rzeczywistość. Wierzę w rozum i racjonalne spojrzenie na fakty, choć do ich oceny częściej używam lewego oka.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka