W cieniu wojny na spoty, nominacji Nelly Rokity i głosowań Senatu - przemknął przez Warszawę gość. Premier Wietnamu. Państwa, które uznaje niemal cały świat. Polska udzieli Wietnamowi kredytu. Uśmiechy, flesze, Jarosław Kaczyński. Wizyta, jakich wiele? W mediach cicho, choc gdyby pogrzebały, znalazłyby w depeszy IARu passus:
Podczas wspólnej konferencji prasowej obu premierów Nguyen Tan Dung zapytany został (...) o powody wyproszenia z Belwederu, gdzie przebywał, wietnamskiej dziennikarki opozycyjnej wobec komunistycznych rządów swojego kraju. Dung powiedział, że nic nie wie o sprawie. Już wczoraj stowarzyszenie Wolnego Słowa, Komitet Obrony Robotników w Wietnamie i Stowarzyszenie na rzecz Demokracji w Wietnamie apelowały w liście otwartym do premiera i prezydenta Kaczyńskich o wywarcie presji na Wietnam w sprawie praw człowieka.
Wietnam ściga się z Kubą Fidela Castro. Tysiące więźniów politycznych, znikający nagle ludzie, komunistyczna monopartia. Ale to nie wszystko. Wg obrońców praw człowieka to Tan Dung w latach 80. kazał strzelać do łódek z uciekinierami (boat people). Nie jestem hiperidealistą: pewnie trudno go nie przyjąć w Polsce czy odmówić spotkania z premierem RP. Mogłoby być jednak krótsze, pozory zewnętrzne mniej serdeczne, bez tego kredytu (nie o kasę idzie, lecz o symbol). A na pewno nie były niezbędne wizyty Wietnamczyka u marszałków obu izb parlamentu RP. Każda trwała po 40 minut!
Planując krótki post ze zdjęciem czekałem pod gabinetem marszałka Senatu. Obok grupa dziennikarzy wietnamskich. Nagle zjawia się poseł PO Andrzej Smirnow, a z nim starzy znajomi z Solidarności, których od lat nie widziałem: Alojzy Pietrzyk (tak, tak, ten od obalenia rządu Hanny Suchockiej ;) i Tadeusz Jedynak. Oto Bogdan Borusewicz zaprosił posłów "Solidarności" Sejmu I kadencji na spotkanie tuż po Wietnamczyku, o którym oni z kolei nie wiedzieli. Alojz się zaperzył: - Ja działam w takiej partii w Ameryce na rzecz wyzwolenia Wietnamu!
Zamieniliśmy parę gorzkich uwag o tym, jak krótka jest ludzka pamięć. Gdy Tan Dung kazał zatapiać łódki, my w podziemiu radowaliśmy się, że gen. Jaruzelski - oficjalnie przyjęty w Paryżu przez prezydenta Francji - przynajmniej na Bateaux Mouches wpuszczony nie został. Dziś nie umiemy spłacić długu wobec wolnego świata.
Zdjęcie Tan Dunga mi nie wyszło. Na stronie rządu są lepsze. Andrzej, Alojz i Tadek za to wyszli świetnie, gdy wietnamski orszak mijał ich obojętnie.
PS. Jak widzę, zauważyła sprawę Gazeta, pamiętał Janusz Onyszkiewicz. Dobre i to.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)