Niezależnie od motywacji i intencji, w Luandzie pan premier popełnił faux-pas i niegrzeczność wobec swoich gospodarzy. Jaki nie byłby charakter wizyty, gościa obowiązuje podstawowa reguła dostosowania się do okoliczności i stylu, jaki przyjął kraj przyjmujący.
Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „buty Jarosława Kaczyńskiego” wyskakuje wiele ilustrowanych historii, które za bohatera mają właśnie obuwie byłego premiera, wicepremiera oraz zapewne dożywotniego prezesa PiS (w jednej osobie). W większości przypadków – choć bywają też wyjątki – chodzi o to, że obuwie pana Kaczyńskiego jest zniszczone, niewyczyszczone, niestosowne do okazji. Czy to czepialstwo? W niektórych przypadkach zapewne tak, ale w wielu – nie. O ile niedostatki w schludnym wyglądzie polityków można było jeszcze tolerować w latach 90., to na pewno nie dzisiaj. Przy czym wygląd schludny nie musi zawsze oznaczać oficjalnego stroju. Schludny może być również wygląd sportowy, swobodny, z angielska mówiąc – casualowy. Jeśli bardzo ważna w polskiej polityce osoba nie jest w stanie zadbać o swoje buty, to nie jest to przykład chwalebnej ascezy, jak można by uznać w przypadku duchownego (choć nawet wówczas buty znoszone nie powinny być zaniedbane i brudne), lecz braku szacunku dla obywateli. Dotyczy to nie tylko pana Kaczyńskiego, ale każdego polityka, zajmującego oficjalne stanowisko, w oficjalnej sytuacji.
Spójrzmy teraz na pana Donalda Tuska i scenę powitania na lotnisku w Luandzie, stolicy Angoli, z okazji odbywającego się w dniach 24-25 listopada szczytu przedstawicieli UE i Unii Afrykańskiej, zorganizowanego z okazji 25-lecia współpracy tych dwóch struktur.
UA, zrzeszająca 55 krajów Afryki – praktycznie cały kontynent – jest najważniejszą organizacją współpracy międzynarodowej na Czarnym Lądzie. Siedziba Komisji UA znajduje się w Addis Abebie, zgromadzenia parlamentarnego w Johannesburgu, zaś w Trybunału w Arushy, w Tanzanii. Spotkanie było multilateralne, w jakiejś mierze ceremonialne, więc nie należy do niego przywiązywać nadmiernej wagi. Z drugiej jednak strony nie można zapominać, że Afryka jest w grze mocarstw łakomym kąskiem głównie ze względu na swoje złoża, w tym metali ziem rzadkich. Stąd tocząca się na tym kontynencie rywalizacja pomiędzy Chinami, Rosją, dawnymi potęgami kolonialnymi z Francją na czele oraz w jakiejś mierze Stanami Zjednoczonymi. Polska nie jest w tej rozgrywce graczem z pierwszej ani nawet drugiej ligi, ale nie znaczy to, że nie powinniśmy w tym spotkaniu brać udziału czy w ogóle angażować się w Afryce. Wręcz przeciwnie. To zatem dobrze, że nasz kraj był na tym spotkaniu reprezentowany, choć w obecnej sytuacji nie było to dla nas spotkanie pierwszej wagi.
Do Luandy poleciał pan premier Tusk i wysiadł z samolotu w samych spodniach i koszuli (sprawiającej wrażenie nieco nieświeżej) oraz w butach traperkach. Witany był przez przedstawiciela angolańskiego rządu (nie wiemy, jakiej rangi), ubranego w garnitur z krawatem, a dodatkowo w powitaniu uczestniczył pododdział reprezentacyjny angolańskiego wojska. Zestawienie elegancji strony przyjmującej z niedbałością strony goszczącej robiło absolutnie fatalne wrażenie, a co ciekawe – film, pokazujący powitanie, wrzuciła na X Kancelaria Premiera.
Etatowi obrońcy pana premiera argumentowali, że nie była to wizyta państwowa, podczas której obowiązuje najsztywniejszy protokół, a wizyta robocza, w czasie której reguły są luźniejsze. (Pojawiało się również sformułowanie „wizyta techniczna”. Otóż coś takiego jak „wizyta techniczna” w dyplomacji nie istnieje. Są cztery kategorie wizyt: państwowa, oficjalna, robocza i prywatna. Ta należała do kategorii wizyt roboczych, względnie oficjalnych wizyt roboczych.)
To jednak bardzo słabe wytłumaczenie. Podstawową zasadą nie tylko protokołu dyplomatycznego, ale w ogóle szeroko pojętego savoir-vivre’u jest, że strój powinien być dopasowany do okazji i gospodarza. Jeśli premiera Rzeczypospolitej witają żołnierze państwa przyjmującego oraz jego przedstawiciel w stroju oficjalnym, to wyłażenie z samolotu w, za przeproszeniem, gaciach, wymiętej koszuli i rozciapcianych butach jest zwykłym chamstwem i przejawem lekceważenia dla gospodarzy. Niestety, jest również przejawem lekceważenia dla obywateli, których się reprezentuje. Próby usprawiedliwiania tego zachowania pana Tuska w jakikolwiek sposób są bardzo karkołomne.
Zastanawiające jest jednak, że film ukazał się na oficjalnym koncie KPRM. Czy publikujący go mogli nie przewidzieć, jaki wywoła skutek – a wiemy na podstawie analiz zespołu Emocje w Sieci, że są to emocje w 86 proc. negatywne? Nie wykluczałbym i tego. Piarowcy i pana Donalda Tuska, i pana Mateusza Morawieckiego wielokrotnie pokazywali, że nie w pełni kontrolują to, co publikują i często faktycznie nie rozumieją, jaką reakcję i dlaczego mogą wywołać ich wpisy, pokazywane zdjęcia czy filmy. Celem mogło zatem być jedynie pokazanie, że pan premier nie leni się, ale pracowicie obraduje z Afrykanami w czasie, kiedy decydują się losy wojny na Ukrainie. A wyszło, jak wyszło.
Nie można jednak wykluczyć bardziej spiskowej teorii: że akcja była zaplanowana właśnie po to, aby skoncentrować emocje publiczności na tej wtopie, by nie skupiały się na nieobecności Polski w grupie europejskich krajów, próbujących naciskać na przebieg negocjacji amerykańsko-ukraińsko-rosyjskich. Wydaje się, że to mało prawdopodobne. Wymagałoby od otoczenia premiera zaplanowania sprawy od dość wczesnego etapu; mało tego, trzeba by przyjąć założenie co do tego, jaki będzie sposób przywitania delegacji w Luandzie, bo przecież istotą wzbudzonych emocji jest kontrast szefa polskiego rządu z witającym go Murzynem. Być może jednak taką informację polska delegacja wcześniej miała. Jeśli tak, to zaplanowanie sposobu, w jaki ubierze się pan premier, nagranie tego, a potem wrzucenie do sieci nie powinno być już trudne. O ile było to działanie celowe, trzeba powiedzieć, że się powiodło: miast o unijnych rozmowach, duża część polskich komentarzy została poświęcona właśnie niestosownemu strojowi pana Tuska. Kolejny raz przemysł przykrywkowy zadziałał, przynajmniej przez kilkanaście godzin.
Oto naści twoje wiosło:
błądzący w odmętów powodzi,
masz tu kaduceus polski,
mąć nim wodę, mąć.
Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka