456 obserwujących
693 notki
3925k odsłon
3998 odsłon

Nowa "Fronda", czyli Matyszkowicz jak Daniel Craig

Wykop Skomentuj29

„F”, jako się rzekło, ewoluowała. Można powiedzieć – dojrzewała razem ze swoimi redaktorami. Zmieniała się, bo zmieniali się oni. Rosły ich dzieci, zwiększało się doświadczenie. Nowy zespół to ludzie w większości w okolicach trzydziestki lub w niektórych wypadkach młodsi. I to czuć. Od „F” z ostatnich lat mogłem oczekiwać nie tylko solidnej pracy redakcyjnej i jakości. Oczekiwałem także – i dostawałem – pewną dojrzałość, wynikającą z życiowej sytuacji redagujących ją ludzi. Inaczej patrzy na rzeczywistość ktoś, kto posłał dzieci do szkoły, zbudował dom, kupił mieszkanie, ubezpieczał samochód, pracował w kilku miejscach, prowadził firmę, ma na koncie kilka telewizyjnych programów i kilka książek – a inaczej bywalec tak zwanego Placyq, który, pozbawiony zobowiązań, może spędzać pół życia w kawiarnianym dymie. Brakuje nowej „F” tej życiowej dojrzałości, może nawet życiowej mądrości, wyczuwalnej poprzez dobór tekstów i ich kształt. Biorąc do ręki dawną „F” miałem uczucie, że posługuję się tym samym kodem co jej autorzy. Że łączy nas nie tylko wspólnota poglądów, ale też życiowego doświadczenia. Teraz już tego poczucia nie mam. Wręcz przeciwnie – towarzyszy mi odczucie, że nowy zespół całkiem otwarcie mówi do mnie: „Nie interesują nas czytelnicy starej »F«, spadaj na bambus”.

Na początku stwierdziłem, że nie chcę oceniać nowej „F” źle. Wiem, że za wszystkimi zmianami stoi strategiczny zamysł. Matyszkowicz chce zwabić i wychować ludzi młodszych ode mnie o 10-15 lat. Byłoby świetnie, gdyby mu się udało. Mam jednak poważne wątpliwości, czy idzie dobrą drogą i czy nie lepszą byłoby – co sugeruje w swoim tekście Memches – założenie nowego pisma, bez próby kiepskiego naśladownictwa dawnych wzorów, niemożliwych dziś do powtórzenia.

Kiedy obejrzałem „Casino Royal” (był to jedyny Bond z nowej serii, którego widziałem), uznałem, że dla mnie bondowska seria skończyła się na „Śmierć nadejdzie jutro”. Producenci mieli oczywiście prawo zrobić z Bondem, co chcieli, ale jako wielbiciel serii czułem się jednak trochę oszukany. Podobnie czuję się teraz, mając przed sobą nową „F”. Życzę powodzenia, ale bez emocji i bez specjalnego zaangażowania. I zachęcam Mateusza Matyszkowicza do zastanowienia się, czy opłaca się tak radykalnie gubić fanów poprzedniej serii na rzecz nowych widzów. 

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale