Roman Honet mówi o przemijaniu. O tym co nietrwałe, odchodzące w przeszłość; o tym, co nosi w sobie aspekt witalny, ale nieuchronnie skazane jest na śmierć. Ale jest to również dzieło o inicjacji, o wychodzeniu z dziecięctwa. Tytuł tomiku – notabene ujęty w podwójny cudzysłów – nawiązuje do powieści Edmunda de Amicisa, Serce, podtytuł brzmi: „wiersze pewnego lata”, natomiast za motto poeta uznał słowa neopogańskiego pisarza niemieckiego, Ernsta Wiecherta: „Kto czeka na zmarłych, musi mieć czas, ponieważ dla zmarłych czas nie istnieje”. Otóż jesteśmy w przestrzeni z jednej strony ulotnej, rozchwianej, wykruszającej się na naszych oczach, z drugiej – wydobyte z kufra stare fotografie i listy pokazują rzeczywistość uchwyconą w danym momencie, utrwaloną, zastygłą. Coś, co filozofowie XX wieku nazwali „fenomenem fotografii” chyba najlepiej oddaje treść „serca” Romana Honeta, zbiorku spójnego literacko, nadto prezentującego wyklarowany światopogląd.
„...aż papier wyblakł”
Kategorią najczęściej pojawiającą się na kartach „serca” jest kategoria czasu: na ogół przeszłości, a jeżeli już mowa o teraźniejszości, to w takim aspekcie, jak gdyby odchodziła już do sfery (nie)pamięci. Jasno pokazuje to pierwszy utwór tomu, przed każdą nocą:
kobiety znosiły do piwnic obcięte włosy,
ukąszenia owadów jak dowód na istnienie świata. z pewnością
było lato, pochwała brzemiennego ciała i melancholii,
pochwała nieba – nie wątpię,
noszą tam piękne surduty. w zaroślach
zaczynała się szkoła – ojdola, córka trudgóra
i morskiej fali, kiedy przepienia się w sól,
atanazy pernat poparzony fiołkowym ługiem – to pismo
zbyt natrętne, aż papier wyblakł
i oto rozsypuje się w palcach jak pożółkły łopian,
bo nad imperium nie zachodziło słońce
Honet bardzo umiejętnie balansuje pomiędzy dwoma skrajnościami. Lato stanowiące bez wątpienia metafizyczną przestrzeń wiersza zapisało się w pamięci persony lirycznej jako z jednej strony „pochwała brzemiennego ciała”, z drugiej natomiast – „papier”, który „wyblakł”. Pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami istnieje wszakże pewna polaryzacja, choć nie kontrast ani ostrość. Poeta przekracza granicę bytu i niebytu bardzo subtelnie.
Racja, jest to przy okazji twórczość bardzo hermetyczna. Kluczem do niej jest uświadomienie sobie „niejasności” niektórych wątków. Nie można bowiem zapominać, że świat Honeta to wciąż pewna projekcja, simulacrum, czyli obraz, który raz stanowi czystą symulację, pozorującą rzeczywistość, innym zaś – tworzący odrębną rzeczywistość, rozwidloną, pełną błędnych ścieżek. Autor powołuje do życia byty imitujące istoty żywe, zakorzenione w przyrodzie, fantastyczne, jak w wierszu chłopiec z czerwonym językiem:
potrafiłby zbudować watrę, wybielić dom,
stworzyć konstrukcje zegarów i bębna. gdzieś,
nie tu, zatrzymałby się w twoich źrenicach – chudy
i obojętny jak nieznana tężnia,
kiedy wyrzuca z jeziora spierzchnięte dni,
a w nocy czesze ryby czerwonym językiem
Poetycki kreacjonizm Honeta sprawił, że – za sprawą Karola Maliszewskiego – przypięta mu została etykieta twórcy „wyzwolonej wyobraźni”. Jest w tym ziarno prawdy, jednak „serce” pokazuje, że zamknięcie poety w tym zgrzebnym terminie świadczyłoby o sporym niedoczytaniu. Honet to przede wszystkim autor metafizyczny. Jeżeli można tu mówić o jakiejś „wyobraźni” to w sensie Rimbaudowskim, a więc – „wyobraźnia” jako odkrycie złożoności świata, umiejętność jego opisu poprzez projekcję „świata przedstawionego”, dotarcie do głębi dzięki stworzeniu jego magicznego odwzorowania. Wiersz piórko brzmi:
piórko znalazła po tobie
najmłodsza siostra. było jak wypalony dom,
jak brudna woda. a ja
zobaczyłem w tej wodzie twoje odbicie,
i wetknąłem weń patyk,
bo pomyślałem o tobie nie jako o zmarłej,
a rozmnożonej cudownie jak życie w grze
Fantazja Honeta wspiera się na następującej idei: ukazać kruchość świata poprzez tak mały, nieznaczący, ulotny przedmiot jak piórko. Jednocześnie można się domyślić, że pada on na taflę wody, które nieoczekiwanie zmienia się w zwierciadło. Wiele innych utworów „serca” ukazuje świat w wielkiej, kosmicznej wręcz ambiwalencji. Odchodzenie w niebyt, ale zarazem rozproszenie w świecie.
Świat utrwalony
„Serce” nie mówi tylko o przemijaniu. Innym jego kluczowym tematem jest coś wprost przeciwnego – wieczne trwanie. Dykcja Honeta płynnie porusza się między skrajnościami: płodność i dojrzewanie „pewnego lata” żyje z piętnem śmierci, małe „piórko” objawia wielkie przestrzenie, a fotografia rejestruje coś, co odeszło w cień, choć zostało na długo zatrzymane. Stare zdjęcie jest jednak tylko obrazem tego, co poeta pragnie powiedzieć o ludzkiej egzystencji. Siłą, która potrafi utrwalić ulotne chwile jest bowiem ludzka tęsknota, paradoksalnie – owoc cierpienia spowodowanego biegiem czasu. Wiersz czas fotografii mówi tu o ponownym „wypełnianiu przeszłych tygodni”:
Chłopcy, którzy oślepiają naręcza traszek,
patyk na rzece. jest rewolucja,
fernao de magalhaes przy pulsujących
zegarach jak gdyby utrwaliły go
wyblakłe klisze ówczesnych kamer. kobiety
przepadające na zawsze w spienionych
odmętach dat, zielone tarcze
radiowych stacji. wiedzie nas
ciepło uśpionych monitorów,
skrzydlata architektura kruchej
pamięci. raz jeszcze wypełniamy
przeszłe tygodnie
Trudno sprecyzować, kim jest bohater liryczny wierszy z omawianego tu zbiorku. Najprawdopodobniej dziecko, „ja” liryczne kreujące własne zamierzchłe rozpoznawanie świata, zwłaszcza tego, który objawił mu się „pewnego lata”. Niemniej najmocniejszą stroną „serca” jest właśnie wrażliwość autora na względność pulsującej rzeczywistości: jej kruchości, ale i trwania, ruchu i stałości.



Komentarze
Pokaż komentarze