15 obserwujących
100 notek
133k odsłony
1088 odsłon

Apel w obronie języka serbołużyckiego!

Wykop Skomentuj23


       W tym roku obchodzę skromny jubileusz, własnie mija 10 lat jak zacząłem pisac o problemach mniejszości łuzyckiej zyjacej w Niemczech. Po raz pierwszy zainteresowałem się naszymi zachodnimi bracmi, którzy tak jak my należą do Zach. Słowian, bedąc w 1984 r w NRD. Pociąg którym jechałem z Wrocławia do Lipska przejeżdżał prze Górlitz, a dalej Lobau i Bautzen, to na tych stacjach zwróciłem uwagę na napisy dwujezyczne, Lobau- Lubij i Bautzen- Budyśyn. Wtedy postanowiłem bardziej poznac historię, kulturę, obyczaje i aktualną sytuację społeczno-polityczną Serbołużyczan.
      Nie Budziszyn a Chróśćicy jest najbardziej serbołuzycka miejscowoscia na Łuzycach. Napis na urzędzie gminy w Chróśćicy (gmejnski zarjad) wraz z herbem Łużyc wygląda bardzo dumnie. Na szkolnym boisku słychac gwar dzieci i młodziezy rozmawiającej po łuzycku, szkoła, Yuri Chěžka Serbska Sula, jest symbolem walki narodu serbołuzyckiego o prawo do nauki w swoim ojczystym języku. Na szkole znajduja się banery które nie trzeba tłumaczyć: "Chrósćicy bjez Sule njejsu Chrósćicy", "Sebi Njedamy Nasza serbsku zdźeržeć Sulu!". Pančic-Kukowa to mijscowość położona niespełna godzine jazdy samochodem od Chrósćic, tam tez większość mieszkańców stanowią Łuzyczanie, dalej krętą drogą wiodącą przez piekną okolicę, mijając miejscowy klasztor Cystersów wraz z kościolem pod wezwaniem Najświetszej Marii Panny, będący pieknym zabytkiem gotyckiej architektury docieramy do Kamenca, największego miasta Zach. Łuzyc , pieknie i malowniczo położonego, które wraz ze swoim zabytkami kusi turystów. Bo tradycje są tu tak stare, jak tylko ludzie mogą spamiętać. Podobnie jak łużyckie potrawy, które bardziej przypominają kuchnię polską i czeską niż niemiecką (ah, ta łużycka kaszanka, z niemiecka zwana Grützwurst!).
      Łużyczanie: niemiecka idylla. Rzeczywistość wygląda inaczej. – Z Łużyczanami źle się dzieje, przede wszystkim z tymi z Dolnych Łużyc – twierdzi Gregor Wieczorek, ­redaktor naczelny tygodnika „Nowy Casnik".Pytanie brzmi brutalnie: czy pewnego dnia język łużycki – a właściwie dwa języki: dolnołużycki (zbliżony do polskiego) i górnołużycki (bliższy czeskiemu) – stanie się martwy? 20 tys. Dolnołużyczan, mieszkających w okolicy Chociebuża, jedynie garstka, i to tych najstarszych, mówi jeszcze po łużycku. – Ostatni, dla których jest to jeszcze pierwszy język, rodzinny, żyją praktycznie tylko na wsi – mówi Wieczorek. Dla pozostałych, zwłaszcza tych wykształconych, łużycki jest językiem drugim, niemal już obcym: nauczyli się go w gimnazjum łużyckim w Chociebużu. Nieco lepiej wygląda to na Górnych Łużycach, w okolicy Budziszyna: tam język (górnołużycki) jest silniej zakorzeniony. Ale to nie znaczy, że jest dobrze. Gregor Wieczorek, ten polsko-niemiecki Łużyczanin z wyboru, woli patrzeć w przyszłość. Opowiada o nowym, dwujęzycznym programie nauki języka „Vitaj", który ma ożywić łużycki wśród dzieci. – Program cieszy się dużą popularnością – zaznacza. – Być może uda się w ten sposób uniknąć sytuacji, że łużycki przekształci się w język martwy...W jaki sposób będzie zorganizowane łużyckie szkolnictwo, taki wpływ będzie miało ono na stan świadomości narodowej oraz na liczbę Serbołuzyczan znających swój ojczysty język.
     Zamykanie szkół z wykładowym językiem łuzyckim, bądź przekształcanie je w szkoły dwujezyczne gdzie język niemiecki jest dominujacy w niedalekiej przyszłości może dramatycznie odcisnąć sie na połozeniu społecznym Łużyczan. Problemy, które dotykają łużycką tożsamość narodową, mają taki sam wpływ na łużycki język, kulturę i szkolnictwo, przy czym o ile świadomość narodowa, język i kultura leżą w sferach psychicznych człowieka, do których dostęp jest jedynie pośredni, o tyle stan szkolnictwa zależy w dużej mierze od przesłanek społecznych i aktywności samych zainteresowanych. Życie i procedury społeczne natomiast są ogólnie dostępne i stają się przez to najważniejszym polem starań Serbów łużyckich o utrzymanie swojej narodowości. Kluczowym, jak się wydaje zadaniem łużyckich szkół jest rzetelności i i skuteczność w nauczaniu języka łużyckiego. Odmienna od otoczenia mowa jest najważniejszym warunkiem istnienia odrębności narodowej, co dotyczy nie tylko mniejszości łużyckiej, ale jeszcze około dwóch dziesiątek innych mniejszości narodowych w Europie min. Bretończyków we Francji, Walijczyków w Wielkiej Brytanii, Basków i Katalończyków w Hiszpanii w Hiszpani a także Polaków na Litwie, Węgrów na Słowacji, z taką różnicą, że ci ostatni mają swoje państwa narodowe i otrzymuja od macierzy pomoc. Na taka pomoc nie moga liczyc Łuzyczanie, największe wsparcie w zachowaniu jezyka narodowego udzielaja im Czesi oraz Polacy, przy czym pomoc Polski ograniczona jest do instytucji przede wszystki prywatnych, jak Stowarzyszenie polsko-serbołuzyckie Prolusatia z siedzibą w Opolu. Silne przekonanie o potrzebie zachowania własnego języka mogłoby stać się gwarancją przetrwania. Niski prestiż łużycczyzny w świadomości narodu jest zatem najtrudniejszym przeciwnikiem dla szkolnictwa. Opanowanie języka łużyckiego jeszcze nie prowadzi do szerokiego jego zastosowania. Do tego potrzebne jest uświadomienie narodowe. Uświadomieni, patriotycznie nastawieni Łużyczanie powinni odkrywać nowe sfery komunikacji w języku ojczystym, powinniaktywizować procesy wewnątrzjęzykowe. Środowiska łużyckojęzyczne powinny nie tylko utrzymywać stan swego języka na dotychczasowym poziomie, ale pełnić role normotwórcze, dawać przykład wprowadzania łużycczyzny do życia gospodarczego, politycznego, zawodowego i umożliwiać językowi łużyckiemu twórczy rozwój.
     Dlatego tez postuluje wprowadzenie nauki języka dolnołuzyckiego w gminach łuzyckich województwa lubuskiego oraz jezyka górnołuzyckiego w gminach łuzyckich w woj. dolnośląskim. Zwracam sie równiez z apelem do Serbołuzyczan o przyłaczenie sie do tej ideii i razem wystosowanie prośby do Praezydenta Rzeczpospolitej Polski Pana Andrzeja Dudy. My Polacy mamy wobec Serbołużyczan ogromne zobowiazania, po II Wojnie Światowej wschodnia część Łużyc znalazła się w granicach Polski. To nie my decydowaliśmy jakie będa te granice, nikt nie uwzględnił apeli tego narodu o utworzeniu niepodległego państwa łuzyckiego, nie było nawet zgody na utworzenia jakiejkolwiek konfederacji z Czechami czy z Polską, czyli z narodami bardzo sobie bliskimi. Jesteśmy sąsiadami, nasze domy leżą od siebie o rzut kamieniem, ale dla wielu Polaków są jeszcze zagadką, egzotyczną tajemnicą. Bo gdyby kogoś spytać, kim są Serbowie Łużyccy, tylko nieliczni odpowiedzieliby, że to najmniejszy narodód słowiańskim, mieszkającym od wieków we wschodnich Niemczech, za Nysą Łuzycką, na dodatek, od tysiąca lat bez własnego państwa. Trudno być Słowianinem w Niemczech o tyle, o ile trudno jest zachować język serbołużycki. I nie to, że ktoś go ruguje z głów, chodzi o to, że niemiecki jest - co zrozumiałe - wszechobecny w radiu, telewizji, w napisach na ulicach, w gazetach, w rozmowach i ten język staje się podstawowym językiem używanym przez serbołuzyckie dzieci. Trzeba dużo samozaparcia, trzeba wiele uwagi poświęcić pielęgnowaniu tradycji, trzeba mieć stałą narodową czujność, żeby nie rozpłynąć się w niemieckim morzu. nie maja własnego państwa, więc język jest dla nich skarbem. Jest instytucją, która pozwala im trwać. Gdyby jakiś językoznawca porównał łuzyckie śpiewniki religijne ze śpiewnikami niemieckimi , doszedłby do wniosku, że język ten tworzył się w pokorze ludzi nie mających swojego państwa. Ale za to więcej w tym języku jest duszy. Łuzyckie śpiewniki pisane są uczuciami, a niemieckie rozumem. Ilu ich jest Dolno i Górno Łuzyczan, rózne dane pokazują, ze jeszcze około 60 tysięcy, są podzieleni pomiędzy dwa kraje związkowe: Saksonię i Brandenburgię. Nigdy nie udało się im połączyć w jeden organizm, nie było takiej woli władz niemieckich. Mówia sobie: "Ja sym Syrb", natomiast Niemcy określają ich Wenden, wg ostatnich badan genetycznych i archeologicznych trwają na tej ziemi od tysięcy lat, sa najbardziej spokrewnieni z naszym narodem.
       Po zakonczeniu II Wojny Światowej Serbołużyczanin Georg Rensch podjął się niebywałego zadania upodmiotowienia sprawy łuzyckiej na arenie międzynarodowej. Rozpoczął walkę o utworzenie państwa łuzyckiego.Po zajęciu wschodnich terenów Rzeszy Niemieckiej przez Zwiazek Sowiecki Georg Rensch prawnik z Crostwitz widział szansę na porozumienie ze Stalinem przy wsparciu przywódcy jugosłowiańskiego Josipa Broz-Tity, tak przynajmniej podejrzewają jego dwie córki Hanza i Ludmiła Biesold, na podstawie znalezionych dokumentów w domu rodzinnym. Celem jego było utworzenie niepodległego państwa łużyckiego które graniczyłoby, ze wschodu z Polską a z południa z Czechosłowacją, czyli z dwoma słowianskimi państwami, przyjaźnie nastawionymi do Serbołuzyczan. W tym historycznym momencie Georg Rensch widział wielką szanse dla swojego narodu, nowy podział polityczno-administracyjny Europy dawał taką nadzieję, Łuzyce już nie jako enklawa w środku Niemiec, jak mialo to miejsce po zakonczenie I Wojny Światowej, tylko państwo graniczące z dwoma panstwami słowianskim. Na konferencji w Wersalu Serbski Komitet Narodowy starał sie umiędzynarodowić sprawę łużycką, powoływał się na deklaracje Wilsona mówiącą o samostanowieniu narodów. Niestety nie znalazło to akceptacji u państw sprzymierzonych. Francja w ogóle nie widziała problemu łużyckiego, Brytyjczycy nie chcieli zbytnio osłabiać pokonanych Niemiec. Polska odzyskiwała niepodległość, Czesi widzieli Łuzyce w ramach Czechosłowacji obiecując szeroką autonomię. Inaczej sprawa wg Renscha przedtawiala się po II WŚ, mając przychylnośc przywódcy Jugosławii, podjął się próby przekonania do tego projektu przywódcy sowieckiego Józefa Stalina. Niestety nic z jego planów nie wyszło, Stalin zaraz po zakonczeniu działań wojennych rozpoczął wspólprace z nazistami, których w szeregach powstającej komunistycznej partii SED nie brakowało, a w słuzbie bezpiczeństwa Stasi stanowili zdecydowaną większość. Następstwem tego było aresztowanie Georga Renscha prze tajna policje wschodniniemiecką i skazanie go na 25 lat więzienia, tyle zapłacił za walke o niepodległośc Łuzyc. Ten wielki człowiek, patriota, zapłacił wysoka karę w walce o prawo do własnego państwa, swojej upragnionej ojczyzny. Chwała i cześć jego pamieci! Opracowanie na podstawie artykułu Henryka Matuśa: Stalin, Tito und mein Vater. MDR.DE.
      W dobie silnej industrializacji NRD dokonano zniszczenia w całości około osiemdziesięciu wiosek, zamieszkałych głównie przez Serbołużyczan. Za dziesięć lat może zniknąć kilka następnych w okolicach Slepo. Za szereg koncesji, w tym dotyczących używalności języka, czy własnego szkolnictwa, Serbołużyczanom przyszło zapłacić wysoką cenę w byłej NRD. To, czego nie udało się zrealizować nazistom, buńczucznie zapowiadającym ostateczne rozwiązanie kwestii słowiańskich autochtonów z okolic saskiego Budziszyna i brandenburskiego Chociebuża, zrobili wschodnioniemieccy komuniści. Do znacznego uszczuplenia przestrzeni etnicznej Serbołużyczan, szczególnie w pasie między historycznymi Górnymi i Dolnymi Łużycami, doszło od początku lat 50. ubiegłego wieku. Stało się to głównie za sprawą budowy wielkiej elektrowni „Schwarze Pumpe” (łużyckie „Corna Pompa”) w okolicach Wojerecy. Zapotrzebowanie na siłę roboczą doprowadziło do sytuacji, w której słowiańscy autochtoni w tym regionie stali się mniejszością. A sama industrializacja doprowadziła w środkowo-wschodniej dawnej NRD, za sprawą nieliczącej się z niczym, ani nikim eksploatacji pokładów węgla brunatnego, do zniszczenia w całości około osiemdziesięciu wiosek, zamieszkałych głównie przez Serbołużyczan. Nadzieja najmniejszego narodu słowiańskiego, że po zjednoczeniu Niemiec, wyczulona na problematykę ekologiczną RFN, ograniczy industrialną germanizację, prysła dosyć szybko. W buty Schwarze Pompe wszedł Vattenfall, którego plany – jak donoszą budziszyńskie „Serbske Nowiny” przewidują dalszą „ekspansję.
Co trzeba uczynić aby zmienic ich los, jak im pomóc. W każdym kraju funkcjonuje elita, na ogół nieformalna z czasem formalizuje swoją władzę stając się nieomylna wyrocznią. Tak jest na Łużycach, w związku z fuzją gmin Chrósćicy i Pančicy – Kukow powstał pomysł, aby tak powstała jednostka administracyjna nosiła nazwę Serbski kraj. Wzbudziło to ze strony tamtejszych Niemców i części Serbołużyczan protesty, oskarżenia o nacjonalizm, Serbołużyczanie ślą dramatyczne apele: „Pomóżcie. Zróbcie coś dla nas. Nasza kultura ginie. Wymieramy. Słowianie powinni sobie pomagać”. Prośbę o moralne wsparcie skierowali do ambasady polskiej w Berlinie równo 10 lat temu.A co na to polski rząd, ano nic, zypełnie nic, temat przemilaczny, co najwyżej traktowany w kat. folkloru. Serbołużycznie są bliscy naszym sercom, ponieważ czujemy, że mamy ogromny dług wdzięczności wobec nich, wiemy też, że bez naszej pomocy naród ten nie uzyska odpowiedniego wsparcia. Prawa tej mniejszości zagwarantowane w krajowych konstytucjach Saksonii i Brandenburgii nie są na tyle wystarczające ażeby naród ten mógł odpowiednio rozwijać się i kultywować swój jezyk ojczysty.
        Poniżej zamieszczam memorandum wystosowane przez Domowinę, Związek Serbołużyczan w Niemczech.
MEMORANDUM w sprawie dalszej egzystencji narodu serbołużyckiego w Republice Federalnej Niemiec
     Serbowie Łużyccy w swojej 1400-letniej historii , często mieli doczynienia z narodowo-szowinistycznymi ograniczeniami i zakazami jak również musieli cierpieć w wyniku następstw ekstensywnej polityki gospodarczej przemysłu węglowego, w wyniku której od początku 1924 r. padło ofiarą ponad sto łużyckich wiosek. Serbołużyczanie przetrwali również „realsocialistyczny” system NRD, lawirując pomiędzy przystosowaniem a sprzeciwem. W procesie postępującej asymilacji i germanizacji liczba ich ulegała stałej redukcji.
      Z chwilą zjednoczenia Niemiec oraz poszerzeniem Europejskiej Unii pojawiła się nowa szansa. Serbołużyczanie zostali uznani przez Republikę Federalną Niemiec za autochtoniczny naród z prawem do ochrony i rozwijania swojej tożsamości.
Jednak egzystencja Sebołużyczan, wraz z ich dwoma samodzielnymi zachodniosłowiańskimi językami literackimi, została zagrożona; serbska kultura, która o czasów Reformacji zdołała wznieść się na poziom kultury wysokiej, znalazła się w liberalno-demokratycznych Niemczech w niebezpieczeństwie. Przyczyną zaistniałej sytuacji jest przybierające niedofinansowanie Fundacji na rzecz Narodu Serbołużyckiego i spadające poparcie niemieckiego rządu. Ciągnący się od roku spór między rządem federalnym a landem Saksonii i Brandenburgii w kwestii finansowych kompetencji, zaciążył znacząco na niemieckiej polityce wobec mniejszości narodowych. Z tego powodu, porozumienie w sprawie nowch zasad finansowania na rok 2008, do dzisiaj nie doszło do skutku.
Fundacja na rzecz Narodu Serbołużyckiego została założona przez Rząd Federalny Niemiec oraz Saksonię i Brandenburgię w celu zachowania jedynych w swoim rodzaju serbołużyckich instytucji - kulturalnych, szkolnych i naukowych oraz umożliwienia realizacji prac projektowych.
     Serbołużycka kultura i tradycje miały być promowane i rozwijane aby skutecznie zacieśnić tolerancyjne więzy między Serbołużyczanami i Niemcami. Trzy zawierające umowę strony, były zobowiązanie publicznie ogłaszać swoją wolę w kwestii zapewnienia finansowego wsparcia dla zachowania serbołużyckiego języka i kultury. Miało to miejsce, po raz ostatni, z okazji 15-lecia założenia Fundacji, w listopadzie 2006 r. Pomimo zapewnień o sympatii, profesjonalne instytucje i zarejestrowane łużyckie stowarzyszenia stają na początku 2008 r. przed dylematem – zaniżone finansowanie uniemożliwia wykonywanie najkonieczniejszych językowych, kulturalnych i naukowych zadań, i tym samym stanowi zagrożenie dla przyszłości serbołużyckiego narodu. Fundacja na rzecz Narodu Serbołużyckiego nie dysponuje w roku 2008 dostatecznymi środkami aby móc sprostać założonym celom (wymagania sięgają sumy przynajmniej 16,4 milionów euro z corocznym uwzględnieniem wzrostu kosztów).
Niezrozumiałą rzeczą jest, że otwarty na świat kraj - Republika Federalna Niemiec, która wszystkie europejskie standardy praw mniejszości narodowych akceptuje i się pod nimi podpisuje, w sprawie serbołużyckiego narodu wykazuje pewnego rodzaju niedowład.
       W wielkiej trosce o zachowanie serbołużyckiej narodowej substancji, wszelkie ośrodki tożsamości Serbów Łużyckich, ich kulturalno-naukowe instytucje, ich stowarzyszenia i ich sympatycy, wychodzą niniejszym z apelem, do odpowiedzialnych organów Republiki Federalnej Niemiec jak i krajów związkowych Saksonii i Brandenburgii, o zagwarantowanie działalności Fundacji na rzecz Narodu Serbołużyckiego i zawarcie umowy o odpowiednim, długofalowym, finansowowym wsparciu, uwzględniającym przy tym coroczne wyrówywanie wzrostu cen.
    Apelujemy do niemieckiej, polskiej i międzynarodowej opinii publicznej, o wstawienie się do rządu federalnego o to, aby Fundacja także w przyszłości mogła prowadzić swoją działalność na rzecz autochtonicznej mniejszości narodowej na Łużycach.
Oczekujemy przy tym, że Rząd Federalny i Parlament Federalny Niemiec wraz z Rządami i Parlamentami Krajowymi w Dreźnie i Poczdamie , wyjaśnią niezwłocznie kwestię odpowiedzialności w sprawie ochrony i popierania Serbołużyczan w Niemczech. Żądamy od politycznych organów aby ostatecznie uznały, że popieranie autochtonicznych narodowych mniejszości, nie ogranicza się wyłącznie do regionalnego wspierania kultury. Staje się bardziej sprawą ogólnopaństwową, bowiem obejmuje wszystkie obszary życia społecznego. Zaś dalsze zamykanie serbołużyckich albo niemiecko-łużyckich ośrodków kształcenia, kultury i nauki byłoby skazaniem na stopniowy upadek serbołużyckiego społecznego życia, które w Niemczech, w przeszłości było prześladowane i uciskane, jako niewiele warte i pozbawione treści.
      Proces asymilacji biegnie szablonowo. Najpierw następuje zerwanie z literaturą i kulturą krajową i chłonięcie nowej, poczynając od „dobranocek” po film i teatr, potem zanik tożsamości narodowej, przyjęcie postawy „obywatela świata”, albo tylko - koniecznej zresztą - lojalnego obywatela nowej ojczyzny. Najdłużej trwają niektóre zwyczaje świąteczne i religijne, obrzędy, folklor, tańce, muzyka. Bywa, że w brazylijskim polonijnym „Juventusie” mówi się przeważnie po portugalsku, a krakowiaka tańczą Murzyni... Podobnie jest w polskich zespołach w Anglii, Stanach Zjednoczonych i gdzie indziej, nie mówiąc już o polskich skupiskach w byłym Związku Radzieckim, gdzie tępiono język polski urzędowo. tekt zamieszczono równiez na stronie mniejszości serbołuzyckiej w Niemczech: Łużica oraz na: www.facebook.com/republikaluzyc/

Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura