Podobnie brzmiace slowa moga oznaczac cos zgola roznego.
Najbardziej znany przyklad to prawdopodobnie para greckich przymiotnikow “homoousios” i “homoiousios” rozniace sie doslownie o iote.
A przeciez spor o owa iote byl jednym z najistotniejszych sporow teologicznych wczesnego chrzescijanstwa bo dotyczyl relacji Syna Bozego do Boga Ojca.
Tylko dyletanci-ignoranci potrafia nasmiewac sie z faktu, iz powyzsze zagadnienie zajmowalo umysly natezszych glow owczesnego chrzescijanstwa.
Modne ostatnio slowo “wyksztalciuch” brzmi podobnie jak czlowiek “wyksztalcony”, ale oznacza wedlug mojej oceny zupelnie inna jakosc.
Czlowiek wysztalcony oznacza czlowieka dojrzalego, uksztaltowanego, o spojnym swiatopogladzie i umiejetnosci samodzielnej refleksji.
Wyksztalciuch natomiast to czesto ktos, kto ma wprawdzie uczelniany kwit, np. dyplom Wszechnicy Humanistycznej w Zielonych Gaskach, ale jego glowa przypomina smietnik zapelniony niespojnymi informacjami.
Wyksztalciuch w odroznieniu od swojego wyksztalconego kolegi jest ciagle spiety, ciagle zestresowany, musi bowiem stale udowadniac wszem i wobec swoja przynaleznosc do elity intelektualnej.
O ile czlowiek bez takiego brzemienia moze pozyczyc w wiejskiej bibliotece chocby prosty kryminalek dla odprezenia, albo Sienkiewicza dla pokrzepienia serca, wyksztalciuch musi sledzic to, co czytaja obecnie ludzie rozumni z Salonu, i chocby sie mial porzygac przy lekturze, to jednak ustawia na polce Kafke, Gombrowicza, samotna czarna matke z Lesoto ktora akurat w ramach “pozytywnej dyskryminacji i wielokulturowosci” otrzymala dajmy na to literacka nagrode Nobla.
Wyksztalciuch musi sledzic, kogo akurat popieraja i holubia salonowi mentorzy, zeby czasem nie okazalo sie, ze nie jest juz en vogue czy trendy.
Musi sledzic na biezaco, do jakich pogladow politycznych nalezy sie w danej chwili przyznawac, aby nie narazic sie – uchowaj Boze – na ostracyzm moralnych autorytetow.
A ile przy tym niebezpieczenstw na kazdym kroku!
Wyobrazmy sobie, ze taki wyksztalciuch zostalby przylapany na goracym uczynku na procesji w Boze Cialo, albo jak idzie z dzieckiem poswiecic jedzenie w Wielka Sobote, albo co gorsza zapomniawszy sie nieco przy wodeczce i zakasce wypaplalby, ze slyszal dzis w Radiu Maryja ciekawy felieton – no to przeciez zostalby nieodwolanie zdegradowany do poziomu ciemnego, fanatycznego, kato-prawicowego, faszyzujaco-antysemickiego, parafialnego i zasciankowego nieuka.
A zabezpieczyc sie przed takim nieszszesciem to jeszcze trudniej jak przed niechciana ciaza.
Odpowiednikiem intelektualnej prezerwatywy jest oczywiscie “Gazeta Wyborcza”, albo “Polityka” – nawet jak nie czytam, dobrze jest miec polozone w widocznym miejscu, zeby wszyscy widzieli, ze maja do czynienia z inteligentem.
Uzupelnienie powyzszej prasy o “Tygodnik Powszechny” albo “Nie” Urbana nie narusza juz statusu inteligenta, a jedynie wpisuje mnie w kategorie postepowego intelektualisty chrzescijanskiego badz antychrzescijanskiego.
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
My tu sobie parle, parle,
az nam zaschlo w garle
A wybory za pasem.
Dlatego tez warto przypomniec:
Plakat wyjatkowo trafnie ujmuje wiernopoddanczy stosunek Platformy, a szczegolnie pupilka Angeli Merkel, Don Tuska, wobec Niemiec, wskazujac jednoczesnie na kryjace sie za tym niebezpieczenstwo dla Polski.XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX


Komentarze
Pokaż komentarze (3)