Za wczesnej komuny, tej czystej i nieskalanej zadnym odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym, a za ktora do dzis skrycie wylewaja lzy dzieci paryskiej rewolucji 1968 roku ( Daniel Cohn-Bendit, Adam Michnik ), wszystko mialo byc wspolne, lacznie z zonami, a obowiazujaca metoda zawolanie Wlodzimierza Eljaszewicza ( Iljicza ) Uljanowa ps. Lenin, “Grabi zagrabliennoje”.
Z biegiem czasu komuna porzuca swietlane idealy, poczyna obrastac tluszczem, ulubionym napojem klasy robotniczej staje sie szampan pity ustami jej przedstawicieli.
Po pieriestrojce wszystko staje na glowie. Jeszcze dla niepoznaki s.p. pan Jacek Kuron pokazuje sie codzien w telewizji w dzinsowych portkach, po robociarsku i miast ze zlotej piersioweczki popija z robociarskiego termosu, ale dzieci juz studiuja na elitarnych szkolach w USA. Pan Pasent wciaz jeszcze pisuje pryncypialne felietony w “Polityce”, ale polityka juz nie idzie a biegnie swoim torem.
Towarzysze zamiast zglebiac duchowe skarby marksizmu-leninizmu, uczeszczaja na poufne, partyjne kursy … prywatyzacji, zarzadzania spolkami skarbu panstwa, rad nadzorczych itp.
Po ubiciu interesu ze starannie wyselekcjonowana opozycja w Magdalence, “ogary poszly w las”.Kolejne 15 lat to budowa nowego panstwa stanowego, zwanego III RP.
Role chlopa panszczyznianego przypisano nadwislanskiemu tubylcowi. Stopniowo odbiera mu sie wszelka wlasnosc i dorobek pokolen, ktory przy pomocy tzw. przeksztalcen wlasnosciowych i prywatyzacji ( mowimy partia- myslimy Lenin, mowimy Kongres Liberalno-Denokratyczny – myslimy Tusk ) zostaje szybko transferowany do nowo powstajacej klasy “szlachty jerozolimskiej” i jej szabesgojow.
W miejsce leninowskiego “grabi zagrabliennoje” politycy UW, KL-D, PO twierdza, ze “pierwszy million nalezy ukrasc”, a gdzie latwiej ukrasc jak nie przy wladzy, podczas prywatyzacji.
Tusk poczyna sobie jak ksiaze Boguslaw Radziwill, kiedy tlumaczy Kmicicowi:
Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.
Ale czlowiek strzela, Pan Bog kule nosi, niespodziewanie wygrywa nie ten co trzeba, wygrywa PiS i ( uzywajac pysznego zwrotu Uczennic z blogu) zaczyna odspawywac polityczne bydlo od koryta.
Polityczne bydlo, odspawane od koryta miota sie jak we wsciekliznie, obiecuje wszystko kazdemu, swojemu i obcemu ( a zwlaszcza obcemu ), daje nie ze swojego ( vide umowa z PGNiG ) bo walczy o swoj byt polityczny, o mozliwosc dalszej grabiezy, wyzysku, bezkarnosci.
Dlatego tez RODACY, kto w Boga wierzy – i kto przyzwoity, choc w Boga nie wierzy – w niedziele po kosciele, ostanie ciecie – Final Cut !!!


Komentarze
Pokaż komentarze (17)