Obludnik Powszechny
Zawsze wolalem “Trybune” od udajacego katolicki “Tygodnika Powszechnego”, lepsze sa bowiem wilki w wilczych skorach od wilkow w owczych skorach.
Na lamach “Tygodnika” mozna spotkac ludzi nauki ( np. pani prof. Maria Szyszkowska, obecnie Alternatywna Lewatywa czy Lewicowa Alternatywa ), kultury ( noblistka Wislawa Szymborska ), sztuki ( Gombrowicz ) i Kosciola ( JE arcbp Zycinski, JE bp. Pieronek )Poznal sie na walorach tygodnika sam Andrzej Smolar, skoro postanowil dofinansowac pismo ze srodkow Fundacji Batorego. Jak wiemy, dla wolnych mularzy rozmiekczenie Kosciola jest warte kazdych pieniedzy.
Ostatnio uleglem pokusie i przeczytalem na onecie przedruk z Obludnika
pt. “Prosze ksiedza, chce odejsc”.
( http://wiadomosci.onet.pl/1445187,240,kioskart.html )
Episkopat stoi przed trudnym zadaniem. Powstaje instrukcja postępowania z ludźmi, którzy nie chcą figurować w spisach Kościoła katolickiego.Tylko we wrześniu ze strony internetowej Jarosława Milewczyka wzór aktu apostazji ściągnęło 1500 osób. (…)Jarosław Milewczyk kłopotów nie ma. Oprócz strony internetowej o apostazji prowadzi witrynę dyskusyjną. Najchętniej cytuje "Fakty i Mity", "Nie", "Trybunę".Chlopak “nie w ciemniaka bity”, skoro czyta az trzy tytuly prasowe i jeszcze jakie!!!
Az strach pytac, na jaka partie glosowal.
I jakze znakomicie uzupelnia sie z innymi goscmi Tygodnika.
Nie mialbym nic przeciwko temu, zeby wreszcie sami redaktorzy TP sciagneli ze strony Milewczyka po akcie apostazji i przestali zwodzic siebie samych i czytelnikow.
AUTORYTET
( w wiekszosci zrzynam z artykulu p.Mateusza Kaminskiego http://www.filozof.uni.lodz.pl/kolo_f/atenytext/a63.htm )
Wedlug “Słownika języka polskiego”:
- autorytet to “ogólnie uznana czyjaś powaga, wpływ, znaczenie” .
- autorytet to także “człowiek, instytucja, doktryna, pismo itp. cieszące się w jakiejś dziedzinie w opinii pewnych ludzi szczególnym uznaniem, poważaniem”.
Wedlug “GoWna”:
- autorytet to osoba wskazana przez Michnika, ktorej opinie musimy przyjmowac bez zastrzezen pod rygorem uznania nas za zasciankowych, sredniowiecznych nacjonalistow.
W przypadku autorytetu wg definicji trzeciej, mamy do czynienia z tzw. oddelegowaniem do gloszenia prawd niepodwazalnych.
Ma to wielkie znaczenie pedagogiczne, albowiem juz nie tylko naczelny GoWna glosi pewne tezy, ale i caly szereg osob przez niego oddelegowanych.
Stad typowy wyksztalciuch ma wrazenie, iz w tym, co przyjal do wierzenia musi cos byc, skoro tak samo sadza ludzie nauki, sztuki, kultury itp. Jako bowiem czlowiek niemyslacy samodzielnie, nie dostrzega, iz owi ludzie nauki, kultury i sztuki ograniczaja sie do osob uprzednio oddelegowanych.
A teraz zapraszam do bardzo ciekawej analizy autorstwa p. Mateusza Kaminskiego http://www.filozof.uni.lodz.pl/kolo_f/atenytext/a63.htm )
Analiza pojęcia autorytetu na podstawie książki: “Co to jest autorytet?” Józefa M. Bocheńskiego.
“Każdy autorytet jest albo autorytetem epistemicznym albo deontycznym”, czyli jak powiedzielibyśmy spolszczając albo “wiedzowym” albo “powinnościowym”. Aby to lepiej zobrazować posłużę się przykładami:
“Profesor X jest uznanym autorytetem w dziedzinie fizyki jądrowej i dlatego powołano go do rządowej komisji, która zadecyduje o dalszych losach budowy elektrowni”
i drugie zdanie :
“Kapitan cieszył się dużym autorytetem załogi, więc marynarze szybko i bez wahania wykonywali jego polecenia”.
W pierwszym przedstawionym przypadku mamy do czynienia z autorytetem profesora - znawcy jakiejś konkretnej dziedziny wiedzy. Fizyk jądrowy to osoba kompetentna, gdy idzie o zdania na temat elektrowni atomowej. To autorytet epistemiczny w swojej dziedzinie. Z kolei, wydający polecenia, czyli dyrektywy kapitan statku to autorytet deontyczny. (… )
Ojciec Bocheński zanalizował bardzo ciekawy z punktu widzenia nauki, ale i życia codziennego w ogóle, problem nadużycia autorytetu. Sformułował następujące twierdzenie: (3.9.) “Podmiot autorytetu nadużywa go, kiedy wykazuje go w stosunku do przedmiotu albo w dziedzinie, co do którego albo w której nie posiada autorytetu uzasadnionego.” Jako przykład ilustrujący nadużycie autorytetu ze względu na dziedzinę przedstawił sytuację w której profesor chemii poucza ucznia na temat wojny w Wietnamie. Sami na pewno zetknęliśmy się z podobnymi zdarzeniami w życiu codziennym. Co sprawiało, że mogło dojść do nadużycia autorytetu? Czym mógł kierować się profesor chemii w podanym przykładzie, wypowiadając się w sposób autorytatywny na temat wydarzeń historycznych? Być może odpowiedzi należy szukać w potocznym rozumieniu autorytetu. Jak już powiedzieliśmy, dla większości ludzi autorytet ma znaczenie pozytywne. Komuś, kto jest autorytetem, należy się szacunek, takiego kogoś powinniśmy traktować z poważaniem. Mówimy czasem: “Ten lekarz to mądry człowiek”. Kiedy indziej: “Za cara wiejski nauczyciel miał duży autorytet; ludzie przychodzili do niego prosić o radę w wielu sprawach życia codziennego”. W tych zdaniach kryje się być może odpowiedź na pytanie dlaczego dochodzi do nadużycia autorytetu. Jeśli profesora chemii wszyscy szanowali jako chemika, jako naukowca w ogóle, to mógł on poczuć się kompetentny nie tylko w sprawach chemii, ale i w innych dziedzinach, np. w historii. Ktoś mógłby zapytać po co analizować pobudki kierujące wymienionym chemikiem, skoro i tak nie zmieni to faktu, że wg. o. Bocheńskiego nastąpiło tu nadużycie autorytetu. Tym bardziej, że autor rozprawy wyraźnie napisał w twierdzeniu (6.4.): “Autorytet epistemiczny w jednej dziedzinie nie uzasadnia w żadnej mierze autorytetu w jakiejkolwiek innej dziedzinie.”
Warto przeczytac uwaznie powyzszy tekst i nastepnie rozejrzec sie dokola.Nie szukajac daleko spojrzmy na starszego wykladowce przy katedrze prof.Bendera, pana Wladyslawa Bartoszewskiego. Jego wspomnienia z czasu wojny i okupacji maja same w sobie wartosc materialu historycznego. Czy wszelako przenoszenie autorytetu epistemicznego ( wiedzowego ) z dziedziny wycinka historii na kierowanie MSZ-tem nie jest naduzywaniem autorytetu?Spojrzmy na p.Lecha Walese. Czy fakt, ze w uznaniu zaslug ruchu politycznego pod szyldem NSZZ “Solidarnosc” otrzymal pokojowa nagrode Nobla swiadczy w sposob koniecznosciowy o jego autorytecie w dziedzinie polityki czy nawet podstawowej logiki?I wreszcie ludzie “kultury, nauki, sztuki”. Czy jesli jakas panienka, ktora rozbierajac sie na scenie wywoluje entuzjazm i – za przeproszeniem – owacje na stojaco, jest automatycznie zrodlem madrosci na tematy nie zwiazane ze strip-teasem? Jan Chryzostom Pasek podaje w swoim pamietniku historie, jak to podpita szlachta szyla z lukow do francuskich aktorow na scenie. Czy aby ta postawa naszych sarmackich przodkow nie byla zdrowsza od obecnej atencji i nabozenstwa, jakim obdarza sie wspolczesnych idoli pop-kultury?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)