Mowi sie, ze poznanie obcego kraju i jego kultury prowadzi do jego polubienia, a poznawszy mieszkajacych tam ludzi nie mozna juz ich nienawidziec.
Dlatego tez wielki sens maja wymiany mlodziezy, dobrze zorganizowana praca wakacyjna czy obozy sportowe w sasiedzkich krajach.
Jednym z warunkow ale tez i sposobow na poznanie sasiada to nauka jego jezyka, ktora jednoczesnie otwiera wrota przed jego literatura, sposobem myslenia itp.
Pracujac dwa razy w wakacje w NRD w ramach wymiany studentow ( zalapalem sie, mimo iz nie bylem czlonkiem tzw. Zsypu czyli Soc-Zwiazku Studentow Polskich ) zdolalem polubic a nawet zaprzyjaznic sie z miejscowymi Kameraden, mimo iz szczerze mowiac rownie pojebanych na umysle ludzi nie widzialem ani przedtem, ani potem.
Najmilej wspominam prace fizyczna w lesie przy okorowywaniu powalonych w zimie drzew. Wiekszosc pracujacych z nami Niemcow okazala sie Serboluzyczanami, a kilku miejscowych chlopakow tak zapatrzylo sie na polskie studentki, ze az postanowili przylozyc sie do nauki jezyka luzyckiego ( jeszcze wtedy popieranego przez wladze NRD, a obecnie po chamsku dyskryminowanego przez wladze zjednoczonych Niemiec ). A ze zamiast do jezyka, to woleliby sie pewnie przylozyc do naszych studentek, to juz osobna sprawa …
Podobnie teraz. Angielskiego nie mialem w szkole, znalem ten jezyk biernie na tyle, na ile byl potrzebny w pracy, zas o Anglikach mialem dosc zle zdanie, oparte na krazacych stereotypach.
Obecnie po trzech latach pracy w Anglii, kiedy poznalem lepiej ich jezyk, kulture, literature ( slucham namietnie ich klasyczna literature, ktora sciagam w mp3 glownie z www.librivox.org ), kiedy poznalem wielu ludzi w calym kraju, moj stosunek do nich diametralnie sie zmienil. Jestem zafascynowany Brytyjczykami jako takimi, ich roznorodna kultura, ich urzadzeniami politycznymi. Podziwiam ich za to, co maja dobrego, martwi mnie to, co jest tu zle. Stale podswiadomie porownuje nas Polakow do mieszkancow Wysp, analizuje, jakie wzorce i pomysly moznaby przeniesc do nas zywcem od razu, a przed czym sie wystrzegac itp.
Co jakis czas napotykam w S24 komentarze pani Ody, rodowitej Niemki, ktora jak widze bardzo dobrze zna jezyk polski i dosc dobrze orientuje sie w naszych realiach.
Poniewaz nie ma takich osob zbyt wiele, tym bardziej zalezaloby nam wszystkim, zeby przyczynialy sie one do wzajemnego poznania miedzy naszymi narodami, do prostowania blednych stereotypow, wyszukiwania tego, co mogloby nas laczyc.
Najbardziej bodaj znana taka osoba jest pan Steffen Moeller ( www.steffen.pl ).
Wprawdzie niemiecki dowcip to dla nas prawie oksymoron ( najlzejszy kawalek to chyba “Morgenstunde hat Gold im Munde und Blei im Arsche” czyli odpowiednich naszego "kto rano wstaje, ten leje jak z cebra"), ale chlopak jest sympatyczny i wyraznie sie stara.
Niestety, ani jednego ani drugiego nie moge przypisac pani Odzie. Wiekszosc Pani komentarzy jest albo agresywnych, albo przesmiewczych, z wyraznym antypolskim ostrzem.
Szczytem braku taktu byl niedawny wpis pani Ody na blogu pana Eli Barbura o polskim antysemityzmie.
Nie znalazlem we wpisach pani Ody najmniejszego sladu zafascynowania polska kultura, historia, pelno jest natomiast ironii i zlosliwosci wobec Polski i Polakow.
Nie mowie, ze tak jest, ale nie zdziwilbym sie, gdyby salonowa publicystyka pani Ody nie byla wcale spontaniczna potrzeba ducha, a raczej czescia obowiazkow oficera niemieckiego wywiadu. Podobnie jak w przypadku pseudo-przepedzonego blogera, pana Amsterna, glownym zadaniem wydaje sie byc zakrzykiwanie ciekawej publicystyki pana Miroslawa Kraszewskiego oraz neutralizowanie jakichkolwiek krytycznych uwag pod adresem Niemiec ze strony publicystow S24.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)