NATO-wska agresje na Serbie pamietam glownie z dziennika TV i jak przez mgle.
Owczesna spikerke, pania Pienkowska, mozna bylo ogladac przy wylaczonym glosie ( zupelnie jak dzienniki w stanie wojennym ). Kiedy rysy jej ladnej skadinad twarzy tezaly, zas oczy robily sie srogie i nabiegaly krwia, znaczylo to, ze wlasnie mowi o Miloszewiciu. Kiedy natomiast twarz lagodniala, moglo to oznaczac ze laczy sie na zywo z panem Eli Barburem albo ze za chwile zobaczymy najwazniejszego ambasadora w Polsce, pana Szlomo Weissa.
Pamietam codziennie powtarzane wiadomosci typu: wojska NATO zestrzelily precyzyjna bronia rakietowa jadacy mostem szkolny autobus, w ktorym mial znajdowac sie Miloszewic. Zginely dzieci, runal most, Miloszewicia nie odnaleziono.
Nastepnego dnia inna NATOwska rakieta, z chirurgiczna precyzja zlikwidowala hustawke, na ktorej wlasnie mial hustac sie Miloszewic.
Zginely dzieci na calym wesolym miasteczku, splonela przy okazji znajdujaca sie po sasiedzku fabryka, huta, stacja kolejowa, magazyny, ale Miloszewic najwidoczniej teleportowal sie w ostatniej chwili do podziemnego bunkra.
W zasadzie, jesli bylbym umyslowo uposledzonym dzieckiem wychowanym na komiksach albo wyksztalciuchem po socjologii i stosunkach miedzynarodowych, moglbym owczesne relacje TVP brac za dobra monete.
Ale nawet na tym tle wyroznialy sie rapaportaze robiacej wowczas niesamowita kariere dziennikarska pani Miriam Wiernikowskiej z Gazety Wyborczej.
Szczegolnie utkwil mi w pamieci wywiad z pastuchem albanskim ( w owym czasie nawet gaz-wyb nie miala nazwy “kosowar” w swoim slowniku ). Chlopina trzymal sie za brzuch i smial do rozpuku, zas pani Wiernikowska tlumaczyla na zywo z albanskiego ( jezyk szeroko znany w swiecie przestepczym ):
“Serbowie zabili mi matke, zabili ojca, zabili siostre, zabili brata” czyli jak w piosence country “ain’t no mother, ain’t no father, ain’t no sister, ain’t no brother”.
Dalsza czesc wzbudzila juz jednak moje zdziwienie:
“… A potem zgwalcili wszystkie moje owce, wydupczyli kozy, rozdziewiczyli psa i kota”.
Moze jednak reporterka pogubila sie w tlumaczeniu, moze smiejacy sie do rozpuku albanski “samowar” ( kosowar? ) opowiadal, co zrobi swoim serbskim sasiadom, jesli nie zdaza uciec z Kosowa?
Moze to bylo takie same przeklamanie, jak owe rzekome albanskie wdowy, w zalobie bo w czarnych chustkach. Kiedy potem jakis dociekliwy dociekl, ze u balkanskich muzulmanow kolor czarny jest neutralny, zas kolorem zaloby jest bialy, i tak nie przeszkodzilo to pani Wiernikowskiej trwac przy z gory zalozonej tezie.
Kiedy dzisiaj Zdradek Sikorski, zapewne z polecenia tescia, oglasza z powazna mina, ze oderwanie od Serbii kolebki jej panstwowosci to milowy krok ku jej europeizacji, to nie wiem czemu, ale przypomina mi sie Miriam Wiernikowska i mam wrazenie jakiegos déjà vu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)