Według informacji, jakie przedstawił niedawno "Dziennik", Prezydent RP Lech Kaczyński miał po spotkaniu z szefem MSZ Radosławem Sikorskim powiedzieć do swoich współpracowników: "Mogę przegrać drugą kadencję, ale chcę żeby tarcza była w Polsce". Są to słowa, które świadczą o ogromnej determinacji Prezydenta Kaczyńskiego w kwestii tarczy antyrakietowej. Taka determinacja nie jest jednak zrozumiała dla zdecydowanej większości Polaków, na co wskazują wszystkie sondaże. Zresztą, wina za ten stan rzeczy spoczywa przede wszystkim na współpracownikach Prezydenta, którzy dotychczas nie znaleźli sposobu na skuteczne przebicie się Pałacu Prezydenckiego do opinii publicznej. Choć trzeba jednocześnie przyznać, że niewątpliwie współpracownicy Pana Prezydenta stoją przed zadaniem ciężkim z uwagi na nieprzychylność zdecydowanej większości mediów elektronicznych, które dbają o to, aby Głowa Państwa była odcinana od społeczeństwa. Ponieważ w sprawie tarczy zdecydowanie popieram stanowisko Prezydenta Kaczyńskiego, chciałbym w poniższej notatce przedstawić argumenty za takim stanowiskiem.
Myślę, że w pierwszej kolejności należy wyjaśnić dwie fundamentalne w tej sprawie rzeczy. W pierwszej kolejności należy zadać pytanie o to, jaki powinien być podstawowy cel polskiej polityki zagranicznej. Oczywiście, mam tu na myśli politykę zagraniczną patrzącą daleko w przyszłość, a nie tylko skupiającą się na programowaniu na najbliższe lata. Odpowiedź na to pytanie wydaje się być dosyć jasna: podstawowym celem polskiej polityki zagranicznej powinno być trwałe uniezależnienie się od rozgrywki niemiecko-rosyjskiej, czy szerzej - od rozgrywki pomiędzy Europą Zachodnią a Rosją. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Rosjanom i Niemcom zawsze będzie do siebie bliżej, niż dalej, gdyż oba państwa są naturalnymi sojusznikami: Niemcy mają to, czego nie mają Rosjanie (np. najnowsza technologia), z kolei Rosjanie mają to, czego nie mają Niemcy (przede wszystkim surowce). Aby zdać sobie z tego sprawę, musimy zauważyć, że ten sojusz nie jest istotowo antypolski: on może być zwrócony przeciwko Polsce, ale nie jest to sojusz żywiący się zwróceniem przeciwko Polsce. Historia Polski daje nam w pełni wystarczające dowody na to, że kurs europejski sam w sobie nigdy nie był wystarczający, aby uniezależnić się od niemiecko-rosyjskiej rozgrywki. Teraz ta prawda nie jest mniej aktualna, a wręcz jest bardziej aktualna gdyż Niemcy coraz częściej są obecnie tylko głównym reprezentantem bloku państw Europy Zachodniej chcących wchodzić w bliskie relacje z Rosją, oczywiście na tle przede wszystkim gospodarczym. O ile kiedyś mogliśmy mieć cień nadziei np. na pomoc francuską, o tyle dzisiaj Prezydent Sarkozy i Kanclerz Merkel mają bardzo zbliżone zapatrywania w kwestii polityki wschodniej, czego ostatecznie dowiódł szczyt NATO w Bukareszcie na początku kwietnia br. Oczywiście, w bliskiej, ale także dalszej przyszłości, nie grozi nam nic takiego, jak inwazja militarna któregokolwiek z państw na nasze terytorium. Ale jest niestety wysoce prawdopodobne, że Europa Zachodnia nie podejmie kroków przeciwdziałających np. uzależnianiu gospodarczemu Polski przez Rosję. W wielkiej geopolityce Polska może na nowo zostać włączona do swojej strefy wpływów przez Rosję, gdyż tak naprawdę nigdy z niej w pełni nie wyszła, o czym świadczy choćby to, że w Polsce możliwe było istnienie aż do 2006 roku takiej struktury, jak Wojskowe Służby Informacyjne. Zresztą, aby przekonać się o realności takiej groźby wystarczy zauważyć, że de facto dwa państwa dawnego bloku komunistycznego: Węgry i Bułgaria już teraz zostały zwasalizowane przez Rosję, głównie poprzez całkowite uzależnienie ich od rosyjskiego gazu. Krótko mówiąc, Rosja prowadzi politykę agresywną wobec państw dawnego bloku komunistycznego, i nic nie wskazuje na to, aby kurs europejski w polskiej polityce sam z siebie wystarczył, choć niewątpliwie jest on ważny i nie powinien być zarzucany. Jedyną szansą na trwałe uniezależnienie Polski od rozgrywki niemiecko-rosyjskiej jest jak najbliższy sojusz ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, jest postawienie kursu transatlantyckiego ponad kursem europejskim w naszej polityce zagranicznej. Polska tylko wtedy stanie się faktycznie niezależnym graczem w wielkiej polityce światowej, a nie pionkiem leżącym pomiędzy Rosją a Niemcami, jeżeli oprze swoje bezpieczeństwo w pierwszej kolejności na ścisłym sojuszu z którymś z silnych krajów leżących poza Europą, ale mających w Europie swoje żywotne interesy. Takim państwem są właśnie Stany Zjednoczone, i tylko one spełniają to kryterium.
Drugą ze spraw fundamentalnych, jakie trzeba tutaj podjąć, jest wpisanie sprawy tarczy antyrakietowej w kontekst międzynarodowy. Niektóre państwa Unii Europejskiej, m.in. Polskę i Irlandię, straszy się możliwością realizacji projektu "UE dwóch prędkości" w razie niepodporządkowania się woli największych państw UE oraz unijnych polityków. "UE dwóch prędkości" jest typowym przykładem straszaka, który nie może być zrealizowany w rzeczywistości, z uwagi na sposób organizacji samej Unii. Jeżeli jest tak, że jedno państwo ma prawo weta zawieszającego w kluczowych dla UE decyzjach, z czego nie tak dawno korzystała Polska, to staje się oczywistym samo przez się, że możliwości każdego pojedynczego państwa w UE są tak duże, że nierealne jest wyłączenie jakiejś grupy z nich ze ściślejszej integracji. Oczywiście, mówię o tym, jak Unia funkcjonuje na dzień dzisiejszy. Jednocześnie trzeba zauważyć, że całkiem realną możliwością, o której w polskich mediach się zupełnie nie wspomina, jest stworzenie czegoś takiego, jak "NATO dwóch prędkości". Dla Stanów Zjednoczonych od kilku lat staje się coraz bardziej oczywiste, że aktualna formuła NATO wchodzi w fazę kryzysu, i że będzie im coraz trudniej realizować swoje interesy w zakresie bezpieczeństwa poprzez NATO w aktualnej formule. Wyraźnym trendem w obecnej polityce amerykańskiej jest tworzenie nieformalnego grona najbliższych współpracowników na lata. Jest to grupa tych państw, które mają na własnym terytorium rozlokowane strategiczne dla planowania strategicznego Ameryki instalacje militarne. Chęć włączenia Polski w system obronny USA oznacza dokładnie tyle, że Polska miałaby stać się uczestnikiem grona kilkunastu najbliższych współpracowników USA, w oparciu o sojusze z którymi USA będą starały się opierać swoją politykę bezpieczeństwa w ciągu co najmniej najbliższych kilku dziesięcioleci. Aby dostrzec ten fakt trzeba jednak przede wszystkim wpisać się w obecny kontekst międzynarodowy oraz zauważyć, że tarcza ma wymiar nie tylko militarny, ale także polityczny. Jednocześnie jednak trzeba także zauważyć, że, jeżeli rzeczywiście powyższa koncepcja miałaby być prawdziwa, to konieczne jest wskazanie na to, co Polska może zaoferować Stanom Zjednoczonym. Tutaj trzeba zaś zabrać się za przełamywanie jednego z najbardziej szkodliwych mitów geopolityki uprawianej w III RP, czego za chwilę spróbuję się podjąć.
Mit ów głosi, że Polska jest państwem o przeciętnych możliwościach na arenie europejskiej i nie mogącym odgrywać żadnej roli w polityce światowej. Właśnie w oparciu o ten mit była budowana polityka zagraniczna III RP, polityka trafnie określana jako polityka "brzydkiej panny". Dwie osoby uważane za największe autorytety polskiej dyplomacji po 1989 roku, czyli prof. Bronisław Geremek oraz Władysław Bartoszewski, bardzo wyraźnie hołdowały właśnie takiej wizji politycznej. Koncepcję przeciwną do tej realizował właściwie jedynie rząd Jana Olszewskiego, z tym zastrzeżeniem, że rzecz jasna nie była to koncepcja Krzysztofa Skubiszewskiego, szefa MSZu, tylko samego Premiera i Jana Parysa, szefa MONu, którego działania na rzecz wejścia Polski do NATO i ich efekt w postaci deklaracji złożonej przez Premiera Olszewskiego oraz zmiany kierunku sojuszy militarnych są największym osiągnięciem tego rządu. Jest to koncepcja, którą także odrzucano przez dwa lata rządów PiS oraz za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Wbrew koncepcji panów Geremka i Bartoszewskiego Polska jest państwem, które może odgrywać bardzo znaczącą rolę w Europie i być graczem aktywnym na arenie światowej. Zamiast potwierdzać tę tezę rozważaniami teoretycznymi, chciałbym wskazać na przykład ją potwierdzający: jest nim rola, jaką odegrała Polska w "pomarańczowej rewolucji". Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, mimo że jest także zwolennikiem koncepcji "brzydkiej panny", w istocie swoim wspaniałym zaangażowaniem na Ukrainie zrealizował koncepcję całkowicie jej przeciwstawną, potwierdził ostatecznie słuszność koncepcji "panny urodziwej", zgodnie z określeniem Jarosława Kaczyńskiego. Za sprawą zaangażowania Polski udało się dokonać znaczącego przesilenia politycznego w naszej części Europy, które w istotnym stopniu odmieniło obraz Europy. Gdyby Polska była "brzydką panną", niewiele znaczącą sama z siebie, nigdy nie doszłoby do polsko-ukraińskiego sukcesu.
Z powyższego należy wyciągnąć taki wniosek: Polska może odgrywać bardzo znaczącą rolę w Europie Środkowo-Wschodniej dlatego, że jest jedynym państwem regionu, który ma dostateczny potencjał polityczny aby organizować wokół siebie silny blok państw regionu, który będzie równoważył interesy Rosji w regionie. I tutaj tkwi to, co Polska może zaoferować Ameryce: jeżeli Amerykanom udałoby się zorganizować poprzez sojusz z Polską jako liderem dawnych państw bloku komunistycznego silny blok państw przeciwstawiających się hegemonii rosyjskiej, to udałoby się de facto pozbawić Rosję możliwości realizacji kiedykolwiek w przyszłości swojej polityki mocarstwowej. Zwróćmy bowiem uwagę na to, jaka wtedy byłaby sytuacja Rosji: na Zachodzie Rosja miałaby silny blok państw współpracujących z USA, które zrównoważyłyby jej dominację w regionie; na południu Rosja ma potężne i coraz potężniejsze Chiny, teoretycznie ich sojusznika, ale w praktyce - rywala; na Wschodzie jest Japonia, państwo nie mające aż takiej potęgi politycznej, jak Chiny, ale bardzo silne przede wszystkim siłą swojej gospodarki. W taki sposób wszelkie możliwości ekspansji rosyjskiej, w tym także odnowienie się zagrożenia rosyjskiego w sprawie polskiej, zostałyby ograniczone do zera lub prawie do zera. Aby to się jednak stało, Polska musi wejść w ścisły sojusz polityczno-militarny z USA, którego elementem kluczowym będzie budowa tarczy antyrakietowej w Polsce.
Nadszedł czas na wyciągnięcie wniosków. Tarcza jest dziejową szansą dla Polski dlatego, że zmienia polską pozycję na świecie, zdecydowanie wzmacnia naszą suwerenność. Trzeba jednoznacznie podkreślić, że tarcza robi to sama w sobie, że wybudowanie tarczy w Polsce nawet bez żadnych dodatkowych rzeczy leży w interesie Polski. Polska dzięki tarczy ma możliwość stania się uczestnikiem zupełnie innego układu sił: tarcza ostatecznie wyrwie Polskę z orbity wpływów rosyjskich, z której nie może nas w pełni wyrwać żaden sojusz z Europą Zachodnią. Tarcza zmieni sytuację geopolityczną Polski, bo sprawi, że na Polskę nie będzie już się patrzyło jak na "kraj o sezonowej suwerenności", parafrazując znane określenie z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Polska ostatecznie potwierdzi swoją przynależność do zachodniego układu sił, i stanie się ważnym członkiem tego układu. Co bardzo istotne, tarcza sprawi, że staniemy się oczkiem w głowie USA, bo będziemy mieli na naszym terytorium jedną z kluczowych instalacji dla ich planowania strategicznego na dziesięciolecia.
Myślę, że powyższa notatka, mimo swojej nieprzeciętnej długości, nie wyczerpała tematu tarczy antyrakietowej. Jest znacznie więcej argumentów przemawiających za tarczą, niż te zawarte powyżej. Przedstawiam właśnie te dlatego, że są one mi najbliższe.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)