Machabeusz Machabeusz
69
BLOG

Napisane 22 lipca

Machabeusz Machabeusz Polityka Obserwuj notkę 3

Gdy w 1939 roku Polska została napadnięta przez dwóch sąsiadów, jedną z bardzo ważnych spraw dla polskiej polityki było zachowanie ciągłości państwowej. Zapisy Konstytucji kwietniowej gwarantowały możliwość takiego przekazania władzy, które w tych warunkach pozwoliło na wyłonienie się nowych władz, które podtrzymały ciągłość państwową. Należy podkreślić, że Państwo Polskie istniało w czasie II wojny światowej, niezależnie od faktu, że ziemie Polski znajdowały się pod okupacją. Polska mogła przetrwać dlatego, że w sposób legalny, zgodny z obowiązującą Konstytucją, zostały utworzone władze Rzeczypospolitej Polskiej na wychodźstwie.

 

Dlaczego o tym piszę? Po to, aby naszkicować kontekst, na tle którego rodziła się Polska Ludowa, która po uchwaleniu Konstytucji stała się PRLem. Otóż w 1944 roku Polska nie musiała być wskrzeszana, bo ona istniała. Istniały legalne władze polskie, Prezydent RP i rząd RP. Komuniści natomiast przystąpili do budowania struktur państwowych, które miały być strukturami alternatywnymi wobec struktur Państwa Polskiego. W 1945 roku, po powstaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, najważniejsze kraje wycofywały poparcie dla rządu RP na wychodźstwie, legalnej władzy Rzeczypospolitej Polskiej, przerzucając je na struktury powstałe na terytorium polskim. Trzeba jednak w tym miejscu zadać pytanie: czy, w sytuacji istnienia zachowującej ciągłość państwową organizacji politycznej, można wykreować w sposób całkowicie od niej niezależny nowy podmiot, który rościłby sobie prawo do zastąpienia tego podmiotu? Czy sam fakt uznania tego nowopowstałego podmiotu przez siły zewnętrzne cokolwiek tutaj zmienia, czyli czy siłami czysto zewnętrznymi można wykreować nowe państwo, jeżeli Państwo Polskie już istnieje? Oczywiście, odpowiedź na oba te pytania jest negatywna. Do czego nas to prowadzi? Do tego, że, z punktu widzenia politycznej teorii i prawa międzynarodowego, nie należy uznać PRLu za Państwo Polskie w ścisłym sensie, ale za państwo powstałe na terytorium Państwa Polskiego. Jest tak dlatego, że istniało wówczas Państwo Polskie zachowujące ciągłość państwową. Organizacja polityczna, która powstała na ziemiach polskich, uzyskała tę ciągłość państwową z chwilą, gdy ostatni Prezydent RP na wychodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał nowo wybranemu Prezydentowi RP Lechowi Wałęsie insygnia władzy II RP, co miało miejsce 22 grudnia 1990 roku.

 

Oczywiście, piszę o tym bardziej dlatego, żeby wypowiedzieć słowa prawdy historycznej, niż dlatego, że uważam, że należy z tej prawdy wyciągać wszystkie konsekwencje praktyczne. Niestety, rzeczywistość jest taka, że, gdyby jakikolwiek polityk chciał wyciągnąć z tej prawdy wszystkie konsekwencje praktyczne, to utracilibyśmy te podstawy funkcjonowania naszego państwa, jakie wytworzył PRL (mam tu na myśli takie rzeczy, jak choćby prawodawstwo wytworzone za PRLu), które rzecz jasna były bardzo dalekie od doskonałości, ale które są jedyną podstawą, na której można było na przełomie lat ’80.-tych i ’90.-tych budować nową Polskę. Wyobraźmy sobie, co mogłoby być, gdybyśmy wtedy odrzucili np. polsko-niemiecki traktat z 1970 roku. Nie oznacza to jednak, że nie należy z tego wyciągać żadnych konsekwencji. Przede wszystkim należy podkreślać związki III RP z II RP, np. poprzez uznanie, że III RP powstała 22 grudnia 1990 roku, a nie np. 4 czerwca 1989 roku. Należy także publicznie potępić działalność takich ludzi, jak Bolesław Bierut, jako działalność skierowaną przeciwko Państwu Polskiemu. W końcu należy o tym pamiętać także przy ocenie takich postaci polskiej historii najnowszej, jak np. płk Ryszard Kukliński.Po moim pierwszym wpisie, dotyczącym tarczy antyrakietowej, pojawiły się całkiem liczne komentarze. Wszystkim komentującym bardzo dziękuję za ich wypowiedzi i wkład w powstawanie tej strony. Pragnę odpowiedzieć na jak najwięcej poruszonych w komentarzach kwestii. Na większość z nich odpowiedziałem już, wpisując komentarz do mojego poprzedniego wpisu. Jednocześnie wybrałem kilka takich zagadnień, na które chciałbym odpowiedzieć w mojej notatce. Myślę, że będzie to stałą praktyką, że moje wpisy będą dwuczęściowe: po części właściwej będzie następowała część, w której będę odpowiadał na pytania odnoszące się do poprzedniego wpisu. Van b.c szeroko skomentował mój post. Do części jego uwag odniosłem się już wcześniej, tutaj tylko chciałbym stwierdzić, że moje słowa o uniezależnieniu się od rozgrywki niemiecko-rosyjskiej nie oznaczają, że Polska nie ma uczestniczyć w polityce europejskiej. Mimo, że dostrzegam bardzo poważne wady Unii Europejskiej, jestem za członkostwem Polski w tej strukturze, właśnie dlatego, że uważam, że polska polityka zagraniczna potrzebuje dwóch kursów: transatlantyckiego i europejskiego. Pisząc o uniezależnianiu mam na myśli coś innego: zbudowanie przez Polskę własnej niezależności od tego, co się dzieje i co się może wydarzyć na linii Niemcy-Rosja (i szerzej: Europa Zachodnia-Rosja). Nie wiemy, co się będzie działo w relacjach niemiecko-rosyjskich za np. 10 lat. I naszym zadaniem na dzień dzisiejszy powinno być to, aby zbudować sobie taką pozycję, żeby – niezależnie od tego, co się na tej linii wydarzy – nasz byt państwowy był niezagrożony. Obecnie mamy dziejową szansę, aby zrealizować ten cel, taką szansę, jakiej nie mieli np. wielcy ministrowie spraw zagranicznych II RP.  Kowaad i Antoni zwracają uwagę na to, że Polska w dotychczasowych relacjach polsko-amerykańskich nieraz nie była przez USA traktowana jako partner cokolwiek znaczący. Rzeczywiście, obecnie jesteśmy dla USA partnerem drugiej (albo i niższej) kategorii, zresztą, jeżeli pamięta się to, jak wyglądał stosunek polskich polityków do integracji z USA przed rządem Jana Olszewskiego (co dobitnie wyraził wiceadmirał Kołodziejczyk, szef MON bardzo wysoko ceniony przez samego Prezydenta Wałęsę, mówiąc, że jego zdaniem NATO powinno się rozpaść), trudno się dziwić, że Amerykanie zachowywali i zachowują dystans wobec Polski i polskiej polityki. Z tym że ja chcę wyraźnie powiedzieć, że tutaj idzie właśnie o to, aby ten stan zmienić. To jest stan obecny, ale nie musi być to stan wieczny. Zresztą, bardzo ważne kroki zostały w tym kierunku poczynione za rządów PiS; o ile Polska nosząca na swoich plecach balast taki, jak WSI, służby będące w istocie pasem transmisyjnym dla Rosjan, musiała być izolowana przez USA, o tyle Polska bez tego balastu może stawać się poważnym partnerem. I tu trzeba stwierdzić jedną rzecz: sama tarcza nie jest krokiem ostatecznym do zbudowania bliskich relacji polsko-amerykańskich. Jest krokiem kluczowym, ale Polska musi zechcieć zrobić jeszcze przynajmniej jedną rzecz, porównywalną z wyciągnięciem ręki w stronę Ameryki, która ją już do nas wyciągnęła: oczyścić swoje życie publiczne z ludzi służb specjalnych dawnego systemu, którzy często są wahadłowi wobec Rosji.  Predator uznał mnie za przedstawiciela Kancelarii Prezydenta. Rzecz jasna poczytuję to raczej w kategoriach zaszczytu, niż obrazy, ale zaszczytu niezasłużonego, bo nie wydaje mi się, abym posiadał odpowiednie kompetencje do zajmowania tego typu stanowisk. No i oczywiście zapewniam, że urzędnikiem Kancelarii Prezydenta nie jestem.  Wpis użytkownika o nicku woodya jest bardzo interesujący i dużo wnoszący, bo dokładnie ilustruje podejście, z którym się nie zgadzam. Mam zamiar wykorzystać wpis woodyi, aby, odnosząc się do niego, stworzyć jedną z przyszłych notatek, dlatego w przyszłości poświęcę mu więcej miejsca. Bardzo ważne pytania zadaje także Lchlip: po pierwsze, postawione zostało pytanie o przyczyny niezgody amerykańskiej na zainstalowanie baterii rakiet i wkład w modernizację polskiej armii. To, rzecz jasna, pytanie kluczowe dla całej tej rozmowy, bo, jak wiemy, o Patrioty sprawa się rozbija. Otóż ja chciałbym zwrócić Waszą uwagę na bardzo dużą niekonsekwencję, jaką wykazują niektórzy politycy i niektóre media. Twierdzi się czasem, że nie należy drażnić Rosji tarczą, ale tarcza za Patrioty mogłaby stanąć. Otóż, o ile tarcza w żaden sposób nie zagraża militarnie Rosji, o tyle bateria rakiet w Polsce zagrozić Rosji jak najbardziej mogłaby. Rosja nie ma powodu czuć się zagrożona tarczą, ale ma powód czuć się zagrożona Patriotami w Polsce. I to wywołałoby dyplomatyczną wojnę na linii Rosja-USA. Rzecz jasna, USA na taką wojnę nie pójdzie, bo tamtejsi dyplomaci doskonale zdają sobie sprawę z tego, że Patrioty Polsce można dać za kilka lat, na spokojnie, a nie teraz, w atmosferze straganowego gwaru, wytwarzanej przez nasz rząd, który niestety prowadzi negocjacje właśnie tak, jak handlarze ze straganu prowadzą biznes. Nie mam nic do straganów, ale nie można dyplomacji prowadzić tak samo, jak prowadzi się handel na straganie. I chciałbym powiedzieć, że ja nie mam żadnej wątpliwości, że Patrioty w Polsce będą – za kilka lat. A będą dlatego, że jest to także w interesie USA: w razie czego będą one przecież chronić także ich instalację (choć atak na instalację USA jest właściwie nierealny, o czym należy mówić, gdyż żadne państwo nie życzy sobie, aby być zmiażdżonym w odwecie, a to spotka dzisiaj każdą armię, która zrobi Amerykanom coś takiego).  Co do bloku państw: rzecz jasna, Rosja będzie protestować. Co więcej, ich obecne protesty są wywołane nie tym, że tarcza im zagraża militarnie, bo im nie zagraża, ale tym, że zagraża im politycznie, bo dąży do zmiany stosunku sił w naszym regionie. A co Polska może zaoferować państwom Europy Środkowo-Wschodniej? Poprzez Polskę będącą w ścisłym sojuszu z USA (ale tylko w takim sojuszu) mogą one budować swoją suwerenność i niezależną od Rosji pozycję.  I jeszcze jedna uwaga do komentarza Lchlipa: dla USA najbardziej korzystna jest taka sytuacja, gdy w Europie Środkowo-Wschodniej mają dwóch strategicznych partnerów, bo wtedy ich interesy w regionie nie są tak bardzo zależne od Niemiec. A, jak widać, Niemcy nie zawsze mają po drodze z USA, np. w sprawie integracji z NATO Ukrainy i Gruzji. Tym samym posiadanie drugiego, silnego i suwerennego partnera, jest im jak najbardziej na rękę. Milton pisze o sprawie przecieku. Szczerze mówiąc, w artykule z „Dziennika” można znaleźć zarówno poszlaki wskazujące na to, że przeciek pochodził od środowiska Radosława Sikorskiego, jak i na inne pochodzenie tego przecieku, od środowiska Lecha Kaczyńskiego. Ja nie chcę zajmować się tym, kto spowodował ten przeciek. Chciałem tylko zwrócić Twoją uwagę na to, że źródło przecieku wcale nie musiało być jedno: nie jest wykluczone, że jakieś informacje ludzie z „Dziennika” mieli od jednej strony, a inne – od drugiej.
Machabeusz
O mnie Machabeusz

Człowieka najlepiej określają te myśli, które przemawiają do niego w jego głębi. Poniżej zamieszczam kilka takich myśli, które przemawiają do mnie: "Juda odparł: Bez trudu wielu może być pokonanych rękami małej liczby, bo Niebu nie czyni różnicy, czy ocali przy pomocy wielkiej czy małej liczby. Zwycięstwo bowiem w bitwie nie zależy od liczby wojska; prawdziwą siłą jest ta, która pochodzi z Nieba. Oni przychodzą do nas pełni pychy i bezprawia po to, aby wytępić nas razem z żonami naszymi i dziećmi i aby nas obrabować. My zaś walczymy o swoje życie i o swoje obyczaje. On sam skruszy ich przed naszymi oczami. Wy zaś ich nie obawiajcie się!" (1 księga Machabejska 3, 18-22) "Zawsze w Polsce było tak, że gdy politykom brak odwagi - następne pokolenie płaci krwią. My mamy szansę nie zapłacić." (Antoni Macierewicz, 1993 rok) "To, czego naprawdę mi brak, to wyjaśnienia sobie, co powinienem czynić [...], a nie tego, co powinienem wiedzieć, z wyjątkiem przypadków, w których wiedza musi poprzedzać każdy czyn. Chodzi o zrozumienie swojego celu, by dostrzec, czym w istocie jest to, co Bóg chce, abym czynił; chodzi o znalezienie prawdy, która byłaby prawdą dla mnie [...], o znalezienie idei, dla której chciałbym żyć i umierać." (Soren Kierkegaard) "Autentyczna droga nie jest ruchem na prawo lub na lewo na płaszczyźnie "świata", ale ruchem ku górze lub też wgłąb po linii pozaświatowej, ruchem w duchu, a nie w świecie." (Mikołaj Bierdiajew)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka