Najpierw wygwizdany został Władysław Bartoszewski. Potem, podczas sopockiego festiwalu, wygwizdano Jacka Kurskiego. Dzisiaj wygwizdano Bogdana Borusewicza. Trzy powyższe fakty, do których zapewne można dodawać kolejne, świadczą o jednym: standardy polityczne nie tylko polskich polityków, ale także pewnej (ciężko określić, jak dużej - gwiżdżący to ułamek promila, ale ilu utożsamia się z ich postawą?) części polskiego społeczeństwa, sięgnęły dna.
Rozumiem, że można się nie zgadzać z Władysławem Bartoszewskim czy Bogdanem Borusewiczem, bo sam się z nimi nieraz nie zgadzam. Wtedy, kiedy W. Bartoszewski przed wyborami w 2007 roku lżył Antoniego Macierewicza, zelżył także i mnie, bowiem, jeżeli A. Macierewicza z uwagi na jego poglądy i postawę określa się jako owładniętego obsesjami politycznego dewianta, to pośrednio określeni zostają w taki sposób także ci, którzy, nieraz aktywnie przekonując do swoich racji, utożsamiają się z tymi poglądami i postawami. Niezależnie od tego, że znacznie częściej zgadzam się z Jackiem Kurskim, także rozumiem, że można się z nim nie zgadzać. Ale reagowanie w taki sposób, jak opisany powyżej, jest czymś absolutnie niedopuszczalnym, i sprawia, że należy zadać pytanie o kondycję polskiego społeczeństwa obywatelskiego. Można bowiem uznać, że uczestniczenie w obchodach rocznicowych Porozumień Sierpniowych jest pewną formą partycypacji politycznej, a przynajmniej zajęcia politycznego stanowiska.
Czemu w Polsce takie zjawiska, jak te opisane powyżej, zdarzają się tak często? Jednym z najważniejszych problemów nowej Rzeczypospolitej, III RP, jest to, że nie wykreowała ona nowej elity, godnej tego, aby nazywać jej przedstawicieli mężami stanu. To nie jest przypadek, że taka elita nie powstała: była ona celowo i programowo blokowana, gdyż jej zaistnienie poważnie zagroziłoby realizacji planu komunistów, którzy zainicjowali przemiany w Polsce. Nawet ci nieliczni ludzie, którzy mogą być uznani za elitę, za mężów stanu, nieraz sami zniżają się do ogólnego, bardzo niskiego poziomu polskiej klasy politycznej. Tak naprawdę za to, że wśród Polaków zdarzają się tak skandaliczne zachowania, jak opisane powyżej, odpowiadają przede wszystkim politycy, którzy bardzo lubią wzajemnie obrzucać się obelgami. Wielu komentatorów próbuje nam wmówić, że za brutalizację języka używanego przez polskich polityków odpowiadają głównie bracia Kaczyńscy, co jednak nie jest prawdą: winę ponoszą tutaj przedstawiciele różnych obozów politycznych. A ci politycy, którym zależy na Polsce, muszą sobie uzmysłowić jedną rzecz: jeżeli w Polsce nie powstanie klasa polityczna z prawdziwego zdarzenia, to żadne przemiany w Polsce nie zostaną dokończone, a polska demokracja, z uwagi na brak merytorycznej dyskusji (zastępowanej nieustannymi obelgami), będzie kulawa. Trzeba całkowicie zmienić sposób funkcjonowania polskich partii politycznych, bo inaczej będą one nadal jedynie klaką zorganizowaną wokół grupy najważniejszych ludzi w partii, czyli tworem bezużytecznym w zmaganiach o inne, lepsze oblicze Polski, niedostarczającym ani odpowiednich kadr, ani pomysłów.
Prezydent RP wystąpił dzisiaj w obronie wygwizdywanego Bogdana Borusewicza, obecnie marszałka Senatu z ramienia PO, sygnalizując jego bardzo ważną rolę w strajku sierpniowym. Warto pamiętać, że Borusewicz jest osobą, bez której nie byłoby strajku, bo nie zostałaby podjęta decyzja o strajku. Bez wątpienia należy on do wąskiej grupy najważniejszych ludzi Sierpnia ’80.-ego roku. Zachowanie Prezydenta godne jest pochwały, choć jego reakcja być może powinna być ostrzejsza. Ale sam Prezydent nie zwycięży z szerzącym się chamstwem politycznym. Największe zadanie spoczywa tutaj na zwykłych obywatelach: to my, rozmawiając z naszymi znajomymi o polityce, powinniśmy protestować wtedy, gdy jakieś zachowanie zaczyna nabierać cech chamstwa, i powinniśmy starać się w sposób jak najbardziej cierpliwy i merytoryczny argumentować własne racje. Nieraz można i należy być ostrym: bardzo ostra krytyka jest czymś dopuszczalnym i potrzebnym. Ale nigdy nie można przekraczać granicy, po której ostra krytyka przeradza się w obelgę. Ta granica jest wyznaczona przez merytoryczność wypowiedzi: ostra wypowiedź krytyczna tym różni się od obelgi, że w tej pierwszej zawarty jest argument, natomiast ta druga chce tylko obrazić.
Na koniec chciałbym jeszcze zwrócić się z uwagą do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości: pamiętajmy, że żadnej innej partii nie szkodzi tak bardzo chamstwo części własnego elektoratu, jak tej. Wcale nie jest tak, że ludzie głosujący na PO czy SLD mają większą kulturę polityczną, niż ludzie głosujący na PiS, że wśród tamtych elektoratów jest mniejszy odsetek chamów. Ale to właśnie nasze błędy będą wychwytywane i nagłaśniane przez media, które od dawna pracują nad tym, aby wykreować skrajnie fałszywy wizerunek wyborcy PiSu. Kreowany wizerunek odrzuca wielu ludzi od tej opcji politycznej. Chamstwo sopockiej publiczności wobec Jacka Kurskiego nie przypadkiem zostało prawie niezauważone. To właśnie na nas, zwolennikach PiSu, w sposób szczególny ciąży obowiązek pokazywania, że możliwe jest prowadzenie dyskusji politycznej w sposób kulturalny.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)