1 obserwujący
6 notek
9480 odsłon
  2126   0

Ukraiński jeż

To, że na Ukrainie jest źle wiedzieliśmy wszyscy, ale chyba nikt się nie spodziewał, że jest, aż tak niedobrze. Po Majdanie przyzwyczailiśmy się do informacji o wojnie na wschodzie kraju, biedy i szalejącej korupcji. Wciąż jednak z tyłu głowy tliła się w nas nadzieja, że nowa post majdanowa władza wyprowadzi kraj naszego sąsiada z kryzysu. Że trudności, jakie się pojawiają nad Dnieprem są chwilowe, i że w nieodległej perspektywie Ukraina, jeśli nawet nie wstąpi do EU, to stanie się mniej lub bardziej krajem demokratycznym. W imię tej nadziei przymykaliśmy oczy na wiele niedomagań odbudowującego się państwa. Nawet rozkwit neofaszyzmu był traktowany li tylko, jako jedna z form podtrzymywania ducha narodowego w walce z rosyjskim agresorem. Dziś jednak powodów do trwania w takim wyobrażeniu już nie ma. Nad Dnieprem jest bardzo źle, a scenariusze przyszłości są kreślone jedynie w czarnych barwach. W odróżnieniu od poprzednich kryzysów teraz chyba bardziej aktualne jest pytanie, nie jaka będzie Ukraina i do kogo będzie należeć, a czy będzie w ogóle?



Katastrofiści


Ostatnio jeden ze znanych ukraińskich politologów, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Analiz i Zarządzania Polityką, Rusłan Bortnik powiedział, że jego krajowi grozi upadek, a głównym powodem zbliżającej się katastrofy jest wg niego spadek populacji Ukrainy. Przyczyną opuszczania kraju, głównie przez młodych Ukraińców są reformy prowadzone przez ekipę obecnego prezydenta. Dalsze ich wdrażanie może doprowadzić Ukrainę do zupełnej utraty suwerenności. Obok depopulacji wg Bortnika zagrożeniem są również eskalacja konfliktu na Donbasie oraz wewnętrzne konflikty między elitami, i między nimi a społeczeństwem (czytaj ugrupowaniami nacjonalistycznymi).


Jeszcze dalej w swych czarnych wywodach poszedł oligarcha i były gubernator kontrolowanej przez Kijów części Donbasu, Serhij Taruta. Dał on zaledwie 3% szans na dalszy zrównoważony rozwój Ukrainy. W 97% wieszczy bankructwo swego kraju. Aby zrealizował się pozytywny scenariusz, PKB Ukrainy, jego zdaniem, powinno rosnąć w tempie 10-15% rocznie , a wzrost na poziomie 7% jest punktem zerowym. Obecnie wynosi on 2,2-2,5%.


Wyżej przedstawione opinie są jednak niczym w porównaniu z ostatnimi wystąpieniami J. Tymoszenko. Była premier i weteranka pomarańczowej rewolucji, jak i więźniarka reżimu Janukowycza ni mniej, ni więcej oskarżyła obecne władze swego kraju o świadome ludobójstwo dokonywane na narodzie ukraińskim. Uważa ona podobnie, jak R. Bortnik, że reformy prowadzone przez Poroszenkę doprowadzą do upadku kraju.

Julia Włodymirowna podkreśla, że w ciągu trzech ostatnich lat realne dochody Ukraińców spadły trzykrotnie, a przy zarobkach szesnastokrotnie niższych niż w Europie na Ukrainie są najwyższe ceny żywności. Jej zdaniem wprowadzane przez Poroszenkę reformy zdrowia i emerytalna przyczynią się do depopulacji Ukrainy.


Te wypowiedzi znajdują potwierdzenie we wskaźnikach ekonomicznych. Według danych przeprowadzonych na zlecenie ONZ i obliczonych na podstawie wskaźnika HDI PKB Ukrainy ze 183 mld w 2013 r. spadło do 90,3 mld $ w 2016 r. Adekwatnie również PKB na głowę mieszkańca naszego sąsiada w przeciągu trzech lat zmniejszyło się dwukrotnie i jest na poziomie Botswany. W 2013 r było to 3969 dol. na osobę, a obecnie 2052 dol. Przy takim spadku PKB wzrósł również poziom zadłużenia, ten oficjalny, sięga obecnie 90% PKB.

Najbardziej jednak rozczarowujące dane przedstawia Instytut Gallupa. Według nich aż 46% Ukraińców przyznało się, że w 2016 r. nie miało środków na wyżywienie rodziny. 41% uważa się za nieszczęśliwych, a 50 żyje na granicy dramatu i tylko 9% egzystuje dostatnio. Te wyniki, stawiają naszego sąsiada na trzecim miejscu wśród krajów najbardziej nieszczęśliwych zaraz za Sudanem i Haiti.


Demony na Kremlu, zmartwienie Trampa


Patrząc na powyższe zestawienia trudno się więc dziwić, że nad Dnieprem pojawiają się surrealistyczne scenariusze dotyczące przyszłości Ukrainy. Według nich dojdzie tam do interwencji Rosji, która wyśle swoje wojska i zaprowadzi porządek. Czy też, że w przeciągu 2-3 lat na miejscu obecnego państwa powstanie 12 protektoratów, a na ich bazie z kolei zostanie powołane nowy pięciomilionowy kraj z gospodarką piątej generacji.

Te katastroficzne wizje budzą niepokój nie tyle samych Naddnieprzan, którym jest już chyba wszystko jedno, ale o dziwo chyba bardziej dotykają one Kreml, bo nie przypadkiem zajmuje się nimi rządowa agencja Regnum. Jej analityk, Aleksander Timoszenko przytacza na stronach tejże agencji informacje ekonomisty – wizjonera Igora Berkuta o programie siedmiu naukowców (projektem ma kierować prof. L. Balcerowicz), wg których na Ukrainie będzie się żyło, jak w Szwajcarii pod warunkiem, że ludność naddnieprzańskiego kraju będzie wynosiła nie 42, a 8 mln. Co ciekawe, ponoć z taką wizją godzi się 98 procent Ukraińców.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka