Zakładając, że Jezus Chrystus, mimo sprzeciwu Episkopatu otrzymałby największe poparcie i zostałby wybrany, a także, że przyjąłby wybór i przeszedł pozytywnie proces lustracyjny, konieczny do objęcia stanowiska państwowego, znaleźlibyśmy się w nowej rzeczywistości prawnej, nie przewidzianej przez Konstytucję. Polska stałaby się monarchią. Mógłby powstać pewien kłopot interpretacyjny, bo należałoby rozstrzygnąć, czy Syn Boży na stanowisku króla jest władzą ustawodawczą, wykonawczą czy sądowniczą i czy mamy w ogóle prawo ograniczać Boga w Jego uprawnieniach. Nie wiadomo też, czy wierząc, że "siedzi po prawicy Boga Ojca", mamy możliwość odwołania Go aktem głosowania z Niebios do Polski, a uznając, że "przyjdzie sądzić żywych i umarłych" powinniśmy Go w tym ponaglać.
Dobrzy prawnicy rozwiążą oczywiście i te problemy jurydyczne. Będziemy mieli więc prawdziwe Królestwo Boże na ziemi. Jezus Chrystus królem Polski. Od czasów Potopu szwedzkiego i ślubów króla Jana Kazimierza we Lwowie Matka Boska Częstochowska jest już Królową Korony Polskiej. To już wymaga powołania dworu. Pierwszymi kandydatami na dworaków, szambelanów, podczaszych i koniuszych Królestwa jest oczywiście tych 48 posłów - wnioskodawców elekcji Chrystusa. Dwór nie może, naturalnie, funkcjonować bez błazna. Zastanawiałem się, kto ma największe szanse, ale odpowiednich kandydatów jest mrowie. Bogactwo niesłychane. Błazen w błazna, co jeden to lepszy. Trzeba mieć nadzieję, że Chrystus-Król sam będzie wiedział najlepiej, kto może się najbardziej błaźnić.





Komentarze
Pokaż komentarze (4)