32 obserwujących
88 notek
39k odsłon
  100   0

Czas, żeby kur zapiał

Kto właściwie jest winien dramatu, jaki dotyka dziś księdza biskupa Stanisława Wielgusa? Możliwości jest sporo. Dawna Służba Bezpieczeństwa i wywiad wojskowy. Generał Kiszczak, który obiecał, że akta kleru zostały spalone i znów nie dotrzymał słowa. Instytucje kościelne, które Kiszczakowi znów uwierzyły. Sejm RP, który uchwalił ustawę lustracyjną. Instytut Pamięci Narodowej. Rynsztokowa, wedle nomenklatury innego z hierarchów, "Gazeta Polska". Nienawiść do kościoła katolickiego, jak twierdzi "Nasz Dziennik". Zwierzęcy antykomunizm, jak powiada "Trybuna". Dzika lustracja, jak ponownie stwierdziła "Gazeta Wyborcza", która jak oba poprzednie tytuły w każdej sytuacji trzyma się trwałych związków frazeologicznych.

Można oczywiście pójść dalej. Winę za los biskupa ponoszą Układy Poczdamskie. Traktat Ribbentrop-Mołotow. Niekorzystne położenie geopolityczne Polski. Marksowska idea opium dla ludu i jej wulgarna interpretacja leninowska. Wolter i antyreligijne idee oświecenia. Niekorzystna koniunkcja Marsa i Jupitera nad Lublinem w roku 1968. Można tak długo wyliczać i znaleźć setki czynników, które wpłynęły na to, że doszło do długoletniej i gorliwej współpracy biskupa z SB. Poza jednym. On sam nie jest winien w najmniejszym stopniu swojemu losowi i nie ponosi zań żadnej, moralnej odpowiedzialności.
I jest jeszcze cała grupa ludzi bezwinnych - tych, którzy walczyli przez 17 lat o to, żeby nie było żadnej lustracji, ani dzikiej, ani cywilizowanej, którzy ogłosili, że od współpracy znacznie bardziej niemoralne jest mówienie o niej i badanie jej rozmiarów i skutków. Tymczasem to nie Wolter z Leninem ani Sakiewicz z Terlikowskim, to oni tak naprawdę zgotowali biskupowi jego trudny dziś los, to oni włożyli mu na ramiona krzyż, który będzie musiał, obawiam się, nieść do końca. Bo zamiast wezwać, by stanął w prawdzie, jeszcze mu ten krzyż na barkach utwierdzają, by lepiej się trzymał. Jak inaczej można określić żałosną argumentację rzekomych obrońców biskupa, powiadających, że nikt nie może zostać uznany winnym, dopóki mu tego  nie dowodni sąd. Ludzie! Na miłość Boską, mówicie o purpuracie, duszpasterzu archidiecezji obarczonym dokumentacją zdrady, a nie o chłopie, który ukradł rower. Mówicie, że Piotr trzy razy zaparł się Jezusa. Judasz zaparł się mniej, bo tylko raz. Piotr zaparł się, zanim kur zapiał. Potem stał się opoką. Zapiejcie wreszcie. Po 17 latach już jest czas.
Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale