32 obserwujących
88 notek
39k odsłon
  149   0

Groźba śmieszności

Głównym temat rozmów podczas uroczystości wręczania ministrowi Zbigniewowi Ziobrze nagrody Człowieka Roku 2006 tygodnika "Wprost" była sprawa arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Wszyscy zastanawiali się, jak Wielgus powinien postąpić, gdyby oczywiście  był człowiekiem honoru. Pomysły były różne - od wstąpienia do klasztoru po wystąpienie o emeryturę dla funkcjonariuszy, ze względu na wysługę lat. Nikt, ani jedna osoba, a byli w tym tłumie reprezentanci wszystkich opcji politycznych i z krociem miałem okazję pogadać, nie powiedział, że uważa, iż arcybiskup powinien się wypiąć na opinię publiczną, odbyć ingres i zasiąść na stolcu. Chodziło oczywiście o stolec metropolitalny.


Najpiękniejszy był dialog, jaki miałem okazję usłyszeć w wykonaniu pewnego bardzo wspaniałego i jeszcze bardziej zacnego małżeństwa. Ja bym na miejscu Wielgusa zachorowała - powiedziala pani. A ja bym umarł - rzekł małżonek.


Niektóre rozmowy były bardzo szczegółowe. Zastanawiano się, czy w czasie ingresu właściwsze  będzie odśpiewanie "Gaude, Mater Polonia" (Ciesz się, Matko Polsko, że masz takiego syna), czy raczej "Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej". I kto będzie służył do mszy. Przeważała opinia, że powinni to być Kiszczak z Milewskim, ze względu na dawne związki i obowiązek wzajemności. Wyrażano obawy, że ingres może się biskupowi nie przyjąć, jak szczepionka i całą pompę trzeba będzie powtórzyć na Rakowieckiej. Ale nie u jezuitów.


Zdaje się, że ksiądz arcybiskup i jego otoczenie jednego nie biorą zupełnie pod uwagę. To jest Warszawa, miasto o wyjątkowym poczuciu humoru i złośliwym dowcipie. Nikt nie jest tu chroniony żadnym urzędem, żadną rangą i żadną sakrą przed szyderstwem. Wszystko można sobie jakoś załatwić - przychylność Watykanu, poparcie Episkopatu, pobłażliwość władz państwowych, milczenie kleru, klakę niektórych mediów. Ale nic nie uchroni arcybiskupa metropolity warszawskiego z taką przeszłością, z takim garbem przed śmiesznością. Wierni będą śmiać się ze swego arcypasterza. Może w kułak, ale będą. Jak kiedyś były seryjne dowcipy o milicjantach, tak teraz czeka nas seria o arcybiskupie.  A ja, jako warszawiak wolałbym mieć arcybiskupa z poczuciem humoru, ale poważnego.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale