Wolność gospodarcza kojarzy się przede wszystkim z prawem do założenia przedsiębiorstwa, zawierania umów, inwestowania i konkurowania. Dopóki państwo nie zakazuje wejścia na rynek, a prawo jednakowo traktuje jego uczestników, skłonni jesteśmy mówić o gospodarce otwartej.
Dziś coraz większa część rzeczywistej konkurencji rozstrzyga się jednak wcześniej.
Zanim przedsiębiorstwo spotka się z klientem albo inwestorem, musi zostać zauważone, sklasyfikowane, porównane, uznane za wiarygodne, dopuszczone do określonych kanałów współpracy i ocenione jako warte finansowania. Musi przejść przez bramki tworzone przez banki, fundusze, platformy cyfrowe, wielkich zamawiających, organizacje branżowe, regulatorów, media, ekspertów i operatorów reputacji. Bo faktycznie to konkurencja zaczyna się jeszcze przed rynkiem.
Dlatego tę przestrzeń pomiędzy przedsiębiorstwem a właściwą transakcją nazwałem wcześniej Przedsionkiem Rynku. Dzisiaj warto postawić trudniejsze pytanie: co się dzieje, jeżeli kontrolę nad znaczną częścią jego bramek zaczynają uzyskiwać powiązane ze sobą środowiska biznesowe, polityczne, finansowe i medialne ?
Proponuję określić taki proces jako oligarchizację dostępu.
Nie trzeba żadnego spisku
Słowo „oligarchizacja” łatwo może skierować debatę ku oskarżeniom o korupcję, nepotyzm albo nieformalną zmowę. Takie zjawiska oczywiście mogą występować, ale nie one są istotą problemu.
Oligarchizacja dostępu może powstawać bez centralnego planu i bez tajnego porozumienia.
Duży podmiot gospodarczy potrzebuje przewidywalnych regulacji, dobrych kontaktów z administracją, korzystnego dostępu do finansowania i społecznej legitymizacji. Polityk potrzebuje ekspertyz, inwestycji, miejsc pracy, widoczności medialnej i wsparcia wpływowych środowisk. Media potrzebują informacji, reklamodawców, dostępu do decydentów i atrakcyjnych ekspertów. Instytucje finansowe potrzebują klientów możliwych do oceny przy akceptowalnym koszcie i ryzyku.
Każdy z tych uczestników może działać racjonalnie. Problem rozpoczyna się wtedy, gdy ich powtarzalna współpraca tworzy sieć oligarchicznego dostępu: system, w którym niektóre ścieżki rozwoju stają się łatwiejsze dla podmiotów już należących do sieci, a trudniejsze dla przedsiębiorstw pozostających poza nią.
Nie musi istnieć jeden ośrodek kierowniczy. Nie musi istnieć świadomość oligarchii. Wystarczy, że kolejne bramki zaczynają preferować podobne kryteria wiarygodności, podobne źródła informacji, podobnych ekspertów i podobnych partnerów.
Powstają węzły układów.
Czy kapitał wybiera najlepszych ?
I tutaj oligarchizacja dostępu staje się problemem czysto ekonomicznym.
W gospodarce rynkowej kapitał powinien poszukiwać przedsięwzięć, które najlepiej wykorzystają powierzone zasoby. Oczywiście inwestor nie zna przyszłości. Porównuje ryzyko, doświadczenie, zasoby, perspektywy branży i wiarygodność przedsiębiorcy.
Ale co wtedy, gdy nie potrafi rozpoznać pewnej istotnej właściwości przedsiębiorstwa — jakości gospodarowania?
Duża spółka posiada historię audytów, wyspecjalizowane działy finansowe i prawne, rozpoznawalną markę, kontakty z instytucjami finansowymi, zdolność przygotowania wymaganej dokumentacji oraz możliwość komunikowania swojej wiarygodności.
Małe albo średnie przedsiębiorstwo może podejmować lepsze decyzje, szybciej korygować błędy, odpowiedzialniej traktować klientów i pracowników oraz posiadać wartościową technologię. Jeżeli jednak nie dysponuje odpowiednią infrastrukturą potwierdzania swojej jakości, jego przewaga może pozostać niewidoczna.
Powstaje wówczas zasadniczy dylemat selekcji kapitału: czy kapitał trafia do przedsiębiorstw najlepiej gospodarujących, czy do przedsiębiorstw najlepiej przystosowanych do istniejących sieci dostępu?
Nie są to koniecznie te same przedsiębiorstwa.
Oligarchizacja rozpoczyna się przed monopolem
Tradycyjna polityka konkurencji koncentruje uwagę na tym, co dzieje się już na rynku: na koncentracji, nadużywaniu pozycji dominującej, zmowach cenowych czy przejęciach ograniczających konkurencję.
Ale znaczna część współczesnej przewagi może powstawać wcześniej. Jeżeli dostęp do kapitału wymaga określonej historii finansowej, dostęp do zamówień określonych certyfikatów, dostęp do partnerów określonego ratingu, dostęp do informacji odpowiednich relacji, a dostęp do reputacji widoczności w dominujących kanałach komunikacji, przedsiębiorstwo spotyka się z całym systemem selekcji jeszcze przed właściwym sprawdzianem rynkowym.
Każde z tych kryteriów może mieć rozsądne uzasadnienie. Ich kumulacja może jednak stworzyć bramkę oligarchicznego dostępu.
Wówczas istniejący uczestnicy rynku mają nie tylko więcej kapitału. Posiadają również większą zdolność spełniania kryteriów, współtworzenia standardów, finansowania ekspertów, wpływania na narrację publiczną i ponoszenia kosztów dostosowania do nowych regulacji. Przewaga ekonomiczna zaczyna reprodukować przewagę instytucjonalną, a przewaga instytucjonalna wzmacnia przewagę ekonomiczną.
Zagrożona wolność gospodarowania
Wolność gospodarcza może być ograniczana nie tylko przez państwowy zakaz. Może być ograniczana również przez strukturę dostępu.
Formalnie każdy może założyć przedsiębiorstwo. Formalnie każdy może poszukiwać kapitału. Formalnie każdy może wystartować w przetargu albo zaoferować produkt dużemu odbiorcy.
Ale wolność formalnego wejścia nie jest jeszcze wolnością rzeczywistego konkurowania, jeżeli najważniejsze ścieżki prowadzą przez bramki kontrolowane przez niewielką liczbę wzajemnie powiązanych środowisk.
Taki proces jest szczególnie niebezpieczny dla społecznej gospodarki rynkowej. Uderza bowiem jednocześnie w dwie jej podstawowe zasady.
Pierwszą jest wolność — możliwość podejmowania samodzielnych decyzji gospodarczych i poddawania ich sprawdzianowi konkurencji.
Drugą jest subsydiarność — przekonanie, że decyzji nie należy przejmować na wyższy poziom, jeżeli mogą być odpowiedzialnie podejmowane bliżej przedsiębiorcy, klienta, inwestora czy wspólnoty branżowej.
Tymczasem oligarchizacja dostępu działa w przeciwnym kierunku. Stopniowo przenosi władzę selekcji ku coraz większym operatorom informacji, kapitału, regulacji i reputacji.
Dlatego potrzebny jest Przedsionek Rynku
Może właśnie tak warto ukazać ustrojowe znaczenie wskazanej przez mnie czwartej warstwy instytucjonalnej gospodarowania.
Przedsionek Rynku nie powinien zastępować rynku. Nie powinien decydować, która firma otrzyma kapitał, która wygra przetarg ani która zasługuje na rozwój. Powinien natomiast tworzyć publiczną infrastrukturę porównywalności, dzięki której przedsiębiorstwa mogą wykazywać swoją wiarygodność bez konieczności należenia do zamkniętych sieci dostępu.
Dlatego tak ważna może być możliwość zapisywania nie tylko wyników finansowych, ale także jakości procesu gospodarowania: jakie alternatywy przedsiębiorstwo rozważało, według jakich kryteriów podejmowało decyzję, jakie przewidywało konsekwencje, jakie skutki rzeczywiście nastąpiły i jak reagowało na błędy.
Branżowy Wzeł Jakości nie powinien wybierać przedsiębiorstwa. Fundusz Wzrostu Jakości nie powinien finansować go automatycznie na podstawie jednej oceny. Instytucja wyceny nie powinna należeć do podmiotu, który wcześniej podjął decyzję inwestycyjną.
Rozdzielenie tych racjonalności jest ochroną wolności. Wspólna miara ma pomagać porównywać, a nie wybierać za uczestników rynku.
Infrastruktura przeciw układowi
Odpowiedzią na oligarchizację dostępu nie powinno być więcej administracyjnego sterowania gospodarką. Może i powinna być lepsza infrastruktura wolnego wyboru.
Jeżeli małe przedsiębiorstwo może wiarygodnie przedstawić jakość swojego gospodarowania, inwestor może je porównać bez osobistej znajomości jego właściciela. Jeżeli branżowe kryteria są jawne i podważalne, zmniejsza się znaczenie dostępu do uprzywilejowanego eksperta. Jeżeli funkcjonuje kilka konkurujących funduszy, pojedynczy pośrednik nie kontroluje drogi do kapitału. Jeżeli skutki decyzji są zewnętrznie oceniane, trudniej ukrywać błędy za autorytetem instytucji.
W tym znaczeniu standaryzacja porównywalności może stać się infrastrukturą wolności. Nie dlatego, że ujednolica przedsiębiorstwa. Dlatego, że pozwala rozpoznawać ich różnice bez konieczności przynależności do układu.
Pytanie dla ekonomistów
Nie wiemy jeszcze, jaka jest skala oligarchizacji dostępu w Polsce. Nie wiemy, które bramki dostępu mają największe znaczenie ani czy różnią się one pomiędzy branżami. Nie wiemy również, ile przedsiębiorstw o wysokiej jakości gospodarowania pozostaje poniżej swojego potencjału wzrostu dlatego, że ich jakości nie potrafią rozpoznać instytucje finansujące.
Dlatego nie proponuję uznania oligarchizacji dostępu zarozpoznany fakt wymagający natychmiastowej regulacji. Proponuję uznać ją za hipotezę wymagającą badań.
W kilku konkretnych branżach można przecież sprawdzić, jakie drogi prowadzą przedsiębiorstwo od dobrej działalności lokalnej do większej skali. Można zidentyfikować kolejne bramki dostępu do informacji, zamówień, partnerów i kapitału. Można porównać firmy, które przez te bramki przeszły, z przedsiębiorstwami, które pozostały przed nimi.
I można postawić pytanie najważniejsze: czy istniejący system selekcji rozpoznaje jakość gospodarowania, czy przede wszystkim zdolność dostosowania się do istniejących sieci dostępu?
Jeżeli okaże się, że oba kryteria prowadzą do tych samych przedsiębiorstw, problem będzie mniejszy, niż można przypuszczać. Jeżeli jednak okaże się, że systematycznie się rozmijają, będziemy mieli do czynienia nie tylko z problemem finansowania MŚP.
Będzie to kluczowy problem ustrojowy.
A społeczna gospodarka rynkowa pozostaje naprawdę wolna nie wtedy, gdy każdy może formalnie podejść do bramy. Pozostaje wolna wtedy, gdy brama nie należy do oligarchii.


Komentarze
Pokaż komentarze