5 obserwujących
41 notek
38k odsłon
  209   0

Kryzys tego roku – ale nie w punk rocku!

 

 

Przystanek Woodstock zyskał tak samo wielu zwolenników jak krytyków.

W pierwszym odruchu po powrocie mam ochotę powiedzieć jedno: wszyscy mają rację.

 

Nie da się opisać atmosfery, którą wytwarza miejsce gromadzące tylu ludzi. To trzeba przeżyć. Trzeba wejść w rytm, jakim pulsuje to gigantyczne obozowisko i poczuć to na własnej skórze.

Może to jest taki nasz polski Woodstock. A może jest to takie nasze Rio.

Magiczne wibracje, atmosfera zabawy, karnawał. To prawda, że dużo alkoholu.

To nieprawda, że dużo agresji. Zdarzają się kradzieże – naszym kolegom przetrzepano namioty.

Warto więc na wszelki wypadek nic nie mieć... Zrodziło się nawet takie hasło: ani mus, ani ma!

Absurdalne poczucie humoru i stroje, których bym sobie nie wyobraziła, gdybym ich nie zobaczyła.

Bardzo dużo dobrych koncertów i muszę tu oddać sprawiedliwość szczególnemu osiągnieciu tego festiwalu: fantastyczne światło! To nie było takie po prostu dobre oświetlenie sceny, to była prawdziwa reżyseria światła, która tworzyła atmosferę tych koncertów i czarodziejsko odmieniała całą przestrzeń.

 

Nie sposób jednak nie przyznać racji również krytykom tego przedsięwzięcia: brud, mityczny brud Woodstocku, osacza wszędzie. Punktów dostępu do wody są cztery – płatny przysznic, darmowe umywalki, prysznice na płatnym polu namiotowym i lodowata fontanna przy błotku. To znaczy, że za darmo można się umyś tak naprawdę tylko w jednym miejscu, a do płatnego prysznica stoi się w kolejce około godziny. Trzeba mieć dużą motywację...

 

Drugim problemem jest rozmieszczenie toitoi, których skumulowanie w jednym miejscu powoduje, że całe pole po pewnym czasie zamienia się w jedno wielkie wc, bo niestety ale dosyć często bywa, że człowiek mimo najszczerszych chęci nie jest w stanie iść pół godziny do najbliższej toalety...

 

W specjalnym pociągu chłopcy, którzy nie mieli ochoty czekać w kolejce do toalety, otwierali drzwi pociągu i sikali na zewnątrz podczas jazdy. Nie było nikogo, kto by pilnował przestrzegania elementarnych zasad zdrowego rozsądku. W drodze powrotnej zaś zatłoczenie było tak duże, że groziło uduszeniem.

 

Za mało miejsc do mycia, za mało miejsc, w których można kupić napoje bezalkoholowe, brak toalet i śmietników rozmieszczonych na całej przestrzeni, brak miejsca w pociągach i osób, które by te pociagi nadzorowały – to wszystko sprawia, że można powiedzieć o Woodstocku, że jest to miejsce barwne i ciekawe, ale nie da się powiedzieć, że bezpieczne.

 

W drodze powrotnej czytałam gazety i przytłaczało mnie upolitycznienie relacji z tego wydarzenia.

Tak jakby najważniejsze na Woodstocku były wizyty polityków, a spotkania z tak zwanymi VIPami, owszem, były, ale w tle. Na pierwszym planie zaś było tysiące mniej i bardziej zabawnie rozbawionych młodych ludzi, dla których Woodstock jest często najważniejszym w roku wydarzeniem zostawiającym kolorowy ślad na szarości życia...

 

W rozmowach, jakie stały się moim udziałem na tym festiwalu, słyszałam najczęściej, że Woodstock to fajna zabawa, dobre koncerty, które są za darmo i możliwość odczucia niepowtarzalnej atmosfery, jaka wytwarza się między ludźmi mimo beznadziejności polityków, szarzyzny życia i braku perspektyw. To jest taka najbardziej typowa recenzja tego wydarzenia, jaką daje przypadkowo poznany Woodstockowicz. I to jest smutne. W tej całej wesołości, nie smuci tak to, że nie ma się gdzie umyć, że kolega z namiotu obok wypił o 4 piwa za dużo, jak to, że ten Woodstockowy sen dla wielu jego uczestników jest jedyną szansą na wykrzesanie z siebie odrobiny radości. Mówi się o Woodstocku, że to hipisi, punczury, lewacy – to wszystko tylko etykietki, które mogą przyjść do głowy, gdy się widzi hasło „Woodstock” albo młodzieńca, któremu kilka dni utrudniono dostęp do łazienki. W rzeczywistości przyjeżdżają tam bardzo różni ludzie głodni przygód, szukający miejsca, w którym będą mogli się uzewnętrznić, być u siebie, bawić i uczyć w poczuciu, że jest to ich miejsce, że tu mogą zrobić coś ważnego.

 

Chciałabym, żeby Ci młodzi ludzie w przyszłości mogli bawić się bezpieczniej.

I żeby się czuli u siebie. Nie tylko na Woodstocku.

 

 

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale