Wstęp
Porównajmy następujący przepis Konstytucji
Art.130. Prezydent Rzeczypospolitej obejmuje urząd po złożeniu wobec Zgromadzenia Narodowego następującej przysięgi: [tutaj rota przysięgi],
z następującym przepisem Ustawy o Trybunale Konstytucyjnym:
Art. 21.Osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej ślubowanie następującej treści: [tutaj rota ślubowania].
Różnica: w odniesieniu do Prezydenta przepis wyraźnie stanowi, że objęcie urzędu jest uzależnione od wcześniejszego złożenia przysięgi, w odniesieniu do osoby wybranej na sędziego Trybunału podobny warunek nie jest już tak oczywisty.
I.
Nie dzielmy włosa na czworo, bo dobrym obyczajem jest (było) składanie przez sędziów ślubowania bez szukania dziury w całym przez Prezydentów (zgodnie z duchem prawa, czy też zasadą praworządności materialnej).
Zastanówmy się jednak nad sytuacją, gdy Zgromadzenie Narodowe nie zbierze się by Prezydent mógł złożyć wobec niego przysięgę. Nie zbierze się, bo Marszałek Sejmu go nie zwoła – i już. Wtedy – literalnie rzecz biorąc – wybrany całkiem legalnie Prezydent, mimo zatwierdzenia ważności jego wyboru przez Sąd Najwyższy, nie będzie mógł objąć urzędu.
Np. wybrany na prezydenta pan Andrzej Duda byłby gotów złożyć przysięgę, ale pani marszałek Kidawa-Błońska mogłaby się zastanawiać, ociągać, szukać okazji do nowej legislacji, która unieważni wybór pana Andrzeja Dudy – jednym słowem zwlekać tatka latka w jakimś tam swoim, wydumanym, politycznym celem.
W świetle tego, czego zaniechał Prezydent wobec wybranych sędziów Trybunału, analogiczne zaniechanie pani Kidawy-Błońskiej byłoby równorzędne. Równie niezgodne z zasadą praworządności.
Ani Zgromadzenie Narodowe wobec przysięgi Prezydenta, ani Prezydent wobec ślubowania sędziego Trybunału nie mają żadnych uprawnień wykonawczych czy decyzyjnych, a tylko są obowiązani umożliwić złożenie przysięgi czy ślubowania – w terminie zapewniającym ciągłość władzy państwowej.
Na mocy art.10.Konstytucji „ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej,władzy wykonawczej i władzy sądowniczej. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały”,
a na mocy art 126 „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej”.
Przepis art. 126 w oczywisty sposób odnosi się również do władzy sądowniczej i jej organów. Jeden z nich, Trybunał Konstytucyjny znalazł się w dniach 6 - 7 listopada w sytuacji, gdy 6 XI wygasała kadencja trzech jego sędziów. Z mocy ustaw władza ustawodawcza – Sejm – zobowiązana była do wyboru nowych sędziów, a Prezydent miał umożliwić im złożenie ślubowania. Wszystko to razem miało zapewnić nie zakłóconą ciągłość funkcjonowanie jednego z organów władzy sądowniczej.
W tej sprawie, w przypisaniu do daty 6–7 listopada 2015r,, Sejm podjął w dniu 8 października 3 stosowne uchwały, w każdej z nich stwierdzając (odrębnie dla każdego) wybór 3 nowych sędziów Trybunału, wraz ze wskazaniem dnia rozpoczęcia ich kadencji na dzień 7 listopada 2015. Zapewniało to ciągłość pracy Trybunału w jego konstytucyjnym stanie osobowym piętnastu sędziów. Niestety, Prezydent naruszył te ciągłość, nie stwarzając w terminie od 9 października do 7 listopada możliwości złożenie stosownego ślubowania nowo wybranym sędziom.
II.
Politycznym kontekstem zaniechania Prezydenta było kwestionowanie przez ówczesną opozycję praworządności wyboru sędziów. Poszło o to, że feralnego 8 października wybrano nie tylko tych sędziów, których kadencja rozpoczęła się 7 listopada, ale także dwu innych, których kadencje miały się rozpocząć odpowiednio 3 i 9 grudnia 2015. Argumentowano, że tych sędziów mógł wybrać już Sejm w VIII kadencji, w którym większość ma inna partia niż te tworzące koalicję VII kadencji – a zatem był to zamach na prerogatywę nowej większości. Na tej podstawie w nowej kadencji podjęto działanie, by w drodze ustawy unieważnić wybór wszystkich pięciu sędziów, dokonany przez Sejm 8 października.
Budzi to sprzeciw, gdyż 8 października nie wybierano „hurtowo” całego pakietu nowych sędziów, lecz każdego z osobna, że wskazaniem terminu rozpoczęcia kadencji każdego z nich i w odniesieniu do każdego z sędziów podejmowano odrębną uchwałę (akt prawny).
Konieczność wyboru w trzech przypadkach nie budzi najmniejszej wątpliwości, a kontrowersje wokół dwu kolejnych nie mogą podważać praworządności czy zasadności poprzednich. Nawet gdyby akty wyborcze sędziów „grudniowych” zawierały jakąś horrendalna wadę prawną, to nie miałoby to wpływu na akty wyborcze dotyczące sędziów „listopadowych” - są przecież akty odrębne i nie można ich wrzucać do jednego wora populistycznego bełkotu o upolitycznianiu Trybunału.
Każde głosowanie sejmowe jest w swoim początku i skutku aktem politycznym, więc oceny polityczne nie mogą podważać jego wyników - natomiast wady prawne owszem.
III.
Awantura wokół sędziów „grudniowych” siłą rażenia dotknęła „listopadowych”, a obecny sejm postanowił siłami nowej większości naprawić co złe, wycinając przy tym co praworządne i dobre. Jednak gdy poczytać uważnie nowelizację wczorajszą nowelizację ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, to wcale nie jest takie oczywiste, że wybór „grudniowych” był bezprawny, a w każdym razie procedura tego wyboru musiałaby być wszczęta jeszcze w czasie ubiegłej kadencji – gdyby już wtedy obowiązywała obecna nowelizacja.
Zmiana art. 19.2 mówi, że kandydatury na sędziów muszą być zgłaszane 30 dni przed upływem kadencji sędziego, w miejsce które wybieramy kandydata. Tak więc procedurę wyboru następców sędziów grudniowych należało zacząć odpowiednio 3 i 6 listopada – a więc przed ukonstytuowaniem się nowego układu sejmowego ! (Brak mi wiedzy w zakresie procedury sejmowej – czy przypadkiem termin złożenia „wniosku w sprawie zgłoszenia kandydata na sędziego Trybunału do Marszałka Sejmu” nie jest równoznaczny z dniem wyboru. Gdyby tak było, to jeszcze także stary stary sejm musiałby dokonać wyboru także sędziów „grudniowych”, tyle, że nie 8 października, ale 3 i 6 listopada).
Właściwie cała elita polityczna posłuje na sejm – co oznacza, że ludzie ci za podstawę swojej działalności publicznej mają funkcje ustawodawcze (tworzą prawo), a władzę wykonawczą spełniają tylko w niektórych okolicznościach swojej kariery politycznej. Zadziwia więc niski poziom ich kultury prawnej, wyrażający się w błędnych interpretacjach przepisów i zdarzeń prawnych. Przypominają trochę małe dzieci, które jeszcze nie umieją czytać, ale biorą do ręki ilustrowaną książkę dla dorosłych. Tekst to prawo, ilustracje to jego wykładnia polityczna. Dzieci opowiadają zawartość książki tak jak umieją – czyli same obrazki, nie mając pojęcia o tekście. Podobnie czynią politycy z czytaniem praworządności Rzeczpospolitej – są biegli w sferze skojarzeń politycznych, ale tak naprawdę nie wiedzą, do jakiej materii prawnej te asocjacje się odnoszą.
W konflikcie wokół wyboru sędziów Trybunału zagwozdki wzięły z tego, że ten ciąg zdarzeń zbiegł się ze zmianą kadencji sejmowych. Zwyczajowe, wyćwiczone przez rozmaite organy władzy stosowanie prawa spotkało się z „dziurami” w biegu okresów ustawowych. Przedstawiciele władzy odchodzącej postanowili coś głupawo pomajsterkować przy państwie – w zasadzie bez sensu i bez realnej potrzeby i „wrzucili” w rzeczywistość prawną dwu sędziów Trybunału, choć nie musieli i nic im to prócz cichej satysfakcji nie dało.
Następcy podchwycili to jako pretekst do własnej pośpiesznej dłubaniny, którą niektórzy odczytują jako wiercenie otworów pod ładunki mające wysadzić fundament państwa. Inni widzą to jako leczenie dżumy cholerą. Bieda, że to wszystko uderza w w kanon ustrojowy, który mówi, że Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym, więc urzeczywistnia zasady sprawiedliwości działaniami poddanymi prawu, a nie tromtadracji ideowej czy politycznej. (Art 2. Konstytucji - Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej).
IV.
Wczorajsza nowelizacja ustawy o Trybunale Konstytucyjnym jest aktem miejscami nietrafnym, a właściwie zbytecznym, a podporządkowana jest głównie nie tyle prawnym, co politycznym celom i skutkom, odnoszącym się do konkretnych siedmiu osób, w rzeczywistości epizodycznej, a w szerszej perspektywie czasowej tworzy narzędzie presji na Prezesurę Trybunału ze strony Prezydenta.
Przyjrzyjmy się kluczowym zapisom nowelizacji.
- Dodaje się art. 137a w brzmieniu:
„W przypadku sędziów Trybunału, których kadencja upływa w roku 2015, termin na złożenie wniosku, o którym mowa w art. 19 ust. 2, wynosi 7 dni od dnia wejścia w życie niniejszego przepisu.” Jest to ni mniej ni więcej hurtowe unieważnienie 5 aktów wyboru sędziów, dokonanych 8 września, w tym także tych, których kadencja rozpoczęła się 7 listopada i którzy formalnie oczekują na złożenie ślubowania. Tylko obstrukcja Prezydenta sprawia, że ich status prawny jest niejasny. Ponieważ prawo nie działa wstecz, unieważnienie ich wyboru jest absurdalne. Z dwoma pozostałymi sprawa może uchodzić za wątpliwą – w praktyce Trybunału było natomiast tak, że nietrafnie wybrana sędzina po rozmowie z Prezesem Trybunału odmówiła złożenia ślubowania i tym samym złożyła wybór. Rozwiązanie problemu w takim trybie – bo ci dwaj sędziowie jeszcze nie objęli kadencji – byłoby znacznie lepsze niż osiągniecie tego skutku łamiącym porządek prawny przepisem nowelizacji.
Dodane zostało coś takiego (nie wiadomo w które miejsce ustawy): - Art. 2. „Kadencja dotychczasowego Prezesa i Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego wygasa po upływie trzech miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy.” i znowelizowano sposób wyboru na te funkcje. Dotychczas Zgromadzenie Ogólne Trybunału przedstawiało Prezydentowi na każdą z tych funkcji po 2 kandydatów . Teraz ma wyłonić trzech – nowelizacja wyraźnie zaznacza - „spośród sędziów Trybunału, którzy w głosowaniu uzyskali kolejno największą liczbę głosów”.
Policzmy – sędziów jest 15, jeżeli w drodze feralnej nowelizacji nowa większość sejmowa wprowadzi pięciu nowych, „”swoich” sędziów, to jeden z nich zostanie za trzy miesiące Prezesem, a drugi Wiceprezesem Trybunału. Wystarczy, że cała „drużyna 5” zagłosuje na uzgodnionego przez się kandydata, to będziemiał 5 głosów, co to gwarantuje, że ta kandydatura znajdzie się między dwoma innymi na biurku Prezydenta. Pytanie za dwa złote – kogo za trzy miesiące wybierze Prezydent, skoro tak nagle wprowadzono mechanizm wyłaniania „swojaka”? To zwykłe bajki, że nowelizacja ma zapobiec upolitycznieniu Trybunału. Wyraźnie widać, że ma służyć uzyskaniu kontroli politycznej na Trybunałem przez władzę wykonawczą. Staje się to oczywiste, gdy przeanalizujemy cały przepis tego ustępu nowelizacji:
„1. Prezesa Trybunału powołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej spośród co najmniej trzech kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne na okres trzech lat. Na stanowisko Prezesa Trybunału można być powołanym dwukrotnie.”. Dotychczas Prezes po wyłonieniu go spośród innych sędziów sprawował funkcję do końca swojej kadencji. Dawało mu to zupełną niezależność. Teraz przynajmniej w czasie pierwszego, trzyletniego okresy będzie posłuszny, byle załapać się na drugie trzylecie. Horror. Wyraźnie widać, że intencją nowelizacji jest dezintegracja Trybunału, by działał w myśl najgorszych praktyk politycznej gry o stołki.
Oczywiście pozbawienie obecnego Prezesa Trybunału jego funkcji, w trakcie jej sprawowania, bezpośrednio w drodze prac ustawodawczych jest wątpliwe konstytucyjnie, ale o tym już nawet nie chce się wspominać. Gadał dziad do obrazu...
Ostatnim ważnym, chociaż już bardziej humorystycznym, zabiegiem nowelizacji są dopiski dotyczące ślubowania. Tę część sejm/senat dopisał w dniach 19/20 listopada – jako próbę uzasadnienia dla uniemożliwienia sędziom złożenia ślubowania przez Prezydenta w okresie 9 października – 7 listopada (i później). Też piękne.
Na koniec
Jestem człowiekiem pobłażliwym i tak naprawdę mam w nosie, co w swoim gronie wyprawiają politycy – świadczy to tylko o nich. Niech wędrują z klubu do klubu za nędzne obrywki, niech mamią tłum gradem pięknych lecz pustych słów – a co mnie tam. Wymagam od nich tylko elementarnej, kodeksowej uczciwości.
Niech nawet przekształcają to państwo w imię swoich idee fixe - ale to już muszą robić z najwyższym poszanowaniem prawa, a nie metodami bolszewickich skrótów. Ledwie się otrząsnęliśmy ze świata pozorów prawnych komuny, ledwie zaczęliśmy budować praworządność (iluż Polaków w ogóle nie rozumie tego pojęcia !), a już grzebiemy, majsterkujemy, wysadzamy w powietrze ten biedny, nie okrzepły jeszcze zarodek państwa prawa. Opamiętania życzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)