W styczniu tego roku, toruńscy radni zgodzili się na przemianowanie nazwy jednej z ulic, z "Szosa Bydgoska" na "Pera Jonssona".
A zarządzeniem ministra gospodarki komunalnej z 25 czerwca 1968 r. /wciąż obowiązuje/, w punkcie 8, "stoi": "Należy, również unikać nadawania nazw pochodzących od nazwisk osób żyjących".
W Toruniu stworzono, zatem precedens.
Per Jonsson podpisał w 1991 r. kontrakt z toruńskim klubem żużlowym. Dla swej drużyny zbierał, w poszczególnych meczach, zazwyczaj komplety punktów. Stał się, więc bohaterem dla kibiców.
Trzy lata później, musiał zakończyć swą karierę żużlową.
Było to w trakcie derbów toruńsko-bydgoskich, kiedy adrenalina wśród kibiców i zawodników, zawsze sięgała niebotycznych rozmiarów.
Tak się złożyło, że byłam na tym meczu i pamiętam to, jako masakrę. Zawodnik bydgoski, ewidentnie "zapolował" na Jonssona. I udało mu się. Jonsson po upadku już nie wstał. I do dziś jest sparaliżowany i jeździ na wózku inwalidzkim.
Przez wszystkie lata, fani sportowca pamiętali o nim. Była organizowana zbiórka na jego leczenie. Był nagradzany i zapraszany na zawody do swego ostatniego klubu.
Teraz Per Jonsson ma nawet "swoją" ulicę. A wszystko dzięki fanom, którzy nigdy go nie zostawili w potrzebie.
Zadziwiające i budujące.
Inne tematy w dziale Rozmaitości