Na mojej ulicy jest "piekło".
Od ponad trzech tygodni ok. 20 facetów usiłuje wymienić nawierzchnię jezdni i chodników.
Od rana jest huk maszyn utwardzajacych glebę. Krzyki, gwizdy i inne odłosy ludzkie.
O ile nawierzchnia jezdni jest już częściowo skończona, to chodniki są jeszcze daleko w polu. Nie licząc powyrywanych betonów własnych, przy zjazdach do garaży i przekopanej gleby, gdzie dotąd była trawa, panowie wiele jeszcze nie zrobili.
Niedawno, aby dotrzeć do wyremontowanej już ulicy, tej prostopadłej do mojej, najłatwiej było przedrzeć się idąc po krawężniku jezdni. Po bokach były piaszczyste "wąwozy".
Ćwiczyłam, tak równowagę, a największym utrudnieniem była pracująca ekipa, bo gdy wychodziłam z domu, nagle wszyscy przestawali pracować i odprowadzali mnie wzrokim. Gdybym się wywaliła, mieliby radochę. Nie dałam im tej satysfakcji.
Ostatnio jest mi łatwiej, ponieważ jezdnia fragmentami jest już gotowa, więc niech się gapią. Co mi tam.
Chwilami czułam się, jak Claudia Schiffer w teledysku "Uptown Girl". Tyle, że ona wchodziła do knajpy pełnej facetów.
Inne tematy w dziale Rozmaitości