Spotkałam koleżankę. Długo się nie widziałyśmy.
Znamy się od liceum, ale zawsze była to znajomość luźna, co nie przeszkadzało w pogadaniu, jak już na siebie wpadałyśmy.
Teraz też tak się stało. Udałyśmy się do mojej ulubionej knajpy, w starych murach, aby poklaftować.
Tak naprawdę, to ona głównie gadała, a ja słuchałam, bo czułam, że pewne rzeczy musi z siebie wyrzucić.
O jej perypetiach już wcześniej trochę słyszałam: o pierwszym mężu, którego poznała jeszcze, jako nastolatka i z którym ma syna i to jedyna dobre co ją z nim spotkało. Po rozstaniu z pierwszym mężem, wyszła drugi raz za mąż, za faceta, który byl miły i czuły, tylko jakoś nawet po ślubie do seksu nie parł, a wkrótce wydało się, iż był gejem, a koleżankę zwyczajnie polubił, więc zaproponował jej małżeństwo.
Tu kończyła się moja wiedza na temat jej małżeństw.
Okazało się, że był trzeci ślub. Z mężczyzną dużo starszym od niej, z którym wszystko jej się cudownie układało, do momentu, gdy po dwóch latach małżeństwa nagle zmarł. Długo przeżywała jego odejście, ale jakoś się pozbierała.
A obecnie wybiera się do Holandii, aby wyjść po raz czwarty za mąż, za sąsiada jej przyjaciół.
Niektórzy, to mają zdrowie. Innym jedno nieudane małżeństwo wystarczy, a inni próbują wielokrotnie.
W tzw. międzyczasie do knajpy weszła duża grupa Hiszpanów. Postanowiłyśmy się ewakuować. Nie byłyśmy akurat otwarte na ich "świdrujące" uwodzenie. Pod ich wzrokiem czułyśmy się, jak bez ubrań.
Po wyjściu z knajpy pożegnałyśmy się. Na odchodne życzyłam jej, aby tym razem się udało i żeby już nie musiała wykonywać więcej prób.
Inne tematy w dziale Rozmaitości