Zdolność przekonywania, to cenna rzecz. Chyba czasami ją mam. Zdarza się jednak, że i moje nawet "karkołomne" żarty są brane poważnie.
W czasie jednej z domowych imprezek, podjęłam rozmowę z kolegą, o którym wiedziałam, że czasami zbyt mocno wsłuchuje się w swój organizm i popada w podejrzenia, iż gryzie go jakieś okrutne choróbsko. W trakcie rozmowy doszliśmy do etapu umierania i ja rzuciłam /dla tzw.jaj/: A wiesz, że podobno najwięcej zgonów w szpitalach zdarza się ok. 3-ciej w nocy. On: Tak? Nasza rozmowa została brutalnie przerwana przez innych biesiadników, którzy chcieli tańczyć. Po pewnym czasie wszyscy sobie poszli.
Natomiast, po ok. miesiącu zadzwoniła do mnie żona "hipochondryka" i wykrzyczała: Wiesz coś ty narobiła? Ja: Co? Kiedy? Ona: Powiedziałaś temu mojemu wariatowi, że o trzeciej w nocy jest najwięcej zgonów i on od miesiąca budzi się o tej godzinie i sprawdza czy żyje.
Innym razem, spotkałam znajomą w ślicznym sweterku z wełny szetlandzkiej i rzekłam: Jaki ładny. I dla żartu dodałam: Pewnie z kuców. Ona: Tak. Po jakimś czasie, to do mnie wróciło. Od znajomego usłyszałam, że właścicielka sweterka "chwali" się, iż to kuce dostarczyły wełnę na jej "cudeńko". No ludzie...
Ale prawdziwe szaleństwo wydarzyło się z moją Mamą. Ona nie była ani naiwna, ani łatwowierna, a jednak. Siedziałyśmy kiedyś zimą w moim domu, na antresoli i oglądałyśmy w tv jakiś film. Wtem niżej, zaskrzypiała podłoga salonowa. Mama spojrzała na mnie, po czym powiedziała: Słuchaj, tam na dole chyba ktoś chodzi. Na to ja: Nie przejmuj się, to pewnie skrzypi ten Indianin, który powiesił się przed wybudowaniem domu. I dalej gapiłam się w telewizor. Po dłuższej chwili moja trochę zaniepokojona Mama zapytała: Ale jakim cudem znalazł się tu Indianin? Popłakałam się ze śmiechu i krzyknęłam: Mamo, ja żartowałam. Podłoga skrzypi, bo rozgrzały się pod nią grzejniki.
Jak widać, nawet pozornie niewinne żarty mogą narobić sporo zamieszania.
Inne tematy w dziale Rozmaitości