Zapowiedzi pogodowe na mijający weekend były straszne: deszcz, grad, krupa śnieżna.
Trzeba się było przed powyższym jakoś bronić, więc przyjęłam zaproszenie na sobotnie oblewanie nowej siedziby mojego klubu fitness. A tam krąg znajomych był dosyć przewidywalny, choć była i pewna niespodzianka, bo prezentował się też pan z produktami tzw. zdrowej żywności i w pudełkach - na każdy dzień - z zestawem surówek, owoców, zup itd. Normalnie "krupa", choć bez śniegu, a podobno jedzą to rodzime gwiazdy. To jednak nie jest dla mnie. I, gdyby nie pewna dawka alkoholu, trudno byłoby pozbyć się tamtych smaków.
A dziś rano chciałam wczorajsze odreagować na świeżym powietrzu, w bliskim mi towarzystwie i w okolicznościach zawodów biegowych. Było chłodno i wietrznie, ale dało się wytrzymać, bo np. krupy... nie było.
Są dni, gdy nie wieje ciepły wiatr, ale podobno już wkrótce powieje, więc czekam... bez katowania się zdrową żywnością.



Komentarze
Pokaż komentarze (36)