W polskiej debacie publicznej jak w filozofii Nietzschego – wieczny powrót. Ledwo przewiało swąd po marihuanowym kadzidełku, które Palikot zapalił na korytarzu Sejmu, a już za sprawą Marii Czubaszek na tapetę wchodzi aborcja. Podobnie i w tym przypadku zewsząd będziemy słyszeć, że stosunek do niej jest papierkiem lakmusowym nowoczesności i tolerancji polskiego społeczeństwa.
Rozumiem, że nie dla każdej kobiety macierzyństwo musi być powodem do szczęścia, ale publiczne obnoszenie się i radość z aborcji to zupełnie nowa jakość. Słowa Marii Czunaczek w „Uwadze” TVNu były więcej niż mocne. Mówiąc o dwóch usuniętych ciążach chwaliła się: „Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła.” Ze swojej strony dodam również ze swadą – gdyby nie dziecko, może i lepiej byłoby zastanowić się nad tym pociągiem? Albo inaczej, dziecko w ósmym miesiącu ciąży jest już zdolne do samodzielnego życia. Czy gdyby Pani Maria miała jakiś wypadek i straciła przytomność, a w szpitalu w obawie o życie dziecka dokonano by np. cesarskiego cięcia, co wtedy? Może odważna i dowcipna Pani redaktor podeszłaby do inkubatora i zabiła noworodka? Przesadzam? A czym różni się taki maluch od tego, który jest jeszcze w brzuchu matki? Tym czym człowiek w worku, od człowieka bez worka. Temu pierwszemu można bezkarnie strzelić w głowę? Z głupotą jednak trudna sprawa i może lepiej pogodzić się z faktem, że każdy ekstremizm znajdzie swojego proroka.
Trudniej natomiast przejść do porządku dziennego nad faktem, że przez niektóre media przetaczają się właśnie fale proaborcyjnego entuzjazmu. Nie kto innych jak „filozof i etyk” Magdalena Środa raczy nas swoimi głębokimi myślami na łamach aktualnej „Wyborczej”. Oddajmy jej na chwilę głos w sprawie: „Ciąża wycieńcza, zniekształca, czyni własne ciało obcym, budzi lęki, czy wszystko jest w porządku, bo dziś ciąża jest dodatkowo traktowana jako stan chorobowy, nad którym pieczę ma lekarz, a nie kobieta. Medykalizacja ciąży stawia przed kobietą wiele wymagań i konieczność ciągłej kontroli. Nie zawsze ciąża jest "stanem błogosławionym", często - nieznośnym, przykrym i szkodliwym, choć mało kto śmie o tym mówić.”
W jednym przynajmniej się zgadzamy, mało kto śmie o tym mówić, bo na szczęście mało kto ma tak wypaczone doświadczenie macierzyństwa i równie mało wstydu, aby traktować je jako cnotę wartą publicznego głoszenia. Pani „etyk” pisze również: „Młode pokolenia zgodnie z wpajaną im propagandą deklarują, że największym złem na świecie jest aborcja, że to "zabicie poczętego, nienarodzonego" etc. „
Jako przedstawiciel młodego pokolenia, który zamiast myśleć kieruje się wpojoną propagandą, językiem nienawiści chciałbym odpowiedzieć: miejcie Panie trochę kultury.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)