Sobotnio niedzielna Rzeczpospolita ogłasza na pierwszej stronie.
"Genetyczna kukurydza robi furorę w Polsce" ...
A dale padają liczby:
W zeszłym roku 320 ha upraw transgenicznych, w obecnym szacuje się to już na 3 tys ha - więcej niż w Niemczech ( 2,7 tys ha).
Wprawdzie w Polsce obowiązuje zakaz handlu genetycznie modyfikowanym materiałem siewnym, ale nie ma zakazu reklamy takowego z jednoczesnym przypiskiem iż jest on legalnie do zdobycia na terenie Niemiec, Czech i Słowacji. Tyle fakty, teraz konstatacje.
Sytuacja przypomina mi pewien stary numer kabaretowy kiedy to "spiker" ogłaszał wiadomości a "tłumacz języka migowego" pokazywał to gestykulacją.
wiadomość:
- ustawa weszła w zycie
tłumaczenie:
- palce "tłumacza" wykonują szereg drobnych kroczków
wiadomość:
- Życie toczy się dalej
tłumaczenie:
- wielki gest Kozakiewicza!
Mamy tu ciekawy asumpt do polskiej "myśli prawnej" oraz przyczynek do opowieści jak to obchodzi się nieżyciowe regulacje.
Rolnicy obsiewają pola modyfikowaną kukurydzą, która następnie jest przeznaczana na karmę dla zwierząt hodowlanych, czyli..dla nas (w kolejnym ogniwie łańcucha troficznego). Zatem TO już się stało - co gorsza trudno monitorować te uprawy gdyż rolnicy nie przyznają się do stosowanego ziarna w obawie przed...atakami ekologów. Skoro więc nie możemy zatrzymać procesu, to chociaż stwórzmy atmosferę która ułatwi kontrolowanie całej sytuacji, już od poziomu uprawy, poprzez skarmianie, produkcję żywności jej sprzedaż aż po konsumenta. Tak by w porę dostrzec pojawiające się zagrożenie, lub móc ze spokojnym sumieniem orzec o nieszkodliwości tych praktyk. Bo to co teraz mamy to nic innego jak podziemie genetyczne (w sensie dosłownym i w przenośni).


Komentarze
Pokaż komentarze (1)