Jak się zostaje sędzią w krajach anglosaskich? - łatwo, trzeba tylko przez lata pracować jako prawni, a [potem jak się ma jeszcze chęci to zostaje się sędzią. Taki sędzia to on zasadniczo jest już "dorobiony" i w przenośni i dosłownie.
Ma pokaźny majątek, ma wpływy, ma wysoki status społeczny...zostaje sędzia bo tak mu nakazuje sumienie. Jest faktycznie (a nie tylko deklaratywnie) niezależny i niezawisły - nie boi się o to jak jego orzeczenia ocenią przełożeni, gdyż on już karierę zrobił, nie przejmuje się gdy ten czy ów minister zechce nań wywierać wpływy, co najwyżej poinformuje o tym organy ścigania i prasę, co będzie równoznaczne z końcem kariery danego polityka czy urzędnika.
Jakże banalne jest bycie sędzią w krajach anglosaskich...
A u nas?
A u nas jest diametralnie inaczej! U nas kariery zaczyna się od bycia sędzią, skutkiem czego bywa że czyimś losie orzekają ludzie o których trudno wyrazić się inaczej niż "gówniarze bez żadnego doświadczenia życiowego". Taki sędzia patrzy tylko by być zauważonym przez przełożonych, awansować, a potem szybko zmienić fach na adwokata czy radcę i wreszcie zacząć zarabiać "prawdziwe" pieniądze. Czy od kogoś takiego można wymagać rzetelności? - owszem można wymagać...i...można wymagać...i tak sobie "możemy...".
Zaiste śmieszy mnie widok gołowąsa, ambitnego, pewnego siebie i .. głupiego - kto w wieku dwudziestu kilku lat ma dość rozumu by roztrząsać sprawy ludzi którzy żyją na świecie trzy razy dłużej od niego?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)