Ekipa Obamy postanowiła ujawnić tajne instrukcje administracji Busha, zezwalające na stosowanie niekonwencjonalnych i naginających prawo, metod w walce z terroryzmem a także rzekomo (jak chce wielu, pozwalające na stosowanie tortur).
Sam fakt ujawnienia takich materiałów, aczkolwiek zgodny z wizją demokracji jako „wszystkiego na sprzedaż”. Zapewne w świetle prawa administracja poprzedniej kadencji wygląda nieciekawie, nie miał bym nic przeciwko procesowi, ba nawet komisji kongresowej lub senackiej. Ale ujawnianie kojarzy mi się nie standardami demokracji, ale salutem w kierunku medialnej ochlokracji (czyli tego co tak świetnie znamy z własnego podwórka).
Co innego jednak budzi moje zastanowienie...tortury!
Powiedzmy sobie szczerze – sposób traktowanie osób podejrzanych o terroryzm, był ogólnie rzecz ujmując, co najmniej torturo podobny. Czy zatem Bush i jego ekipa to zbrodniarze? No tu bym polemizował. Owszem tortury same w sobie są czymś okropnym. Czy jednak czasami nie są czymś … niezbędnym?
I nie chodzi mi tu o (jak sugeruje wielu lewaków i durniów) o „wymuszenie przyznania się” - od czasów inkwizycji (która zakazała takich praktyk) wiadomo że wymuszone przyznanie się nie stanowi żadnego dowodu – tak działali tylko komuniści, dla których „przyznanie się” było zazwyczaj jedynym „dowodem” w procesach pokazowych. Nawet inni czerwoni szubrawcy, czyli naziści nie stosowali tortur by zmusić ofiarę do złożenia obciążających ją (lub kogoś innego) zeznań, każdorazowo chodziło o uzyskanie konkretnych informacji. Trudno bym wychwalał kompetencje nazistowskich oprawców, ale to co czynili miało jakiś sens.
Czy ma sens torturowanie terrorystów – aby wymusić przyznanie się że są terrorystami, rzecz jasna nie ma, ale...
W czasie wojny w Algierii Francuzi nie wahali się torturować pojmanych. Czy oczekiwali przyznania się?
Powiedzmy sobie szczerze – gdybym był funkcjonariuszem służb specjalnych (lub tylko w jakiś sposób byłbym w sprawę wmieszany) i miał bym w rękach człowieka który podłożył bombę (lub zrobił ewentualnie zamierzał zrobić) coś podobnego i gdyby od tego zależało czyjeś życie – a przecież zależy – to...
Nie nie miał bym skrupułów!
Niby dlaczego ból jakiegoś drania, który ubzdurał sobie że Allach lub Marx będą go bardziej kochali, gdy on wysadzi w powietrze niewinnych ludzi, ma być dobrem bardziej chronionym od życia tych ludzi których on zamierzał zabić?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)