Tekst ten jest polemiką z osobami (Oda) które nie chcą dostrzec dysproporcji stosowanej przez niemieckie państwa wobec osób które są rodowitymi Niemcami i tymi którzy nimi nie są.
Na temat rojonych w dalszym ciągu przez Niemców mrzonek jakoby byli „nadludźmi predestynowanymi do odegrania szczególnej roli w europie i na świecie” napisze innym razem. Dziś tylko o Jugendamtach, sądach i sposobach ich postępowania.
Sąd niemiecki wydał nakaz europejski nakaz aresztowania polskiej obywatelki Beaty Mosebach za to że...wyjechała z Niemiec z dzieckiem. Nie odebrano jej praw rodzicielskich, w świetle prawodawstwa jakiegokolwiek innego europejskiego kraju NIE jest przestępcą – ale dla Niemców owszem! Wywiozła niemieckie dziecko za granicę, to przestępstwo przeciwko rasie, nie pozwoliła na jego germanizację, to także przestępstwo przeciwko rasie itp. itd.
O tym że sąd postanowił przyznać opiekę nad dzieckiem jej niemieckiemu mężowi zadecydowały opinie...psychologa wynajętego przez tegoż ojca i … jugendamtu!
Pokaźny materiał , prawda?
W każdym innym cywilizowanym kraju, sąd przed wydaniem wyroku zażądał by opinii niezależnego psychologa, przesłuchał świadków, być może sam starał by się z dzieckiem porozmawiać..., ale nie w Niemczech – oni mają jugendamty. Jak wiadomo niemiecki urzędnik nie myli się nigdy! Jeśli niemiecki urzędnik nie rozumie po polski (lub w innym języku) tu usłużne niemieckie sądy skwapliwie zakazują rodzicowi rozmowy ze SWOIM dzieckiem w języku innym niż niemiecki! Wygodnictwo czy germanizacja? Głupota i nikczemność czy celowa polityka?
Na szczęście pani Mosebach jest już w Polsce, ukrywała się by uniknąć deportacji na podstawie przepisów o europejskim nakazie aresztowania. Dziś już po pierwszej rozprawie z niepokojem ale i nadzieją spogląda na życie, jest w Polsce, tu sądy w orzecznictwie kierują się dobrem dziecka a nie ambicjami ...państwa!


Komentarze
Pokaż komentarze