Kolejną rocznicę Stanu Wojennego mamy już za sobą, znów była niedziela i znów 13...
Cicho jakoś przeszła, lewica jak zwykle łgała w żywe oczy o rzekomej interwencji. Prawica prawiła o narodowej martyrologii, centrum nawoływało do skupienia i przemyśleń - przy czym ogół obywateli RP zdecydowanie sprawę olał.
Czemu tak się dzieje? Zapewne temu iż rocznic cierpiętniczych mamy już dość, a ludzie wychowywani od dwudziestu lat na idiotyzmach medialnych i idiotach medialnie kreowanych na gwiazdy, sami zidiocieli i wolą spokojne życie baranów przed telewizorem niż wymagające odpowiedzialności życie świadomego obywatela.
Swoją drogą jest to ciekawy asumpt do rozważań nad teorią społeczeństwa szlacheckiego (obywatelskiego) - skoro zdecydowana większość obywateli nie interesuje się polityką, a jeśli zainteresowanie wyraża to jedynie typu sportowego ("ale mu dowalili"..., tudzież "kto kogo wykosi"), to nie należy ich na siłę uszczęśliwiać tylko w miarę możliwości starać trzymać ich z daleka od urn.
Ale wróćmy do Jaruzela...
Nie zamierzam tu pisać o tym co zrobił, czego nie zrobił i w ogóle...
Chcę pisać tylko i wyłącznie o nim samym.
Cokolwiek byśmy na temat Stanu Wojennego i Jaruzela nie powiedzieli wszyscy wychodzą z założenia iż jest on...Polakiem! Otóż guzik prawda!
Jest takim samym Polakiem jak Kostek Rokossowski!
Powiedzmy więc sobie szczerze - czy możemy mieć do niego pretensje, że sprawnie i lojalnie pracował dla zwierzchników? Pewnie jak znam Zycie wolał by mieszkać wśród swoich - nadal przecież pamięta "ciepło ziemi syberyjskiej"..i niech mu ziemia tamta lekka będzie...
Pewnie by i wolał, ale...naczialstwo nie zezwoli ...


Komentarze
Pokaż komentarze