Profesor Sadurski to figlarz nie lada. Jego przeciwnikom wydaje się, że on demokracji parlamentarnej broni, a tymczasem jest wręcz przeciwnie: swoim rozumowaniem miażdży ten ustrój aż furczy. Przewrotnie, błyskotliwie, z humorem... mistrz, po prostu mistrz. A że nie robi tego wprost to i niektórzy naiwni oponenci dają się nabrać.
Oto co napisał profesor:
"A ja jestem zwolennikiem Demokracji, z trzech powodów(...)"
Oto te powody:
"1 Reguła większości jest jedyną metodą zapewnienia każdemu równej siły głosu. (...)
2 Reguła większości jest najbardziej praktyczna z punktu widzenia późniejszej realizacji podjętej decyzji, bo jeśli większość za nią głosowała, to problemy z posłuchem dla tej decyzji będą mniejsze, niż gdyby sprzyjała jej tylko mniejszość;
3. Reguła większości oznacza, że późniejsza zmiana decyzji, niekorzystnej dla aktualnej większości, będzie łatwiejsza, bo dzisiejsza mniejszość będzie musiała zmobilizować mniej ludzi dla zmontowania koalcji większościowej, niż gdyby obowiązywała zasada większości kwalifikowanej lub jednomyślności."
Powody 1 i 2 są ciężkimi zarzutami wobec demokracji przedstawicielskiej. Z samego założenia demokracja przedstawicielska nie może się przed nimi obronić.
(Jeszcze tylko jedna uwaga techniczna - dla słabszych: niestety i w salonie24 tacy sie zdarzają - RW n i e jest tematem tej notki. Tematem jest: czy wyznawca RW może popierać demokrację przedstawicielską.)
Część I: Równa siła głosu
RW ordynację większościową dyskwalifikuje z marszu. System, który dopuszcza by stronnictwo A, które zdobyło mniej głosów niż stronnictwo B, miało bezwzględną większość parlamentarną, jest z założenia sprzeczny z RW
Przyjrzyjmy się zatem ordynacji proporcjonalnej. Ordynacja proporcjonalna gwałci równą siłę głosu na cztery - główne - sposoby.
1. Próg wyborczy.
Sprawa banalnie prosta: próg wyborczy powstał właśnie po to, żeby zredukować siłę głosu wybierających niewłaściwie do zera - zatem z samego założenia zakłóca siłę głosu różnych ludzi.
2. Okręgi wyborcze: różna ilość uprawnionych do głosowania na miejsce w parlamencie w poszczególnych okręgach wyborczych.
Im większa ilość uprawnionych do głosowania na jedno miejsce tym mniejsza siła głosu. Jeśli dajmy na to w okręgu A wypada 60 000 uprawnionych na mandat, a w okręgu B 63 000 to siła głosu wyborcy w okręgu A jest 5% większa niż w B.
Ktoś powie: no dobrze, a gdyby utworzyć okręgi o identycznej liczbie głosów na mandat? Czy wtedy zasada równej siły głosu byłaby zachowana? Nie, jest to niemożliwe z powodu innej immanentnej cech ordynacji. A jest nią:
3. Okręgi wyborcze: różna frekwencja w różnych okręgach.
Im mniejsza frekwencja w d a n y m o k r ę g u tym większa siła głosującego.
Dajmy na to, że mój brat mieszka po drugiej stronie Wisły: ot, 300m różnicy. Należymy jednak do różnych okręgów wyborczych. W moim frekwencja wyniosła 50%. W jego 33%. Zatem mój głos reprezentował siłę 1 a jego 1.5. Dlaczego? Bo mieszka 300 metrów dalej.
I nic tu nie pomoże opowiadanie, że "Reguła większości (RW) oznacza większość tych, którzy uznali za wskazane pójść głosować. Bo ci, którzy nie głosują, wysyłają przekaz: nie jesteśmy zainteresowani realizacja naszego prawa wyborczego, a zatem przystajemy na każde rozwiązanie, przyjęte przez większość głosujących."(WS)
Gdyby to były wybory regionalne - ok, od biedy można uznać taki argument. W ramach jednego okręgu - wszystko gra. Ale to są wybory ogólnopolskie. Decydujemy we wspólnej sprawie - jaki program będzie realizowany w nowym sejmie. A w wyniku podziału na okręgi siła głosu jednego Polaka jest o 50% większa niż drugiego. I nie jest to żadne wypaczenie systemu. To norma.
4. Sposób przeliczania głosów:
Niezależnie od sposobu przeliczania głosów siła głosu zostaje z n a c z n i e zniekształcona. Z ostatnich wyborów:
PIS:
%głosujących: 26,99%
%mandatów: 33,7%
PSL:
%głosujących: 6,96%
%mandatów: 5,4%
Stosunek siły głosu zwolennika PiS do siły głosu zwolennika PSL: 1.60:1.00
Zatem ktoś kto pisze:
"jestem zwolennikiem Demokracji, bo (...)Reguła Większości jest jedyną metodą zapewnienia każdemu równej siły głosu. (...)"
musi mieć na myśli demokrację inną niż demokracja przedstawicielska. Przedstawicielska bowiem ze swej natury daje różną siłę głosu.
A jaki to rodzaj demokracji może mieć na myśli? Cóż, jedyną formą demokracji zapewniającą równą siłę głosu jest demokracja referendalna. (Z punktu widzenia pierwszego zarzutu stawianego demokracji parlamentarnej przez profesora Sadurskiego wchodziłaby jeszcze w grę ordynacja proporcjonalna z jednym gargantuicznym okręgiem wyborczym: lista krajowa. Niestety drugi zarzut rozbija i tę nadzieję.)
Część II: Odpowiedzialność za decyzje.
"Reguła większości jest najbardziej praktyczna z punktu widzenia późniejszej realizacji podjętej decyzji, bo jeśli większość za nią głosowała, to problemy z posłuchem dla tej decyzji będą mniejsze, niż gdyby sprzyjała jej tylko mniejszość;" (WS)
Demokracja parlamentarna oznacza, że głosujący z założenia głosują na decyzje którym są przeciwni, zatem nie można zastosować RW. Co więcej w demokracji parlamentarnej zgodnie z jej założeniami co jakiś czas podejmowane są decyzje, których ogromna większość nie chce.
Może czytelnik myśli: autor stawia zarzut politykom, ze sprzeniewierzają się obietnicom. Nic z tych rzeczy - rozmawiam o modelu i zakładam, że model działa idealnie. Zatem może wyborcy się nie rozumieją/nie znają programów? Odpowiadam ponownie: rozmawiam o modelu i zakładam, że model działa idealnie.
Zanim wyjaśnię o co chodzi przytoczę jeszcze wariację zarzutu nr 2:
"[głosowanie o równej sile głosu i zgodnie z RW oznacza, że - przyp Amin] konsekwencje wspólnych decyzji spadna na niego tak jak i na mnie (...). A zatem jesteśmy w równej mierze "stakeholders" w decyzji wspólnej, wiec powinniśmy mieć prawo równego na nią wpływu."
Wszystko się zgadza w demokracji referendalnej: mamy problem, głosujemy i już. Powiedzmy: kara śmierci powinna być wykonywana czy nie? Każdy ma jakieś zdanie i głosuje zgodnie z sumieniem. W drugim referendum załatwiana jest kwestia przyjęcia traktatu reformującego, w trzecim kolejna sprawa itd.
Ale w demokracji parlamentarnej to tak nie wygląda. W demokracji parlamentarnej wyborca głosuje się na koniunkcję decyzji.
Głosowanie na koniunkcję powoduje, że wyborca musi głosować za decyzjami, których nie chce. (Głosując na PO w ostatnich wyborach 2 849 259 elektorów odpowiedziało "tak" na pytanie: "czy jesteś za: zniesieniem immunitetu chroniącego parlamentarzystów i jednocześnie za podatkiem 3x15 i jednocześnie za rozwiązaniem WSI i jednocześnie za lustracją poszerzającą dostęp do archiwów i jednocześnie za przyjęciem traktatu reformującego i jednocześnie za współpłaceniem w służbie zdrowia i jednocześnie za zmniejszeniem ilości posłów i jednocześnie za likwidacją lub przekształceniem Senatu w Izbę Samorządową i jednocześnie itd, itp).
I nie wiadomo która część programu stronnictwa - nawet po zdobyciu samodzielnej większości - zostanie wprowadzona w życie: bo że nie zostanie wprowadzona całość to pewne. Zostaje tylko loteria: czy podejmą decyzje których chcę, czy te którym się sprzeciwiam (mimo, że są w programie na który zagłosowałem)? Jeżeli większość wyborców jakiegoś stronnictwa popiera je w 70%postulatów, a ono wprowadzi w życie akurat te 30% których wyborcy nie popierają to co się dzieje z RW?
RW siedzi i płacze bo nawet w teorii demokracji parlamentarnej jest bezustannie gwałcona. Praktyka zaś... o , praktyka to hohohohoho...
Kontynuując przykład z PO. Powiedzmy, że PO ostatnie wybory wygrała i utworzyła samodzielne rządy większościowe - ot zagłosowało na nią 1 500 000 wyborców więcej. Czy można powiedzieć, że kwestia reformy podatków - 3x15 - została poddana RW? Oczywiście można - ale co to będzie miało wspólnego z rzeczywistością? Za tym rozwiązaniem może opowiadać się raptem 100 osób w Polsce a i tak zostanie wprowadzone zgodnie z mandatem i procedurą.
I znowu widać, że powód nr 2. jest tak naprawdę pochwałą demokracji referendalnej a zarzutem wobec demokracji przedstawicielskiej.
Jak się zdaje, sama idea demokracji parlamentarnej wyklucza działanie RW. Albo jest się zwolennikiem ustroju o równej sile głosu, albo demokracji parlamentarnej. Albo uważa się, że ludzie powinni głosować za tym czego chcą, albo jest się zwolennikiem demokracji przedstawicielskiej czyli zmuszania ludzi do głosowania za tym czego nie chcą.
Bardzo to sprytnie profesor Sadurski wykombinował, nie?
Amin


Komentarze
Pokaż komentarze (22)