Podobno próg wyborczy jest wprowadzony by zapobiegać rozdrobnieniu. Podobno jego zwolennicy rozumieją koszta z tym związane: pozbawienie znaczenia głosu kilku - kilkunastu procent wyborców, którzy pofatygowali się do urn. I bardzo nad tym ubolewają. Z powodu istnienia progu wyborczego wielu wyborców wcale nie głosuje na stronnictwo, które popiera - tylko na takie, które ma szanse na zwycięstwo. Kto wie, być może przez to/dzięki temu (niepotrzebne skreślić) SDPL i Demokraci.pl nie dostali sie do parlamentu? Może ich głosy zostały przeniosione na SLD? Ta sytuacja może prowadzić do konfliktu sumienia. Wiem dobrze, bo i mnie zdarzało się wesprzeć stronnictwo niespecjalnie lubiane, ale za to mające sznsę szansę w przeciwieństwie do stronnictwa, które wówczas reprezentowało moje poglądy.
Podobno to stało się przyczyną zmiany ordynacji do wyborów samorządowych i wprowadzenia blokowania list: niech się choć głosy nie marnują... Krytycy tego pomysłu słusznie zauważyli, ze blokowanie list to handel głosami i zmuszanie do głosowania na ludzi, których się wcale nie popiera...
Podobno takie rozwiązanie nie może być wprowadzone w wyborach parlamentarnych bowiem zakłóca konstytucyjną zasadę proporcjonalności wyborów.
A gdyby udało się usunąć wszystkie te niedogodności?
A gdyby to nie bonzowie partyjni decydowali o blokowaniu list tylko sami wyborcy? Indywidualnie?
Wystarczyłoby dodać jedną kartę do głosowania. Powiedzmy zieloną, albo czerwoną, albo w ciapki. I ta ciapkowata karta to by była karta drugiego wyboru.
Wpisanie na niej numeru listy i numeru kandydata oznaczałoby:
"W razie gdyby moje stronnictwo nie weszło do parlamentu mój głos proszę przekazać tej i tej partii"
Wtedy każdy mógłby głosować zgodnie z sumieniem
Na pewno ktoś na to wpadł już wcześniej.
Ja politologiem nie jestem - choć słuchałem sobie wolno przez jeden rok. Na pewno są jakieś racjonalne powody dla których to rozwiązanie jest złe.
Czy ktoś może mi podpowiedzieć jakie to powody?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)