Chevalier Des Arts... Erudycja, inteligencja, sprawne pióro... I bezkompromisowa odwaga... Ściga ciemnotę bezwzględnie i traktuje jak na to zasługuje: knutem.
Oto nowoczesny rycerz Oświecenia. Szlachectwo zobowiązuje.
Szczególnie ujmuje brak względu na osobę, tytuły czy tzw autorytet. Kiedy spotyka ciemnotę zaraz ją piętnuje.
Przykład? Proszę bardzo.
Ledwo profesor Sadurski skrobnął poniższe słowa:
"Otóż mnie ani jeden, ani drugi (ani chyba nikt inny) nigdy nie ukąsił. Heglowi nie dałem w ogóle takiej szansy: moja znajomość Hegla skończyła się na opisie u Tatarkiewicza, kilka razy zabierałem się za lekturę jakichś przystępniejszych heglowskich kawałków, ale bardzo szybko poddałem się: po prostu nic nie rozumiałem, a poznawszy granice mojego rozumu uznałem, że szkoda czasu na rzeczy, na które jestem za głupi, skoro jest i tak tyle do przeczytania rzeczy, które z kolei jakoś jestem w stanie pojąć."
zaraz mu odpowiedział:
"Dumnie jest być heglistą. Kto Hegla nie przetrawił i nie przezwyciężył ( "przezwyciężył" w heglowskim sensie ), ten tkwi w mentalnych pozostałościach godnych zainteresowania jedynie archeologa."
Wśród wielu różnych zalet Chevaliera Des Arts trzeba szczególnie podkreślić przewrotną złośliwość. To ona kazała Chevalierovi umieścić powyższy komentarz na blogu Adama Wielomskiego. Ale, cóż Profesor Sadurski na blogu Adama Wielomskiego jest częstym bywalcem - na pewno tego komentarza nie przeoczył.
Kto wie, może nawet zechce odpowiedzieć?
Amin


Komentarze
Pokaż komentarze (17)