Nie interesuje mnie co mówi ustawa.
Chcę debaty równego z równym, chcę debaty ministra z ministrem (nie szkodzi, ze byłym).
Bo debata to nie podwórkowa solówa, ani bokserski ring i - wbrew temu, co się Tuskowi wydaje - nie chodzi w niej o to, kto kogo załatwi, najlepiej ciosem poniżej pasa przy aprobacie stronniczego sędziego...
Chodzi o Polskę, o nasze Państwo, a jeżeli tak, to trzeba słuchać najmądrzejszych, trzeba usuwać bariery, a nie je mnożyć.
Chcę debaty min. Rostowskiego z prof. Gilowską. Dla dobra Polski.


Komentarze
Pokaż komentarze (55)