Zajął się któregoś dnia Henperol odległościami w Kosmosie. Założył, że Kosmos ma prawo być tak wielki tylko wtedy, gdy istnieje mechanizm natychmiastowej komunikacji między dowolnym obserwatorem i dowolnym obiektem.
Pozastanawiał się nad światłem, jak instrumentem wykonawczym takiego mechanizmu, ale chyba znalazł jakieś słabe punkty w tej konstrukcji, gdyż pod koniec swoich rozważań dopuścił możliwość występowania w tym oddziaływaniu jakiegoś bezpośredniego łącza między obserwatorem a obiektem.
Instynt nie zrobi jednak z myśliwego baranka, więc jak się tylko nadarzyła okazja to posłał wszystkich do studiowania fascynującego artykułu z kategorii SF, pod symptomatycznym tytułem "Upiorne działanie na odległość".
Artykuł poświęcony jest najmodniejszemu sposobowi wyciągania kasy od podatników, stosowanemu przez fizyków w ostatnich latach, czyli tak zwanemu splątaniu kwantowemu.
Autor pisze, że zaczęło się wszystko w Austrii (z tego wynika, że Austria dała nam dwa poplątania światowego masztabu – Hitlera i nieodpowiedzialnych eksperymentatorów).
Cytujmy odpowiedni fragment:
W grudniu 1997 r. uczeni z Innsbrucku w Austrii dokonali po raz pierwszy wspomnianej już teleportacji fotonu. Wykreowali najpierw parę "splecionych fotonów" A i B. Pierwszy pozostawili w laboratorium, a drugi wysłali w przestrzeń. Gdy B był już daleko, zmienili kierunek tzw. polaryzacji cząstki A. Zmiana ta spowodowała natychmiastową reakcję dalekiego fotonu B, który zaczął drgać w przeciwnym kierunku. W ten sposób, nie ruszając się z Innsbrucku, fizycy wpłynęli na cząstkę znajdującą się daleko od nich.
I dalej w tym stylu.
Zastanówmy się logicznie z czym mamy do czynienia.
1. Niewątpliwie z fotonem. A co to jest ten ich foton? Przecież to nie obiekt. To jakiś fragment wydzielony z całości, a miarą tego wydzielenia jest jednostka czasu.
Co jest tą całością? Oczywiście wyimaginowana fala elektromagnetyczna.
2. Fala elektromagnetyczna, nie mając ograniczenia w przestrzennym rozchodzeniu się da się ograniczyć tylko ramkami czasu: rozchodziła się w kierunku X przez n sekund, po czym zmieniła kierunek i idzie np. w kierunku Z przez n1 sekund.
3. Napisane jest: "Wykreowali parę "splecionych fotonów", a przecież dowiedzieli się o tym, że jakieś tam fotony są splątane dopiero wtedy, gdy posłali jeden "kuda po dalsze", a następnie coś im tam spolaryzowało.
Więc po czym poznawali, że kreują splątane? Po czym poznali, że posyłają jeden z jakiejś takiej pary.
4. I teraz najważniejsze: wczytajcie się w ten fragment, który cytowałem. Przecież tam jak byk stoi: "a drugi wysłali w przestrzeń". Jeśli posłali w przestrzeń, to po sekundzie ten foton był 300000 km od Innsbrucka. Kto był obserwatorem?
Resume: Poplątanie z pomieszaniem, to bardzo delikatna ocena tych głupot, którymi nas karmią.
P.S.
Bardzo dobrze się stało, że zanim wyłożyłem tą notkę, Henperol napisał swój bardzo interesujący komentarz dotyczący efektu "splątania":
Przy tej okazji dwa słowa o warunkach "splątania" rozumianych w mojej teorii światła.
Ten warunek u mnie od dawna występuje ale wynika z pewnych uwarunkowań wynikłych naturalnie, podczas moich dociekań teoretycznych. W mojej hipotezie, występują zawsze parami dwa fotony "spięte" ze sobą jakby "pępowiną", z uwagi na fakt ich jednoczesnych "narodzin".(wytłuszczenie – waldemar.m)Są dla siebie idealną kopią lustrzaną i to kopią niepowtarzalną w innej parze. Każda para jest inna w ramach pewnych "odchyleń normowych".
Dlaczego właśnie na ten fragment zwracam uwagę? Gdyż w zaproponowanym przez Prof. Bzijewa mechaniźmie generowania światła występuje zjawisko generowania dwóch "splątanych" ze sobą elektrino, która zjmują w promieniu światła miejsce jeden za drugim, czyli są rozmieszczone w tej samej płaszczyźnie (pkt. 4 w powyższej notce).
Pisze on, że każda Para jest inna w ramach pewnych "odchyleń normowych".
Szkoda tylko, że Henperol nie ujawnia nam swoich prawdziwych przemyśleń na temat tego splątania.
Nie pozostaje mi nic innego tylko zadać pytanie: Ile jest takich par w jednym promieniu biegnącym ze Słońca na Ziemię?
Inne tematy w dziale Technologie