Nie wiem, czy za "cieciowaniem" Grasia u Niemca kryją się jakieś ciemne sprawy. Ale wiem, że Gras zawarł z Niemcem umowę, która z podatkowego punktu widzenia jest najgłupsza z możliwych. Z tego względu ma kupę kasy do zapłacenia do budżetu.
Graś twierdzi, że zawarł umowę o świadczeniach wzajemnych. Świadczenia wzajemne polegają na tym, że obie strony coś sobie świadczą, tutaj on cieciuje, a w zamian mieszka. Oznacza to oczywiście, że każda ze stron coś otrzymuje: Niemiec opiekę nad domemn, a Graś mieszkanie.
Każde świadczenie jest coś warte. Dla podatków oznacza to, że każda ze stron otrzymuje przychód w wysokości rynkowej wartości otrzymanego świadczenie. Ponieważ za to świadczenie strona nie płaci, przychód ten nie jest pomniejszany o żaden koszt. Czyli cały jest do opodatkowania. W podatkach opodatkowane są bowiem nie tylko otrzymane pieniądze, ale również nieodpłatne świadczenia i świadczenia w naturze.
No to policzmy. Podatki przedawniają się po pięciu latach, ale jest to tak liczone, że w praktyce jest to sześć. Liczymy więc od 2003 roku 67 miesięcy po 5 tys. to będzie 335 tys. Podatek za ubiegłe lata 40%, teraz 32%, to daje 130 tys. plus odsetki za zwłokę. Trochę jest.
Napisałem, że Graś zrobił to najgłupiej jak mógł. Gdyby sie wzajemnie fakturowali, przychodowi (jak wyżej) towarzyszył by taki sam koszt, czyli podatku by nie było.
Już chciałem współczuć Grasiowi, bo w demokratycznym pństwie prawa zapłacił by te wszystkie pieniądze. I jeszcze mógłby odpowiadać jako przestępca karnoskarbowy. Ale u nas, spokojnie.



Komentarze
Pokaż komentarze (25)