Wiele się zmieniło od czasów afery Rywina. Nie tyle w Polsce, co w ludziach – w tym jak postrzegają afery i jak na nie reagują. Wtedy to był szok. Pierwszy raz mieliśmy okazję zobaczyć, jak to wszystko się odbywa. Oczywiście coś tam wiedzieliśmy, ale zobaczyć to wszystko w pełnym świetle, to co innego. Tak nas to wtedy ruszyło, że wywróciliśmy scenę polityczną do góry nogami, a przynajmniej tak nam się wydawało.
A teraz? Wydawałoby się, że sytuacja jest taka sama. Wysoko postawieni członkowie władzy okazali się w rzeczywistości chłopcami na posyłki rożnych szemranych biznesmenów. Znowu okazało się, że realna władza jest zupełnie gdzie indziej niż zapisano to w konstytucji. I co? Powiedzieć, że „i nic” byłoby pewną przesadą, ale czy aż tak wielką? Owszem, było trochę szumu w prasie, mamy komisję śledczą, media coś tam piszą. Jednak nie towarzyszy temu takie poruszenie społeczne jak w czasie afery Rywina. Obecna afera nie wpływa na razie na popularność PO. Nikt nie nawołuje do rewolucji.
Skąd ta różnica? Przyczyn jest co najmniej kilka. Pierwsza jest taka, że co nowość to nowość. Jak coś dzieje się po raz pierwszy, to zwykle wywołuje żywszą reakcję. Wygląda na to, że do afer już się trochę przyzwyczailiśmy i podświadomie uznaliśmy, że najwidoczniej polityka tak już musi wyglądać i tyle. Ta zwiększona tolerancja na szwindle oznacza, że tak zwane – przepraszam za słowo – standardy będą coraz niższe i politycy będą pozwalać sobie na coraz więcej.
Inną przyczyną jest zachowanie się mediów. Te najbardziej wpływowe, po pierwszej reakcji, która była uczciwa, zmieniły ton i w zasadzie przyjęły punkt widzenia Platformy. W dodatku robią to bardzo sprytnie. Nie tyle przemilczają fakty, co przesuwają akcenty i kierują uwagę widza na sprawy zupełnie nieistotne: jakieś ciekawostki typu kto się przejęzyczył, kto miał jakiś dobry bon mot, czy członkowie komisji są dla siebie uprzejmi i tak dalej. Klasycznym przykładem tego podejścia była relacja TVN z przesłuchań przed komisja hazardową, w której to relacji nie powiedziano ani słowa na temat tego, co ustalono w trakcie przesłuchań, ale ograniczono się do opisania wzajemnych relacji członków komisji.
Jednak najważniejszym powodem tego, że afera hazardowa nie robi specjalnego wrażenia na szerokiej publiczności kryje się pod słowem: popularność. Tusk – słusznie czy nie – nadal cieszy się dużą osobistą popularnością wśród, jak to się kiedyś mówiło, szerokich mas. I właśnie ta sympatia pozwala mu wychodzić obronną ręką z tego całego zamieszania. Dla ludzi, których lubimy jesteśmy po prostu znacznie bardziej tolerancyjni i wybaczamy im znacznie więcej. Jeśli do tego dołożymy dużą niepopularność PiS – znowu obojętnie czy zasłużoną czy nie – to mamy odpowiedź.
Czy z powyższego płyną jakieś wnioski? Pewnie tak. Nie należy robić afery jako pierwszy, trzeba dbać o dobrą prasę i osobistą popularność. A program i uczciwość? No bądźmy poważni.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)